Santa Ana
Stacjonowaliśmy w Santa Anie – jednym z największych miast kraju. Już pierwszego wieczoru host zabrał nas do centrum, gdzie zobaczyliśmy piękną katedrę, teatr i charakterystyczny żółty urząd miasta. Ciekawostka: obowiązującą walutą w Salwadorze jest dolar amerykański, co bardzo ułatwia płatności.
Wzięliśmy też udział w darmowym walking tour po mieście (zwyczajowo z napiwkiem dla przewodnika). Oprócz historii i zwiedzania katedry dużo mówiło się o wielkich przemianach, jakie zaszły w kraju – więcej o tym w sekcji o bezpieczeństwie.
Wulkan Santa Ana
Wulkan Santa Ana (2381 m), jest najwyższym wulkanem w kraju (nie szczytem), a także jednym z czterech aktywnych. W jego kraterze widać piękne turkusowe jezioro – jest naprawdę zjawiskowe. Niestety jest to jednocześnie chyba najbardziej turystyczne miejsce w całym kraju, gdyż obecność tłumów w drodze na szczyt skutkuje żółwim tempem. Odbierało to trochę radość z podziwiania tego pięknego miejsca (jaka to różnica w porównaniu z “pustymi” wulkanami, na które wchodziliśmy w Gwatemali!). Istnieje obowiązek posiadania przewodnika ($3 + $6 za bilet wstępu). Trasa to tylko około 9 km drogi w dwie strony i jedyne 500 m przewyższenia.
Ruta de las Flores (Droga kwiatów)
Jest to droga, na której znajdują się klimatyczne miasteczka. Położona jest w pobliżu Santa Any. Ruta de las Flores swoją nazwę wzięła z kolorowych kwiatów porastających okolicę. Na trasie tej odwiedziliśmy ciekawy labirynt do przejścia (Café Albania w miejscowości Apaneca), a także przebyliśmy trasę “7 wodospadów” w miejscowości Juayúa.
Droga wzdłuż wodospadów wymaga zręczności, gdyż na niektóre z nich należy się wspinać w Europie by to raczej nie przeszło – wspinaczka po mokrej, kamiennej ścianie bez kasku i zabezpieczenia. Pętla ma 5 km i ~ 300 m przewyższenia. Jest obowiązek posiadania przewodnika, za którego w małej grupie (4 osoby) zapłaciliśmy po $10.
Wulkan Conchagua
Wulkan Conchagua jest jednym z najważniejszych atrakcji Salwadoru. Głównie ze względu na widok rozpościerający się na trzy państwa (Salwador, Honduras, Nikaragua), przede wszystkim na liczne ich wysepki. Dodatkowo, klimatu dodaje możliwość spania na szczycie, co umożliwia obejrzenie stamtąd wschodu słońca.
Na miejsce można dojechać transportem 4×4. Droga jest bardzo wyboista i zajmuje około godzinę. Na samej górze wybudowana jest drewniana kładka i postawione są foteliki ze starych opon. Zgodnie stwierdzamy, że widok zapiera dech w piersi i jest jedyny w swoim rodzaju. Do dyspozycji są toalety, restauracja w pobliżu, a także mały sklep, gdzie można kupić kawę, piwko, czy przekąski. Koszt wycieczki na wulkan: 17$ (za transport w 2 strony, wstęp na punkt widokowy i miejsce na polu campingowym). Należy zrobić rezerwację pod numerem +503 7484 9950.
Jezioro Coatepeque
Znajduje się niedaleko Santa Any. Ciężko jest jednak znaleźć darmową plażę, dlatego też zdecydowaliśmy się pojechać do Captain Morgan Hostel. Bardzo fajne miejsce z dostępem do wody (można wskoczyć z podestu), ceny jednak dość wysokie. Spędziliśmy tu kilka ładnych godzin na relaksie i spotkaliśmy się z Kingą, którą poznaliśmy wcześniej w Gwatemali.
Laguna Alegria
Słynie z pięknego położenia (w kraterze wulkanu Tecapa – 1593 m) i zielonego koloru wody (dzięki siarce i innym znajdującym się w niej minerałom). Niestety okazało się, że luty jest nienajlepszą porą na wybranie się do tego miejsca, gdyż laguna była w połowie wyschnięta. Spędziliśmy tam jednak klimatyczny wieczór. Mieliśmy doskonały widok na gwiazdy, a wokół ciszę i spokój. Od przystanku busa należy iść około 40 minut pieszo (~2 km).Koszt za możliwość nocowania wynosi 5$. Można również wybrać się na punkt widokowy.
