
Po 65 dniach w Meksyku i tygodniu na wyspach Belize, 20 grudnia 2023 roku, wjechaliśmy do Gwatemali i zostaliśmy w niej 58 dni – do 15 lutego 2024 roku, kiedy pojechaliśmy dalej, do Salwadoru. Całą Gwatemalę zwiedzaliśmy na własną rękę: od starożytnego Tikál w dżungli na północy, przez turkusowe baseny Semuc Champey, pięć tygodni nauki hiszpańskiego w Antigui i jezioro Atitlán, aż po Quetzaltenango i sześć wulkanów, w tym Tajumulco – najwyższy szczyt Ameryki Środkowej. Gwatemala przerosła nasze oczekiwania i została naszym ulubionym krajem całej wyprawy (październik 2023 – lipiec 2024), głównie za sprawą wulkanów i wszechobecnej kultury Majów. Kolejnym krajom postawiła poprzeczkę bardzo wysoko.
W tym wpisie zebraliśmy całą trasę z linkami do szczegółowych relacji, a do tego to, co przydaje się przy planowaniu: ile wydawaliśmy, jak wygląda bezpieczeństwo, jak się przemieszczaliśmy, skąd brać gotówkę, jak jest z kartą SIM i jak wygląda nauka hiszpańskiego w szkołach językowych. Ceny są z przełomu 2023 i 2024 roku.
Interaktywny Spis Treści
- Gwatemala w pigułce
- Nasza trasa po Gwatemali
- Północ – Tikál i Semuc Champey
- Antigua Guatemala – święta, ruiny i El Paredón
- Kurs hiszpańskiego – szkoły językowe w Antigui
- Wulkany – sześć wypraw i erupcje na żywo
- Jezioro Atitlán
- Quetzaltenango (Xela) – kultura Majów i gorące źródła
- Co nas zachwyciło, a co rozczarowało
- Bezpieczeństwo
- Transport – shuttle, chicken busy, łodzie i auto
- Informacje praktyczne
Gwatemala w pigułce
Gwatemala ma trzy razy mniejszą powierzchnię niż Polska i mniej więcej o połowę mniej mieszkańców. To prawdziwa kraina wulkanów: w południowej części kraju jest ich aż 37, pięć jest aktywnych, a trzy – Fuego, Santiaguito i Pacaya – dają o sobie znać stale.
Jeszcze bardziej wyjątkowe jest to, jak dobrze zachowała się tu kultura Majów – widać ją niemal w każdym zakątku kraju. Prawie połowa mieszkańców to Majowie z różnych grup, a co trzeci Gwatemalczyk posługuje się jednym z ok. 20 języków majańskich (z ponad setką dialektów) – hiszpański bywa dla nich dopiero drugim językiem. Zwyczaje, jedzenie, sztuka i religia to mieszanka katolicyzmu konkwistadorów i wierzeń rdzennej ludności, a ludzi w tradycyjnych strojach, innych w każdym regionie, spotyka się na każdym kroku. To także bardzo młode społeczeństwo. Ptakiem narodowym jest kwezal (quetzal) – widnieje na fladze i dał nazwę walucie, którą łatwo przeliczać, bo 1 quetzal to mniej więcej pół złotego.
Gwatemalczycy są bardzo mili, ale codzienność potrafi zaskoczyć. Chodniki w miastach są bardzo wąskie, wielu ludzi utrzymuje się z ulicznego handlu (bez podatków, ale i bez ubezpieczenia), a w sklepach i restauracjach widywaliśmy pracujące dzieci, a na wsiach dzieci zamiast do szkoły często chodzą do pracy w polu. Problemem jest też dostęp do wody: nad jeziorem Atitlán mieszkańcy robią pranie i myją się w jeziorze.

Nasza trasa po Gwatemali
Do kraju wjechaliśmy od północy i stopniowo przesuwaliśmy się na południe i zachód, w góry. Poniżej cała trasa z linkami do relacji z poszczególnych miejsc:
- 20–22.12.2023 – Flores i Tikál – shuttle busem z Belize City na wyspę Flores, a 21 grudnia o świcie do starożytnego miasta Majów Tikál.
- 22–24.12 – Lanquín i Semuc Champey – turkusowe baseny w dżungli (23.12).
- 24.12.2023 – 27.01.2024 – Antigua Guatemala – święta Bożego Narodzenia, pięciotygodniowy kurs hiszpańskiego i wypad nad Pacyfik do El Paredón (14.01) oraz wulkany Pacaya (7.01) i Acatenango (20–21.01).
