
Po Bogocie i palmach woskowych w Valle de Cocora 21 maja 2024 roku zwiedzaliśmy już Medellín – drugie największe miasto Kolumbii. Tu zaczął się ostatni, bardzo szybki etap naszej podróży po tym kraju. W cztery dni zobaczyliśmy dzielnicę Comuna 13, która z jednego z najniebezpieczniejszych miejsc w mieście stała się jego wizytówką, weszliśmy po około 700 stopniach na skałę El Peñón de Guatapé, nocnymi autobusami przejechaliśmy przez Cali aż do granicznego Ipiales, a tuż przed wjazdem do Ekwadoru zdążyliśmy jeszcze zobaczyć sanktuarium Las Lajas, zbudowane nad kanionem.
Nasza trasa:
- 21.05 – Medellín: Comuna 13, kolejka Metrocable i centrum miasta,
- 22.05 – skała El Peñón de Guatapé, wieczorem nocny autobus do Cali,
- 23.05 – Cali, wieczorem kolejny nocny autobus do Ipiales,
- 24.05 – sanktuarium Las Lajas i przejście graniczne z Ekwadorem.
Interaktywny Spis Treści
- Medellín – miasto na wzgórzach
- Comuna 13 – trudna historia dzielnicy
- Murale, graffiti i hip-hop
- Ruchome schody i kolejka Metrocable
- Czy w Medellín jest bezpiecznie?
- El Peñón de Guatapé – około 700 stopni na szczyt skały
- Cali – niecały dzień w stolicy salsy
- Sanktuarium Las Lajas
- Ipiales i granica z Ekwadorem
- Informacje praktyczne
- Podsumowanie
Medellín – miasto na wzgórzach
Medellín leży w dolinie, a jego zabudowa wspina się wysoko na otaczające ją wzgórza, dzięki czemu z wielu miejsc można podziwiać wspaniałe panoramy miasta. Jednym z najlepszych punktów widokowych jest dzielnica Comuna 13 – jednocześnie najbardziej znana atrakcja turystyczna Medellín.

Jeszcze kilkadziesiąt lat temu to miasto należało do najniebezpieczniejszych na świecie. Dziś odwiedzają je tłumy turystów, a wielu z nich trafia właśnie do Comuna 13 – dzielnicy, której historia najlepiej pokazuje, jak bardzo zmieniło się to miasto.

Comuna 13 – trudna historia dzielnicy
Comuna 13 to przeludniona i przez lata słabo rozwinięta część miasta. Tysiące domów z cegły i betonu stoją tu jeden przy drugim na stromym zboczu, a między nimi wiją się wąskie uliczki i schody. Takie warunki sprzyjały przestępczości. Do tego dzielnica leży przy głównej drodze wylotowej, co ułatwiało transport broni, narkotyków i pieniędzy. Z czasem stała się ważnym punktem nie tylko dla gangów, ale też dla oddziałów paramilitarnych i grup partyzanckich.

W latach 80. i 90. okolicę kontrolowały grupy lojalne wobec Pabla Escobara – najsłynniejszego barona narkotykowego, który mieszkał w Medellín. Po jego śmierci w 1993 roku przemoc wcale się nie skończyła: działalność karteli rosła w siłę, a walczące ze sobą grupy dążyły do przejęcia kontroli nad całą dzielnicą.
Momentem, który na stałe zapisał się w historii miasta, była operacja wojskowa Orión w 2002 roku. Państwo, chcąc rozbić działające tu zbrojne grupy, wprowadziło do dzielnicy wojsko. Doszło do walk, a sytuacja była tak napięta, że ranni nie mieli nawet jak dostać się do szpitala. Do dziś różne źródła podają różną liczbę ofiar, a wiele osób uznano za zaginione. Walki ustały dopiero wtedy, gdy mieszkańcy zjednoczyli się i na znak protestu wyszli na ulice z białymi chustami w rękach.
Murale, graffiti i hip-hop
Całą tę historię opowiada dziś sztuka. Można powiedzieć, że to ona poniekąd uratowała dzielnicę – stała się sposobem na wyrażenie złości, a mury posłużyły za płótno, na którym zapisano dzieje tego miejsca. Wszędzie widać kolorowe napisy, rzeźby i murale.

Murale pokrywają tu niemal każdą wolną ścianę. Pojawiają się na nich m.in. hasła o pokoju, życiu i miłości, a obok malarze wystawiają na sprzedaż swoje obrazy.


Swoje miejsce ma tu też hip-hop – przed muralem poświęconym tej muzyce trafiliśmy na tancerza breakdance’u.

