
Po Tikál, Semuc Champey i pięciu tygodniach nauki hiszpańskiego w Antigui, w sobotę 27 stycznia 2024 roku, pojechaliśmy nad jezioro Atitlán – jedno z tych miejsc w Gwatemali, które bez wątpienia warto zobaczyć. Zamieszkaliśmy w San Pedro La Laguna i zostaliśmy tu do 5 lutego. Z tej bazy łodzią i pieszo odwiedzaliśmy kolejne miasteczka nad brzegiem: weszliśmy na punkt widokowy Indian Nose, pospacerowaliśmy po kolorowym San Juan, w San Marcos Patrycja skoczyła do jeziora z 12 metrów, zajrzeliśmy do położonego na zboczu Santa Cruz, a koło Santiago Atitlán wypatrywaliśmy w lesie kwezali – narodowych ptaków Gwatemali. Z San Pedro weszliśmy też na dwa wulkany nad jeziorem, San Pedro i Atitlán, ale te wyprawy opisaliśmy osobno we wpisie Wulkany Gwatemali.
14:49Interaktywny Spis Treści
- Jezioro Atitlán – wulkany, legendy i łodzie między miasteczkami
- San Pedro La Laguna – nasza baza nad jeziorem
- Indian Nose (Rostro Maya) – najlepszy widok na jezioro
- San Juan La Laguna – murale, kapelusze i parasolki
- San Marcos La Laguna – skok z 12 metrów i hipisowski klimat
- Santa Cruz La Laguna – łodzią zamiast Lower Mayan Trail
- Kwezale koło Santiago Atitlán
- Mirador Nido del Colibrí nad San Pedro
- Informacje praktyczne
Jezioro Atitlán – wulkany, legendy i łodzie między miasteczkami
Jezioro otaczają góry i wulkany, a nad jego brzegiem leżą miasteczka, z których niemal każde jest trochę inne i ma coś ciekawego do zaoferowania. Na tak małym terenie ludzie posługują się aż 28 dialektami języków majańskich. Z jeziorem wiąże się też sporo historii: w jego wodach leży zatopione miasto Majów, w którym niektórzy dopatrują się Atlantydy, a wzgórze Cerro de Oro nad brzegiem miało zainspirować Antoine’a de Saint-Exupéry’ego – konkretnie do rysunku słonia połkniętego przez węża z „Małego Księcia”. Popołudniowy wiatr, który zrywa się nad jeziorem, ma z kolei oczyszczać z grzechów.

Między miasteczkami najwygodniej przemieszczać się łodziami, które odpływają z pomostów nad brzegiem. Z San Pedro do San Juan płynie się zaledwie kilka minut, do San Marcos – ok. 10 minut. Wieczorami zrywa się silny wiatr i robią się fale, więc rejs zamienia się wtedy w prawdziwą jazdę bez trzymanki, a pasażerowie mają czasem problem, żeby w ogóle wsiąść do bujającej się łodzi. Przy dobrej widoczności z jeziora widać nawet dymiący Fuego – wulkan, którego wybuchy wcześniej oglądaliśmy z Acatenango.
San Pedro La Laguna – nasza baza nad jeziorem
Na bazę wybraliśmy San Pedro La Laguna, bo noclegi są tu najtańsze nad całym jeziorem – płaciliśmy ok. 20 zł za osobę za noc, bez śniadania. Mieszkaliśmy w dwóch hotelach. Drugi, Hotel Peneleu, okazał się lepszy i dużo tańszy od pierwszego, tyle że przy pierwszej rezerwacji nie miał wolnych miejsc. Oba miały taras na dachu, z którego można oglądać wschód słońca nad jeziorem. Do Panajachel w ogóle nie zajechaliśmy – było najdalej od miejsc, które chcieliśmy zobaczyć, a do tego czytaliśmy, że to najnudniejsze miasteczko nad jeziorem.

Nad brzegiem widzieliśmy mieszkańców San Pedro, którzy myją się i robią pranie w jeziorze. Dostęp do wody to w Gwatemali duży problem, zwłaszcza dla ludzi mieszkających w lepiankach. Z samego miasteczka – m.in. z jego murali – mamy niestety niewiele zdjęć, bo część zdjęć z telefonu z tych dni przepadła.
Nad San Pedro góruje wulkan San Pedro (3020 m). Weszliśmy na niego 31 stycznia z Magdą, Samuelem i przewodnikiem Lorenzo, a 4 lutego – na Atitlán (3537 m), najwyższy z wulkanów nad jeziorem. Obie trasy opisaliśmy we wpisie Wulkany Gwatemali.