- 27.01–5.02 – jezioro Atitlán – z bazą w San Pedro La Laguna: Indian Nose, San Juan, San Marcos, Santa Cruz i kwezale, a do tego wulkany San Pedro (31.01) i Atitlán (4.02), opisane we wpisie Wulkany Gwatemali.
- 5–15.02 – Quetzaltenango (Xela) – święte miejsca Majów Cerro Quemado i laguna Chicabal oraz gorące źródła Aguas Amargas, a także wulkany Tajumulco (12.02) i Santa María (14.02).
- 15.02.2024 – wyjazd – przez stolicę Gwatemali busem do Santa Any w Salwadorze.
Na północy i do Antigui jeździliśmy shuttle busami, a lokalnie – choćby z Lanquín do Semuc Champey – na pace pickupów. Na północny wschód kraju, do Livingston i nad Río Dulce, ostatecznie nie dotarliśmy.

Północ – Tikál i Semuc Champey
Zielona północ Gwatemali to dwa miejsca, których nie sposób ominąć. Pierwsze to Tikál – starożytne miasto Majów ukryte w dżungli Petén. Gwatemala ma mniej ruin niż Meksyk, ale Tikál to zdecydowanie najbardziej imponujący kompleks, jaki widzieliśmy. Bazą jest wyspa Flores na jeziorze Petén Itzá, skąd o 4:30 odjeżdżają transfery do ruin (100 Q w obie strony). Bilet wstępu kosztował 150 Q, a za dodatkowe 100 Q można wejść na wschód lub zachód słońca. Zwiedzaliśmy ponad 5 godzin: na część piramid wchodzi się po drewnianych schodach, z których widać morze dżungli, a rano łatwo spotkać ostronosy i małpy – szczęściarze wypatrzą tu nawet kwezala. Więcej we wpisie Tikál – starożytne miasto Majów w dżungli i wyspa Flores.
Drugie to Semuc Champey – kaskada wapiennych basenów z turkusową wodą, pod którymi płynie rzeka Cahabón. Bazą jest miasteczko Lanquín, skąd na miejsce jedzie się pickupem (25 Q w jedną stronę). Wstęp kosztował 50 Q. Najpierw warto wejść na punkt widokowy, a potem wykąpać się w basenach – woda jest trochę chłodna, ale zdecydowanie warto. Najlepiej przyjść z samego rana, zanim dotrą zorganizowane grupy. Szczegóły we wpisie Semuc Champey i Lanquín.
Antigua Guatemala – święta, ruiny i El Paredón
W Wigilię dojechaliśmy do Antigua Guatemala i zostaliśmy w niej ponad miesiąc. To dawna stolica kraju, którą w 1773 roku zniszczyło wielkie trzęsienie ziemi – dlatego w mieście jest mnóstwo ruin kościołów i klasztorów, a obok nich piękna kolonialna zabudowa, brukowane uliczki i niskie domy z dziedzińcami. Nad miastem wznoszą się trzy wulkany: Agua, Fuego i Acatenango, a erupcje Fuego widać nawet z centrum.
Wigilię – choć na krótko – spędziliśmy przy stole z gwatemalską rodziną, u której mieszkaliśmy w czasie kursu, a pierwszy dzień świąt na ulicy: z koncertami, procesją z figurą Matki Boskiej i płonącymi bykami „Quema de toritos”. Opisaliśmy to we wpisie Boże Narodzenie w Ameryce Łacińskiej. Sylwestra świętowaliśmy w Antigui z Alicją i Michałem.
Antigua jest dziś miastem mało gwatemalskim – „przejęli” ją turyści, więc noclegi były tu najdroższe na całej naszej trasie, a miejscowych nie stać na mieszkanie w mieście. To jednak prawdopodobnie najbezpieczniejsze miejsce w Gwatemali i dobra baza na wypady: na wulkany Pacaya i Acatenango, na plantację kawy Finca La Azotea, a nawet nad Pacyfik. 14 stycznia wypożyczonym autem pojechaliśmy z Raquel, inną uczennicą naszej szkoły, do El Paredón – czarny wulkaniczny piasek, ciepła woda, wysokie fale i surferzy. Wszystko to opisujemy we wpisie Antigua Guatemala – kurs hiszpańskiego, ruiny i El Paredón. W ostatnią noc w Antigui, pod koniec stycznia 2024 roku, przeżyliśmy jeszcze nasze pierwsze trzęsienie ziemi – o sile 6,1, ok. 45 km od epicentrum.
