
Podczas snorkelingu na Caye Caulker w Belize Patrycja zainteresowała się kursem nurkowania w Hondurasie. Od rozmowy do rozmowy zdecydowaliśmy się zrobić go na wyspie Utila – znanej wśród turystów jako świetne i tanie miejsce do nurkowania. Wyspa leży przy drugim największym na świecie systemie rafy koralowej i ma około 80 miejsc nurkowych, a kursy należą tu do najtańszych na świecie. Planowaliśmy zostać tydzień, zostaliśmy dwa (od 3 do 18 marca 2024 roku) – i do dziś Utila należy do moich ulubionych miejsc w całej Ameryce Środkowej.
Na wyspę dotarliśmy z Copán Ruinas, gdzie zwiedzaliśmy ruiny Majów, przez La Ceibę na karaibskim wybrzeżu – to stamtąd odpływają promy na Utilę.
Interaktywny Spis Treści
- Z Copán Ruinas do La Ceiby
- Prom na Utilę
- Utila – wyspa, na której nie czuć Hondurasu
- Kurs nurkowania Open Water w Paradise Divers
- Pod wodą – rafa przy Utili
- Pumpkin Hill, plaże i Utila na piechotę
- Water Cay – pożegnanie z wyspą
- Pchły piaskowe – niechciana pamiątka
- Przedłużenie pobytu na Utili (90 dni w CA-4)
- Informacje praktyczne – koszty, dojazd i bezpieczeństwo
Z Copán Ruinas do La Ceiby
Z Copán Ruinas wyruszyliśmy 2 marca rano. Do La Ceiby jechaliśmy, tak jak wcześniej z Salwadoru, publicznymi busami – i cały przejazd przez kraj poszedł bez problemów.

Dopiero w samej La Ceibie był moment, kiedy poczuliśmy się nieswojo. Po zmroku wszystko się tam zamknęło, na ulicach było bardzo mało ludzi i od razu wiedzieliśmy, że to nie jest miejsce, w którym chcielibyśmy spacerować po ciemku. Przenocowaliśmy i następnego dnia rano popłynęliśmy na wyspę. Lokale w Hondurasie w ogóle zamyka się wcześniej niż w sąsiednich krajach, więc po La Ceibie lepiej poruszać się za dnia.
Prom na Utilę
Promy na Utilę odpływają z portu w La Ceibie. Popłynęliśmy porannym promem 3 marca, a po drodze nad rufą powiewała honduraska flaga. Trzeba się liczyć z tym, że – jak na wielu krajowych promach w regionie – oprócz biletu pobierany jest osobny podatek; tak było u nas w Meksyku, w Hondurasie i w Nikaragui.

Po przypłynięciu od razu widać, że to zupełnie inny świat niż ląd: po wąskich uliczkach jeżdżą głównie mototaksówki, skutery i wózki golfowe, a wzdłuż nich stoją kolorowe drewniane domy, bary i szkoły nurkowania.

Utila – wyspa, na której nie czuć Hondurasu
Utila to niewielka wyspa, którą zamieszkuje około 5000 osób – głównie pochodzenia afrykańskiego (Garífuna), angielskiego i holenderskiego. Większość mieszkańców, także ze względu na pochodzenie i turystykę, mówi po angielsku, więc łatwo się dogadać. Jest tu bezpiecznie: wszyscy się znają, więc w razie jakiegokolwiek przestępstwa łatwo kogoś namierzyć. Ani razu nie czuliśmy się zagrożeni, a z tyloma turystami wokół i angielskim na każdym kroku w ogóle nie czuć, że to Honduras.

Wyspa jest na tyle mała, że większość dostępnego dla turystów obszaru przeszliśmy pieszo – z jednego końca miejscowości na drugi szło się około godziny. Domy stoją tu często na podwyższeniu albo na palach nad wodą, na wypadek zalania czy nawet tsunami.
Jak to na wyspie – jest drogo. Ceny w sklepach i restauracjach potrafią być dwa razy wyższe niż na lądzie, dlatego najczęściej gotowaliśmy sobie z prostych składników albo kupowaliśmy baleady – tradycyjne honduraskie placki z różnym nadzieniem, zdecydowanie tańsze od innych dań. Mimo to da się zmieścić w rozsądnym budżecie.