Dzięki poprawie bezpieczeństwa rozwinęła się tu turystyka. Organizuje się wiele wycieczek z przewodnikiem, a wzdłuż trasy stoją stragany z pamiątkami, koszulkami i obrazami. Niektóre murale stały się ulubionym tłem do zdjęć – Patrycja też nie mogła sobie odmówić zdjęcia ze skrzydłami.

Dla mieszkańców Comuna 13 ma dziś ogromne znaczenie symboliczne – kojarzy się z innowacją, rozwojem, a przede wszystkim z przemianą i odrodzeniem. Przechadzając się jej uliczkami, ciężko wyobrazić sobie, co działo się tu tak niedawno. Wśród mieszkańców ta historia jest jednak wciąż żywa.
Ruchome schody i kolejka Metrocable
Na przestrzeni lat władze miasta zainicjowały wiele projektów, które wyraźnie poprawiły jakość życia w tej części Medellín. Najbardziej znane są ruchome schody biegnące po zboczu. Mają 384 metry długości i są podzielone na sześć odcinków, dzięki czemu mieszkańcy z różnych poziomów zbocza mogą łatwo dostać się do innych części dzielnicy. Droga pod górę, która kiedyś oznaczała 35 minut wyczerpującej wspinaczki, zajmuje teraz około sześciu minut. Schody ukończono w 2011 roku. Mieszkańcy innych części Medellín krytykowali jednak wydanie kilku milionów dolarów na inwestycję, z której korzysta tylko niewielka część miasta.

Drugim takim projektem jest Metrocable – kolejka linowa, która jest przedłużeniem linii metra. Połączyła położone wysoko dzielnice z resztą miasta i poprawiła relacje ich mieszkańców z samorządem. Dla mieszkańców to zwykła komunikacja miejska, a dla turystów atrakcja z pięknymi widokami. My też się nią przejechaliśmy – wagoniki suną nisko nad dachami ceglanych domów.



Czy w Medellín jest bezpiecznie?
Wszystkie te zmiany sprawiły, że bezpieczeństwo w Comuna 13 znacznie się poprawiło. Mimo to lepiej nie zapuszczać się w ciasne uliczki z dala od głównych, turystycznych miejsc – dzielnica jest naprawdę duża i mogą zdarzyć się drobne kradzieże.
Najmniej pewnie czuliśmy się w centrum, w okolicy placu Botero z charakterystycznym Pałacem Kultury w czarno-białą szachownicę. Jest tam bardzo dużo ludzi, a z pobliskiego przytułku przychodzą bezdomni i osoby uzależnione od narkotyków. W dużych miastach kradzieży jest po prostu więcej, zwłaszcza w tłumie.

Nam nic złego się nie przytrafiło. Przed rezerwacją noclegu warto jednak sprawdzić, które dzielnice są bezpieczne, a których lepiej unikać – ogólne zasady, których trzymaliśmy się w całej Kolumbii, opisaliśmy przy okazji Kartageny.

El Peñón de Guatapé – około 700 stopni na szczyt skały
Następnego dnia, 22 maja, pojechaliśmy za miasto. Około dwóch godzin autobusem od Medellín wznosi się El Peñón de Guatapé – samotna skała wysoka na około 200 metrów, szeroka na 110 m i długa na 285 m. Na szczyt prowadzą schody, które zygzakiem wspinają się szczeliną w skale – to około 700 stopni. Wejście kosztowało 25 000 COP (ok. 26 zł).
Na szczycie stoi wieża widokowa, z której pięknie widać okoliczne góry i rozlewiska zbiornika Peñol-Guatapé z dziesiątkami zielonych wysp i półwyspów.



Na dół schodzi się równie stromymi schodami, a u podnóża skały są parking, restauracje i stragany. Tego samego dnia wieczorem ruszyliśmy dalej na południe.

Cali – niecały dzień w stolicy salsy
W drodze ku granicy zatrzymaliśmy się w Cali – mieście nazywanym światową stolicą salsy. Dotarliśmy tu nocnym autobusem, 400 km na południe od Medellín. Mieliśmy tylko niecały dzień, bo wieczorem czekał nas kolejny nocny autobus. Ugościli nas Yoiner i Gabriela – para, którą poznaliśmy w Parku Narodowym Tayrona na północy kraju.
Najciekawszym miejscem był dla nas park El Gato del Río, pełen kolorowych rzeźb kotów.
Spacerując po centrum, trafiliśmy też na neogotycki kościół La Ermita, biały Pałac Narodowy z napisem „Justicia” nad wejściem i katedrę przy placu z fontanną.