La Libertad
Aby spędzić kilka dni nad Oceanem Spokojnym , pojechaliśmy do La Libertad (w związku z dosyć prostym połączeniem i tańszymi noclegami). Samo miasto nie ma wiele do zaoferowania, ale w porównaniu z innymi ma największą bazę noclegową i chociażby supermarket (+mały park rozrywki).
🏖️ Plaże w dużej części są kamieniste, a piasek ciemny (pochodzenia wulkanicznego). Temperatura wody ~ 29°C, zatem bardzo przyjemna. Po wyjściu z niej ani przez chwilę nie odczuwało się chłodu.
🏄♂️🏄♀️ Występują spore fale i to od razu przy brzegu. Jest to raj dla surferów, szczególnie w połóżonym niedaleko El Tunco “Surf City”, gdzie swoje siedziby mają szkoły nauczające surfingu. Sami jednego dnia wypożyczyliśmy deskę na jeden dzień, aby co nieco popróbować (15$). Następnym razem załatwimy sobie zajęcia z nauczycielem (tutaj 25$ za godzinę).
⛺ W La Libertad są tańsze noclegi, np. w porównaniu z okolicami plaży El Tunco. My jednak tak czy siak rozbiliśmy się w namiocie. Konkretnie w Punta Roca Surf House (4 noclegi, 20-24.02). Wyszło $5 za osobę za noc (trzykrotnie taniej niż za pokój w tym samym miejscu). Następny raz prawdopodobnie zrezygnujemy z możliwości rozbicia się w miejscu, gdzie jest wiele niepilnowanych zwierząt. Kolejny raz (po Meksyku) nasz namiot został przez nie uszkodzony.
🚍 Dojazd był jednak bardzo trudny. Zła pora dnia (pod wieczór) + wsiedliśmy w Santa Tecla zamiast na stacji początkowej w San Salvador (autobus 102 był już pełny). Dodatkowo ciasny kołowrotek, co przy naszych dużych plecakach robiło problem (potem przez spory czas leżały w przejściu, bo nie było jak się ruszyć).
San Salvador
Ostatnie chwile przed opuszczeniem kraju spędziliśmy w stolicy – San Salvador. Nie mieliśmy tam dużo czasu, ale zdążyliśmy zobaczyć trzy place w historycznej części miasta, wokół których znajdują się narodowy pałac, teatr, katedra i biblioteka. Szkoda, że nie udało nam się zobaczyć wnętrza katedry (trwała msza) ani pięknego kościoła Virgen del Rosario (przyjechaliśmy za późno).
Bezpieczeństwo
Salwador mieliśmy w zasadzie ominąć – głównie z powodu braku przekonania co do bezpieczeństwa. Zamierzaliśmy przejechać bezpośrednim busem z Gwatemali do Nikaragui przez Salwador i Honduras. Jak wiele byśmy stracili…
Jeszcze kilka lat temu był to jeden z najniebezpieczniejszych krajów świata. Gangi wyłudzały haracz od każdej działalności pod groźbą śmierci, tortury były na porządku dziennym, a normą bywało 20–50 zabójstw dziennie. Nasza przewodniczka opisywała to tak: wchodzisz do sąsiada, a on leży martwy przy otwartych drzwiach – i udajesz, że nic nie widzisz, bo zgłoszenie oznaczało śmierć. Gangi narodziły się po wojnie domowej (1979–1992), gdy część emigrantów wróciła z USA i przeniosła tu przestępcze wzorce.
Kilka lat temu urząd prezydenta objął Nayib Bukele i przeprowadzono „czystki” – każdy powiązany z gangami trafiał do więzienia. Skazano ponad 75 tysięcy osób, przez co Salwador ma dziś najwyższy na świecie współczynnik osadzonych. Przełom nastąpił w marcu 2022 – po tym, jak gangi w ciągu jednego dnia zabiły 62 osoby, wprowadzono stan wyjątkowy i powstało ogromne więzienie o bardzo surowym reżimie. Efekt? 12-krotny spadek liczby zabójstw (z 6600 w 2015 r. do około 500 w 2022 r.).
Polityka Bukelego budzi kontrowersje i bywa nazywana dyktaturą (łamanie praw człowieka), ale dla większości Salwadorczyków prezydent jest dziś niemal bohaterem narodowym – jego wizerunek widnieje nawet na koszulkach na bazarach. My możemy z czystym sumieniem potwierdzić: jest tu bardzo bezpiecznie – czuliśmy się pewniej niż w Gwatemali czy Hondurasie.
Na koniec uwaga praktyczna: Salwador okazał się też jednym z tańszych krajów regionu — średnio wydawaliśmy tu około 20 USD na osobę dziennie (nocleg, jedzenie, lokalny transport i atrakcje; stan na luty 2024).