Nasza szkoła nurkowania była jednocześnie hotelem o klimacie bardzo backpackerskim. Poza nurkowaniami regularnie organizowano jakieś wydarzenia, a każdego wieczoru można było wziąć piwo, wyjść z pokoju i posiedzieć z innymi – zawsze ktoś tam był. Trochę piw rzeczywiście poszło, bo w takiej szkole trudno było inaczej.

Kurs nurkowania Open Water w Paradise Divers
Skorzystaliśmy z oferty szkoły Paradise Divers i podstawowego kursu Open Water (do 18 m głębokości). Ciekawostka: już pierwszego dnia dwie osoby powiedziały nam, że pamiętają nas ze szkoły językowej w Antigui – świat backpackerów w Ameryce Środkowej jest naprawdę mały.

W cenie kursu (288 USD) mieliśmy:
- test pływania i naukę składania sprzętu,
- dwie sesje na płytkiej, spokojnej wodzie przy brzegu,
- cztery nurkowania na otwartym morzu – wszystkie z instruktorem, maksymalnie do 18 m,
- po ukończeniu kursu – dwa nurkowania rekreacyjne,
- zakwaterowanie na 4 dni, czyli tyle, ile przewidziano na cały kurs (potem dopłata 8 USD za noc).
Na nurkowania wypływaliśmy łodzią szkoły, a każde zanurzenie zaczynało się na powierzchni, przy boi, razem z instruktorem. Nam kurs zajął sporo dłużej niż 4 dni, bo niemal od początku miałem problemy z wyrównaniem ciśnienia i bólem ucha – musieliśmy czekać na poprawę. Za dodatkowe noclegi płaciliśmy jednak tylko 8 USD za noc, więc nie było tak źle.


Teorię przerabia się samodzielnie, a na koniec zdaje się egzamin pisemny. Dziś możemy już nurkować z partnerem do 18 m głębokości – i kilka miesięcy później przydało się to na Galápagos, gdzie nurkowaliśmy przy Kicker Rock.
Na Utili spotkaliśmy też m.in. Karinę, z którą w Gwatemali uczyliśmy się w tej samej szkole językowej – a dwa miesiące później zupełnym przypadkiem znów wpadliśmy na siebie w parku Tayrona w Kolumbii.
Pod wodą – rafa przy Utili
Utila leży przy drugim największym na świecie systemie raf koralowych, więc szkoda byłoby tego nie wykorzystać – i tak wyspa stała się rajem dla nurków. Wokół niej jest około 80 miejsc nurkowych, a pod wodą oglądaliśmy m.in. koralowce i zatopiony wrak.

Zdjęć spod wody mamy niestety niewiele – kamerka GoPro zepsuła się nam krótko po przyjeździe na wyspę. Przez całą Nikaraguę radziliśmy sobie bez niej, a nową kamerkę odebraliśmy dopiero w San José w Kostaryce.

Pumpkin Hill, plaże i Utila na piechotę
Między nurkowaniami zwiedzaliśmy wyspę pieszo – w sumie przeszliśmy około 30 km. Odrobinę za centrum panuje już zupełnie inny, wiejski klimat: szutrowe drogi, las i ludzie żyjący jeszcze spokojniej niż w miasteczku.
Weszliśmy na najwyższy punkt wyspy – wzgórze Pumpkin Hill (74 m) ze starą latarnią. Ścieżka prowadzi przez gęste zarośla, a z góry widać zielone wnętrze wyspy, wybrzeże z pojedynczymi domami i morze.

Po zejściu odpoczywaliśmy na dzikiej plaży z rafą tuż przy brzegu. Odwiedziliśmy też kilka innych plaż i jaskinie ze słodką wodą (fresh water caves).

Najczęściej spotykanymi zwierzętami na wyspie są iguany – choć zdecydowanie bardziej płochliwe niż te, które widywaliśmy w Meksyku. Po ziemi przemykają też kraby lądowe.

Water Cay – pożegnanie z wyspą
Na pożegnanie z Utilą popłynęliśmy ze szkołą nurkowania na Water Cay – teoretyczny „must have” dla każdego, kto tu przyjeżdża. To mała, niezamieszkana wysepka, świetna na relaks, pływanie i piwo w wodzie.


Z planowanego tygodnia zrobiły się dwa i – szczerze – pierwszy raz w tej podróży było nam żal opuszczać dane miejsce. Po dwóch tygodniach poczuliśmy przynależność do tutejszej społeczności.