Muzyka jest tu obecna nawet w przestrzeni miejskiej: stoi tu rzeźba z ogromnych trąbek, a pod czarnym pomnikiem w kształcie parasola wypisano teksty piosenek o Cali i dolinie Cauca, m.in. „Que Cali es Cali, lo demás es loma”.


Sanktuarium Las Lajas
Ostatnim przystankiem w Kolumbii było Ipiales, 500 km na południe od Cali – głównie miasto graniczne, z którego mieliśmy ruszyć dalej do Ekwadoru. Niedaleko, w Las Lajas, stoi jednak piękne sanktuarium Matki Bożej Różańcowej (Santuario de Nuestra Señora del Rosario de Las Lajas). Po przyjeździe nocnym autobusem zostawiliśmy więc bagaże w przechowalni na dworcu i od razu tam pojechaliśmy. Na szczęście transport zbiorowy kursuje do Las Lajas na okrągło, więc nie musieliśmy wcale czekać.

Neogotycki kościół stoi na moście przerzuconym nad kanionem rzeki Guáitara i przylega do skalnej ściany – to bardzo charakterystyczne miejsce. Dobrze widać to z dołu, spod łuku mostu.

Skały wzdłuż schodów prowadzących do sanktuarium pokrywają setki tabliczek wotywnych. Wnętrze jest jasne, biało-złote, a za ołtarzem głównym widać surową skałę.

Przed sanktuarium czekały kolorowo przystrojone lamy – atrakcja dla chętnych na pamiątkowe zdjęcie.

Ipiales i granica z Ekwadorem
Z Las Lajas wróciliśmy do Ipiales po bagaże i jeszcze tego samego dnia, 24 maja, przekroczyliśmy granicę z Ekwadorem na przejściu Rumichaca. Od tego momentu odkrywaliśmy już nowy kraj.
Warto wiedzieć, że w 2024 roku obcokrajowcy przekraczający lądową granicę Ekwadoru musieli mieć zaświadczenie o niekaralności. Najlepiej przygotować je jeszcze przed wyjazdem i sprawdzić aktualne przepisy.

Informacje praktyczne
- Comuna 13 – można ją zwiedzać na własną rękę albo z przewodnikiem, wycieczek jest bardzo dużo. Trzymajcie się głównych, turystycznych uliczek – w głębi dzielnicy zdarzają się drobne kradzieże.
- Ruchome schody – 384 m w sześciu odcinkach; ułatwiają wejście na najwyżej położone części Comuna 13.
- Metrocable – kolejki linowe są częścią komunikacji miejskiej Medellín i przedłużeniem linii metra, a przy okazji świetnym punktem widokowym.
- Centrum Medellín – w okolicy placu Botero jest tłoczno, przychodzą tam też bezdomni i osoby uzależnione od narkotyków; czuliśmy się tam niepewnie.
- El Peñón de Guatapé – około 2 godzin autobusem z Medellín, około 700 stopni na szczyt, wejście 25 000 COP (ok. 26 zł, maj 2024). Wycieczki do Guatapé oferują też lokalne biura w Medellín.
- Nocne autobusy – Medellín → Cali to ok. 400 km, Cali → Ipiales ok. 500 km. Sieć połączeń autobusowych w Kolumbii pozytywnie nas zaskoczyła: autobusy były porządne, a nie rozklekotane. Za dnia najczęściej się spóźniały, a w nocy przyjeżdżały dużo za wcześnie. Podróżowanie nimi jest bezpieczne, o bagaż też nie trzeba się martwić.
- Ipiales i Las Lajas – bagaże można zostawić w przechowalni na dworcu w Ipiales; do Las Lajas cały czas kursuje transport zbiorowy.
- Granica z Ekwadorem – przejście Rumichaca przy Ipiales. W 2024 roku obcokrajowcy przekraczający granicę lądową musieli mieć zaświadczenie o niekaralności.

Podsumowanie
Ostatnie dni w Kolumbii były bardzo intensywne – cztery dni zwiedzania i dwie noce w autobusach. Comuna 13 pokazała nam, jak bardzo może się zmienić miejsce, które jeszcze nie tak dawno było jednym z najniebezpieczniejszych w mieście. Zarówno skała El Peñón de Guatapé, jak i sanktuarium Las Lajas to z kolei miejsca, które raz na jakiś czas migną gdzieś w internecie, choć mało kto wie, gdzie właściwie się znajdują. Czasem trafia się na nie przypadkiem, podczas planowania podróży. Nam nic złego się w Kolumbii nie przytrafiło i polecamy ją z czystym sumieniem, o ile podróżuje się z głową.

