Indian Nose (Rostro Maya) – najlepszy widok na jezioro
W niedzielę 28 stycznia, dzień po przyjeździe, wybraliśmy się razem z Magdą na punkt widokowy Rostro Maya, czyli Indian Nose (2200 m). Skąd ta nazwa? Kiedy przechyli się głowę na bok, w zarysie wzgórza widać dokładnie nos na indiańskiej twarzy. Wiele osób wchodzi tu z grupami zorganizowanymi na wschód słońca, ale wtedy trzeba iść po ciemku – my ruszyliśmy sami o 8 rano.

Najpierw przepłynęliśmy łodzią z San Pedro La Laguna do San Juan La Laguna – kilka minut i 30 Q (15 zł) za osobę w obie strony. O tej porze nie ma jeszcze turystów, więc na pierwszym punkcie widokowym, Kaqasiiwaan (Cerro de la Cruz), byliśmy jednymi z nielicznych. Leży on po drodze, więc chcąc nie chcąc trzeba za niego zapłacić 30 Q, a na samym szczycie Indian Nose – dodatkowe 50 Q.
Miała to być trasa na rozgrzewkę, a wyszło ponad 700 m przewyższenia i ok. 8 km w obie strony. Zrobiliśmy małą pętlę wokół wzgórza, więc wracaliśmy trochę inną drogą – krótszą, ale bardziej stromą.
Z góry widać całe jezioro, okoliczne wulkany i miasteczka nad brzegiem – według nas to najlepszy widok nad Atitlán. Indian Nose był zresztą naszym pierwszym zdobytym szczytem w czasie tej wyprawy.


San Juan La Laguna – murale, kapelusze i parasolki
Po zejściu z Indian Nose zwiedziliśmy San Juan La Laguna. To ładne, kolorowe miasteczko z wieloma ciekawymi muralami i ulicami urządzonymi tematycznie – jest tu m.in. ulica kapeluszy i ulica parasolek. Kiedy później ktoś pytał nas, gdzie warto zajrzeć nad jeziorem, polecaliśmy właśnie San Juan.



Murale są tu na każdym kroku. Wiele z nich pokazuje codzienne życie Majów – tkaczki przy krosnach, starszych mieszkańców w tradycyjnych strojach – i zwierzęta z okolic jeziora.
San Marcos La Laguna – skok z 12 metrów i hipisowski klimat
30 stycznia razem z Kingą popłynęliśmy do San Marcos La Laguna – to tylko 10 minut łodzią z San Pedro. Miasteczko słynie z ładnych miejsc do plażowania i kąpieli.

Najbardziej znany jest rezerwat przyrody Cerro Tzankujil (wstęp 20 Q, ok. 10 zł). Ścieżki prowadzą tu między skałami do punktów widokowych, majańskiego ołtarza i drewnianej platformy, z której skacze się do jeziora z 12 metrów. Skoczyła tylko Patrycja – oczywiście nie mogła sobie tego odmówić. Woda niestety nie jest zbyt ciepła: ma ok. 21°C, i to przez cały rok.


San Marcos ma mocno hipisowski klimat. Sklepy i restauracje przy głównym deptaku są właśnie tak wystylizowane, a hipisów jest tu naprawdę mnóstwo. Dlatego szczególnie czuć tu turystykę: bez problemu zamówi się dania europejskie czy wegetariańskie i kupi „duchowe” pamiątki. Po południu zrobiło się zimno i przyszły chmury, więc znad jeziora wróciliśmy do centrum miasteczka.

Santa Cruz La Laguna – łodzią zamiast Lower Mayan Trail
Nad Atitlán trzeba uważać, gdzie się chodzi. W centrach miasteczek jest bezpiecznie, ale na szlakach zdarzają się napady. Najczęściej pisze się o nich przy Lower Mayan Trail – ok. 9-kilometrowym szlaku brzegiem jeziora z San Marcos do Santa Cruz (ok. 3 godzin w jedną stronę), zwłaszcza na odcinku za Tzununá w stronę Santa Cruz. Zaleca się iść nim tylko za dnia (nie za wcześnie i nie za późno), nie w weekend, w większej grupie albo z przewodnikiem. Większość osób pewnie przechodzi go bez problemu, ale ryzyko jest. Z racji ryzyka i niechęci do płacenia za przewodnika na tak prosty szlak odpuściliśmy go i w piątek 2 lutego popłynęliśmy do Santa Cruz łodzią.
W Santa Cruz La Laguna niestety nie ma wiele do roboty. Od innych miasteczek różni się tym, że leży wyżej, na stromym zboczu. Są tu wąskie uliczki, mnóstwo tuk-tuków, ładne murale i punkt widokowy Mirador Tzanjuyú z widokiem na jezioro i wulkany. Turystów jest niewielu. Zjedliśmy tu przepyszną pizzę quesadillę za 60 Q (31 zł). Nad wodą jest też kilka miejsc do plażowania, ale nie trafiliśmy na najlepszą pogodę – było pochmurno, a widoczność słaba.