Kurs hiszpańskiego – szkoły językowe w Antigui
W Gwatemali są jedne z najtańszych kursów hiszpańskiego, a Antigua jest znanym miejscem do nauki języka – działa tu co najmniej 10 szkół. Po dwóch miesiącach w Meksyku z Duolingo i tłumaczem w telefonie chcieliśmy wreszcie naprawdę rozmawiać z ludźmi. Po hiszpańsku mówi się prawie w całej Ameryce Środkowej i Południowej, a zdecydowana większość ludzi nie zna angielskiego – bez hiszpańskiego naprawdę wiele się traci.
- Szkoła – wybraliśmy Antigüeña Spanish Academy, bo według naszego researchu jako jedyna oferowała zajęcia w parach. Lekcji grupowych nie ma: uczy się indywidualnie albo we dwoje z jednym nauczycielem, a poziom dopasowuje się do ucznia – zaczynaliśmy jako początkujący.
- Zajęcia – 4 godziny dziennie od poniedziałku do piątku. Kurs zaczyna się w poniedziałek, a lekcje przypadające w święto odrabia się w sobotę. Raz w tygodniu są dobrowolne zajęcia o kulturze Gwatemali.
- Cena (przełom 2023 i 2024 roku) – 1820 Q (ok. 920 zł) tygodniowo za osobę razem z pokojem u gwatemalskiej rodziny i trzema posiłkami dziennie (w soboty dwoma, w niedziele i święta bez posiłków); internet dodatkowo 50 Q tygodniowo. Płaci się za tydzień – krótszy kurs się nie opłaca, bo trzy dni kosztowały tyle co cały tydzień.
- Rezerwacja – z wyprzedzeniem, bo na ostatnią chwilę może zabraknąć miejsc.
- Efekt – zamiast czterech tygodni zostaliśmy pięć. Zaczynając prawie od zera, po kursie doszliśmy do poziomu A2, prowadziliśmy już proste rozmowy i w kolejnych krajach wyprawy dawaliśmy sobie radę po hiszpańsku. Pomaga to, że Gwatemalczycy mówią wolno i wyraźnie – dla wielu z nich hiszpański jest drugim językiem.
Cztery godziny lekcji to niby pół etatu, ale z nauką w domu i rozmowami przy posiłkach wychodził pełen. Więcej o szkole, życiu u gwatemalskiej rodziny i zajęciach o kulturze – we wpisie o Antigui.

Wulkany – sześć wypraw i erupcje na żywo
Wulkany to według nas najciekawsze, co Gwatemala ma do zaoferowania. Między 7 stycznia a 14 lutego 2024 roku wybraliśmy się na sześć z nich, a na cztery weszliśmy na sam szczyt:
- Pacaya (2552 m) – łatwa wycieczka z Antigui z pieczeniem pianek nad ciepłą lawą; szlak kończy się na punkcie widokowym pod kraterem.
- Acatenango (3976 m) – dwa dni z noclegiem w obozie naprzeciw Fuego, który wybucha co 15–30 minut. Dla nas najtrudniejszy wulkan i jedyny, na którego szczyt nie weszliśmy – nad ranem przyszły chmury, a przewodnicy odmówili ataku szczytowego.
- San Pedro (3020 m) i Atitlán (3537 m) – nad jeziorem Atitlán; na San Pedro z przewodnikiem, na Atitlán sami, z najcięższym podejściem w Gwatemali (1740 m przewyższenia).
- Tajumulco (4220 m) – najwyższy szczyt Ameryki Środkowej i nasz pierwszy czterotysięcznik, w jeden dzień z Xeli, bez przewodnika.
- Santa María (3772 m) – nasz ulubiony: ze szczytu widać ok. 10 innych wulkanów, a w dole średnio co pół godziny wybucha Santiaguito.
Na większości wulkanów mieliśmy ok. 1200–1300 m przewyższenia. Na szlak trzeba wychodzić jak najwcześniej, bo ok. 10–11 przychodzą chmury. Długości tras, ceny i to, gdzie potrzebny jest przewodnik, zebraliśmy we wpisie Wulkany Gwatemali, a szczegółowe relacje są w osobnych wpisach: Acatenango i Pacaya oraz Santa María i Tajumulco.