Pchły piaskowe – niechciana pamiątka
Mniej przyjemna pamiątka z Utili: Patrycja nabawiła się tu pcheł piaskowych, o których istnieniu wcześniej nie miała pojęcia. Na wyspie myślała, że ciągle gryzą ją komary, w Nikaragui – że mrówki w namiocie. Dopiero w Kostaryce, gdy swędzenie wciąż wracało, zorientowała się, że coś jest na rzeczy.

Pchły piaskowe żyją w klimacie tropikalnym. Wskakują zwykle na nogi i ręce, rozmnażają się w skórze i opuszczają ją dopiero po kilku tygodniach – a przez cały ten czas skóra niesamowicie swędzi. Ja, choć bywałem w tych samych miejscach, wyszedłem z tego bez szwanku.
Przedłużenie pobytu na Utili (90 dni w CA-4)
Jako Polacy nie potrzebowaliśmy wizy, ale w Gwatemali, Salwadorze, Hondurasie i Nikaragui (umowa CA-4) można przebywać łącznie do 90 dni. Limit upływał nam akurat w dniu przekraczania granicy z Nikaraguą, więc w Hondurasie musieliśmy przedłużyć pobyt.
Załatwiliśmy to na Utili, w punkcie, który pośredniczy w takich sprawach:
- urzędowi migracyjnemu zapłaciliśmy w przeliczeniu ok. 20 USD od osoby, a osobie, która wszystkim się zajęła – 12 USD;
- potrzebne były kopie paszportów (zrobione na miejscu) i potwierdzenie wpłaty opłaty migracyjnej w pobliskim banku;
- trzeba było podać powód przedłużenia – u nas ukończenie kursu nurkowania, więc szef szkoły podpisał dokument, że rzeczywiście robimy u niego kurs;
- dokumenty poszły do urzędu przez internet, a po kilku dniach (wypadł weekend) dostaliśmy wizę w wersji elektronicznej.

W większych miastach są urzędy migracyjne, w których można to załatwić bez dopłaty dla pośrednika. Elektroniczna wiza przysporzyła nam jednak kłopotów na granicy z Nikaraguą: celnicy najpierw twierdzili, że jest ważna tylko w Hondurasie, a potem – że brakuje pieczątki (której przy wizie wystawionej online być nie mogło). Po dłuższym oczekiwaniu uznali, że wszystko jest w porządku, i nas wpuścili.
Informacje praktyczne – koszty, dojazd i bezpieczeństwo
Najważniejsze informacje w pigułce (ceny z marca 2024 roku):
- Dojazd: z Copán Ruinas publicznymi busami do La Ceiby, a stamtąd promem na Utilę (do biletu doliczany jest podatek promowy). Z wyspy wróciliśmy promem do La Ceiby, skąd bezpośrednim nocnym shuttlem pojechaliśmy do León w Nikaragui (wjazd 19 marca). Te busy nie kursują codziennie, więc termin wyjazdu warto sprawdzić z wyprzedzeniem.
- Kurs Open Water: 288 USD z 4 noclegami, każda kolejna noc 8 USD. Kurs z dwoma tygodniami noclegów kosztował nas ok. 333 USD od osoby.
- Ceny na wyspie: w sklepach i restauracjach nawet dwa razy wyższe niż na lądzie; najtańsze są baleady. Dla porównania na Galápagos w knajpach i sklepach było taniej niż na „rajskich” wyspach Belize i Hondurasu.
- Koszty w Hondurasie: przez 20 dni wydawaliśmy średnio 19 USD na osobę dziennie, a licząc kurs nurkowania – 33,5 USD. Walutą jest lempira (HNL).
- Pobyt: 90 dni łącznie w Gwatemali, Salwadorze, Hondurasie i Nikaragui; przedłużenie na Utili ok. 20 USD + 12 USD dla pośrednika.
- Bezpieczeństwo: na Utili czuliśmy się całkowicie bezpiecznie; w La Ceibie po zmroku lepiej nie spacerować. San Pedro Sula i Tegucigalpę, gdzie działają gangi, omijaliśmy.
- Zdrowie: na plażach uważajcie na pchły piaskowe.

Wcześniejszy etap podróży – ruiny Majów, miasteczko i dojazd z Salwadoru – opisuję we wpisie Copán Ruinas, a dalszy ciąg we wpisie o Nikaragui.






