W filmie poniżej najpierw jest wejście na wulkan San Pedro, a potem nasz dzień w Santa Cruz.
12:55Kwezale koło Santiago Atitlán
W sobotę 3 lutego razem z Magdą i Jefersonem wybraliśmy się na oglądanie kwezali (hiszp. quetzal) w okolice Santiago Atitlán. Kwezal to narodowy ptak Gwatemali i właśnie tutaj żyje ich najwięcej. Od niego pochodzi nazwa waluty, widnieje na fladze, a na jego cześć nazwano nawet miasto – Quetzaltenango, do którego pojechaliśmy kilka dni później. Dawniej był świętym ptakiem Majów: władcy nosili nakrycia głowy zdobione zielonymi piórami z jego ogona. Ptaki łapano, wyrywano im pióra i wypuszczano z powrotem. Szczęściarze mogą wypatrzyć kwezala nawet w dżungli wokół Tikál.
Żeby je zobaczyć, musieliśmy wyruszyć o 6:00 rano. Kwezale lubią chłód, dlatego rano można je spotkać w niższych partiach lasu, a kiedy robi się cieplej, odlatują wyżej, na zbocza wulkanu. Na przełomie stycznia i lutego łączą się w pary, więc to dobry okres na obserwacje. Nasz przewodnik miał specjalną lunetę, dzięki której mogliśmy oglądać ptaki ze sporej odległości.
- Lokalizacja: okolice Santiago Atitlán.
- Cena (luty 2024): 150 Q (75 zł) za osobę – za przewodnika.
- Trasa: pętla ok. 4,5 km, całość ok. 4 godzin.
Ok. 10 minut od początku tego szlaku zaczyna się droga na wulkan Atitlán (3537 m), na który weszliśmy następnego dnia – więcej o tym we wpisie Wulkany Gwatemali.
Mirador Nido del Colibrí nad San Pedro
W drodze powrotnej od kwezali zajechaliśmy na punkt widokowy Mirador Nido del Colibrí („Gniazdo Kolibra”) przy San Pedro La Laguna – wstęp 20 Q (10 zł). Można tu zrobić sobie zdjęcie pod wielkim kolibrem czy na ogromnej zielonej dłoni, pooglądać murale, a przede wszystkim popatrzeć z góry na San Pedro i jezioro.

Informacje praktyczne
Najważniejsze informacje z naszego pobytu nad jeziorem (27 stycznia – 5 lutego 2024 roku). Ceny są z tamtego czasu.
- Waluta – ceny podajemy w quetzalach (Q); 1 Q to ok. pół złotego, więc łatwo przeliczać.
- Nocleg – najtańszy w San Pedro La Laguna: ok. 20 zł za osobę za noc, bez śniadania. Hotel Peneleu był tańszy i lepszy niż nasz pierwszy hotel, a z dachu widać wschód słońca nad jeziorem. Panajachel pominęliśmy.
- Łodzie (w obie strony, za osobę) – z San Pedro do San Juan 30 Q (15 zł), do San Marcos 30 Q (15 zł), do Santa Cruz 50 Q (26 zł). Wieczorami są duże fale.
- Wstępy – Indian Nose: 30 Q za przejście przez Cerro de la Cruz i 50 Q na szczycie; rezerwat Cerro Tzankujil w San Marcos: 20 Q; Mirador Nido del Colibrí: 20 Q; oglądanie kwezali z przewodnikiem: 150 Q.
- Bezpieczeństwo – w całej Gwatemali ani razu nie czuliśmy się zagrożeni, a w centrach miasteczek nad jeziorem jest bezpiecznie. Napady zdarzają się jednak na szlakach – zwłaszcza na Lower Mayan Trail między San Marcos a Santa Cruz. Jeśli chcesz nim iść, to tylko za dnia, nie w weekend, w grupie albo z przewodnikiem. Na wulkan San Pedro wzięliśmy przewodnika – więcej w części o przewodnikach i bezpieczeństwie we wpisie o wulkanach.
- Kąpiel – woda w jeziorze ma ok. 21°C przez cały rok.
- Jedzenie – w turystycznym San Marcos łatwo o dania europejskie i wegetariańskie; w Santa Cruz pizza quesadilla kosztowała 60 Q (31 zł).
- Dalej – 5 lutego publicznym autobusem pojechaliśmy znad jeziora do Quetzaltenango (Xeli), skąd weszliśmy m.in. na wulkany Santa María i Tajumulco.





