Jezioro Atitlán
Otoczone wulkanami jezioro Atitlán to najpiękniejsze jezioro, jakie do tamtej pory widzieliśmy. Przez dziesięć dni mieszkaliśmy w San Pedro La Laguna, gdzie noclegi są najtańsze nad całym jeziorem (ok. 20 zł za osobę za noc, bez śniadania), i stamtąd łodziami – najszybszym środkiem transportu nad jeziorem – odwiedzaliśmy kolejne miasteczka, pełne pięknych murali. Weszliśmy na punkt widokowy Indian Nose, spacerowaliśmy po kolorowym San Juan La Laguna, w San Marcos Patrycja skoczyła do jeziora z 12-metrowej platformy, do Santa Cruz popłynęliśmy łodzią zamiast iść ryzykownym szlakiem brzegiem jeziora, a koło Santiago Atitlán z przewodnikiem wypatrywaliśmy kwezali. Miejsc do pływania jest niestety niewiele, a woda ma ok. 21°C. Do Panajachel nie zajechaliśmy. Ceny łodzi i wstępów są we wpisie Jezioro Atitlán – Indian Nose, San Juan, San Marcos i kwezale.

Quetzaltenango (Xela) – kultura Majów i gorące źródła
Ostatnie dziesięć dni spędziliśmy w Quetzaltenango, które wszyscy nazywają Xelą – mieście w górach na zachodzie kraju, nad którym góruje wulkan Santa María. Noclegi były tu najtańsze w całej Gwatemali: pokój dwuosobowy kosztował niecałe 50 Q za noc. Xela i jej okolice to miejsca, w których można z bliska poznać żywą kulturę Majów. Na świętym wzgórzu Cerro Quemado i nad laguną Chicabal w kraterze wulkanu Gwatemalczycy składają kwiaty, modlą się – nieraz bardzo emocjonalnie – śpiewają i odprawiają obrzędy. Na Cerro Quemado na setki Gwatemalczyków widzieliśmy tylko kilku obcokrajowców.
Niedaleko miasta są też gorące źródła. Byliśmy na Aguas Amargas (wstęp 25 Q): są tam dwa baseny na zewnątrz – w jednym woda jest cieplejsza, w drugim chłodniejsza – i mnóstwo mniejszych basenów w pomieszczeniach. Popularniejsze są Fuentes Georginas. Więcej we wpisie Quetzaltenango (Xela) – Cerro Quemado i laguna Chicabal, a o wulkanach nad miastem – w relacji Santa María i Tajumulco.
Co nas zachwyciło, a co rozczarowało
Nasze najlepsze wspomnienia z Gwatemali:
- pierwsza w życiu erupcja wulkanu na żywo – nocne wybuchy Fuego oglądane z obozu na Acatenango,
- wejście na Tajumulco, najwyższy szczyt Ameryki Środkowej,
- widok ze szczytu Santa María,
- obrzędy Majów na Cerro Quemado i nad laguną Chicabal.
Najgorsze? Przepadła nam część materiałów z telefonu – zdjęcia i nagrania z przełomu stycznia i lutego (na szczęście te z kamerki się zachowały). Żałujemy też, że przy złej pogodzie nie weszliśmy na Acatenango na wschód słońca, bo przewodnicy odmówili ataku szczytowego.
Denerwowało nas, że bez auta czasem ciężko było coś zorganizować samodzielnie i że w niektórych miejscach wymagana była obecność przewodnika – traktowaliśmy to bardziej jako sposób na zarobek niż troskę o bezpieczeństwo (choć na niektórych szlakach rzeczywiście zdarzają się napady – o tym niżej). Było też drożej, niż się spodziewaliśmy, ale wciąż do przyjęcia.
Czego nie zobaczyliśmy? Północno-wschodniej części kraju z Livingston i Río Dulce, miasteczka Panajachel nad jeziorem Atitlán i El Mirador – największej odkrytej piramidy Majów, do której idzie się dwa dni pieszo w jedną stronę (przez goniące terminy nawet tego nie rozważaliśmy).

Bezpieczeństwo
Gwatemala, podobnie jak cały Trójkąt Północny Ameryki Środkowej (Gwatemala, Salwador i Honduras), uchodzi za niebezpieczną – przez gangi, przestępczość, biedę i trudną sytuację polityczną. My ani razu nie czuliśmy się tu zagrożeni. Kraj dba o bezpieczeństwo turystów, popularne miejsca są dziś odpowiednio pilnowane, a wiele informacji w internecie jest po prostu nieaktualnych. Na Tajumulco, gdzie kilka lat temu działały kartele i nikt nie wchodził bez przewodnika, spotkaliśmy tylko patrol policji, a po zejściu – wojsko gwatemalskie i meksykańskie.
Są jednak miejsca, w których zdarzają się napady na turystów. My słyszeliśmy o trzech:
- Volcán de Agua przy Antigui – mniej popularny wulkan,
- Lower Mayan Trail – szlak brzegiem jeziora Atitlán z San Marcos do Santa Cruz; jeśli już nim iść, to tylko za dnia, nie w weekend, w grupie albo z przewodnikiem (my popłynęliśmy łodzią),
- wulkan San Pedro nad jeziorem Atitlán – napady zdarzały się w okolicach szczytu, rano i najczęściej w weekendy, dlatego wzięliśmy przewodnika. Lorenzo przez 21 lat pracy zetknął się z tym raz, dawno temu.
Stolica – w stolicy kraju działają gangi; są tam dzielnice bezpieczniejsze i mniej bezpieczne. Miejscowi mówią, że poza stolicą jest raczej bezpiecznie. My byliśmy w niej tylko na nocleg i przesiadkę w najbezpieczniejszej dzielnicy, Zonie 10.
Kradzieże – nas nic złego nie spotkało, ale od innych podróżnych słyszeliśmy o kradzieżach, szczególnie w Gwatemali. W całym regionie panuje swego rodzaju przyzwolenie na kradzież: kto dał się okraść, ten sam sobie winien. Miejscowi mówią „nie dawaj papai”, czyli nie stwarzaj złodziejowi okazji, a policja w wielu sprawach nawet nie kiwnie palcem. W autobusie plecak najlepiej trzymać przy sobie, a rzeczy w luku nad głową mieć cały czas na oku. Nie bez powodu na każdym kroku widać ochroniarzy z bronią.
Polityka i żywioły – na początku października 2023 roku próbowano nie dopuścić do objęcia urzędu przez wybranego w wyborach prezydenta Bernarda Arévalo. Miesiąc przed naszym przyjazdem w całym kraju trwały protesty i blokady dróg – martwiliśmy się, czy w ogóle wjedziemy, ale do naszego przyjazdu sytuacja się unormowała. W tym regionie trzeba być gotowym na nagłą zmianę planów. Do tego dochodzą aktywne wulkany i trzęsienia ziemi – dlatego w Antigui buduje się niskie domy z dziedzińcami, na które można szybko wybiec.

Transport – shuttle, chicken busy, łodzie i auto
Po Gwatemali poruszaliśmy się busami, łodziami, Uberem, a raz wypożyczonym autem – o samolocie nawet nie myśleliśmy. Drogi nie są najlepsze, ale też nie najgorsze.
- Shuttle busy – na północy i do Antigui jeździliśmy turystycznymi busami, bo kursowały bezpośrednio, a nam zależało, żeby szybko dotrzeć na kurs hiszpańskiego. Ceny za dwie osoby (grudzień 2023): Belize City – Flores 52 USD, Flores – Lanquín 70 USD, Lanquín – Antigua 82 USD (odjazd o 8:00). Po drodze raz przeprawialiśmy się przez rzekę. Z Antigui shuttle busy jeżdżą praktycznie do każdego turystycznego miejsca w kraju.
- Chicken busy – przerobione stare amerykańskie autobusy szkolne, najtańszy transport publiczny. Odjeżdżają dopiero, gdy się zapełnią; na siedzeniach dla dwójki dzieci siedzą po trzy osoby, a pomocnik kierowcy zbiera pieniądze, przeciskając się niemal pod sufitem, i wskakuje na dach po bagaże, zanim autobus się zatrzyma. Pierwszy raz pojechaliśmy takim autobusem znad jeziora Atitlán do Xeli.
- Pickupy – lokalnie, np. z Lanquín do Semuc Champey (25 Q w jedną stronę), jeździ się pickupami, często na stojąco na pace.
- Łodzie – nad jeziorem Atitlán to najszybszy sposób przemieszczania się między miasteczkami (30–50 Q za osobę w obie strony); wieczorem robią się duże fale.
- Uber – w Xeli najszybszy i całkiem tani: na początek szlaku na Santa María 35–40 Q, na Cerro Quemado 20–25 Q, nad lagunę Chicabal 80 Q (luty 2024). Na Tajumulco jedzie się busami z terminalu Minerva (35 Q w jedną stronę).
- Auto – wypożyczyliśmy je na jeden dzień, żeby z Antigui dojechać nad Pacyfik do El Paredón (ok. 27–30 USD na osobę, styczeń 2024) – wyszło taniej niż shuttle w obie strony. W wypożyczalni Hertz wkład własny przy szkodzie sięgał 7000 Q. Na drogach jest mnóstwo spowalniaczy, po zmroku nie wszędzie jest oświetlenie, nie wszystkie motory mają światła, piesi tym bardziej, a Gwatemalczycy wyprzedzają, kiedy i gdzie chcą.
- Do Salwadoru – z Xeli nie było bezpośredniego połączenia, więc pojechaliśmy przez stolicę, a stamtąd bardziej profesjonalnym busem firmy Pullmantur do Santa Any: 537 Q za dwie osoby (luty 2024), odjazd o 14:00, na miejscu trzeba być pół godziny wcześniej. Szczegóły we wpisie o Salwadorze.

Informacje praktyczne
Najważniejsze liczby i rady z naszego pobytu (20 grudnia 2023 – 15 lutego 2024 roku). Ceny są z tamtego czasu.
- Koszty – od wjazdu do wyjazdu wydawaliśmy średnio 97 zł na osobę dziennie bez kursu hiszpańskiego i 129 zł razem z pięciotygodniowym kursem. To wszystkie wydatki poza lotami – granice przekraczaliśmy lądem.
- Ceny – było drożej, niż się spodziewaliśmy, ale taniej niż w Belize. Lokalne produkty (owoce, warzywa) są tańsze niż w Polsce, za to nabiał dużo droższy – mleko potrafi kosztować ponad dwa razy więcej – więc w supermarkecie nie wydawaliśmy mniej niż w Polsce. W zwykłych, nieturystycznych lokalach jedzenie bywa za to prawie dwa razy tańsze niż w Polsce. Najtańszy hostel dla dwóch osób kosztował 5–10 € za noc – najdrożej było w Antigui, najtaniej w Xeli.
- Waluta – quetzal (Q, GTQ); 1 Q to ok. 0,5 zł, więc ceny łatwo przeliczać.
- Bankomaty – kantorów jest mało, więc gotówkę wypłacaliśmy z bankomatów. Każda wypłata ma stałą prowizję (styczeń 2024: 31 Q w banku 5B, 32 Q w Banco Industrial; BAC w ogóle nie chciał nam wypłacić gotówki), dlatego opłaca się wypłacać więcej naraz. Dzienny limit wynosił 2000 Q (5B, Banco Industrial), w BAC podobno 3000 Q.
- Karta i Revolut – Revolut nie obsługuje quetzali, więc wypłaty przeliczał z euro albo dolarów. Kartą czasem da się zapłacić, czasem z dodatkową prowizją, a czasem tylko gotówką – zawsze warto mieć jej zapas.
- Karta SIM – rynek dzielą dwie sieci: Tigo i Claro. My mieliśmy Tigo, ale Claro ma podobno lepszy zasięg – w kolejnych krajach Tigo zdarzało się tracić sygnał w dżungli, a Claro go miało.
- Granica i wiza – do Gwatemali wjechaliśmy lądem z Belize. Opłatę wyjazdową (40 BZD) pobrało Belize, a na granicach z Gwatemalą nie płaciliśmy nic. W Gwatemali, Salwadorze, Hondurasie i Nikaragui można przebywać łącznie do 90 dni – nam ten limit upływał w dniu wyjazdu z Hondurasu do Nikaragui, więc w Hondurasie musieliśmy przedłużyć pobyt.
- Pogoda (grudzień–luty) – ciepła pora, w której spokojnie chodzi się po wulkanach, a po mieście w krótkim rękawie. Na północy trafiliśmy na lekkie załamanie pogody, ale wciąż było powyżej 20°C. W górach na południu w dzień było do 28°C w Antigui i do 23°C w Xeli, za to noce są zimne (od kilku do kilkunastu stopni), a na szczytach jeszcze zimniej.
- Jedzenie – na co dzień ryż z fasolą i mięsem; popularne są placki z różnym nadzieniem i sieci fast foodów z kurczakiem.
- Toalety – podobnie jak w krajach arabskich papier wyrzuca się do kosza obok, bo kanalizacja jest wąska.
- Język – po angielsku dogadać się trudno, więc podstawy hiszpańskiego bardzo się przydają (patrz kurs hiszpańskiego).









