
Honduras, podobnie jak Salwador, był krajem, którego pierwotnie nie było na naszej liście – głównie ze względów bezpieczeństwa. Mieliśmy go tylko przejechać busem w drodze do Nikaragui. Jak to jednak w podróży bywa, plan uległ zmianie, i to za sprawą snorkelingu w Belize: tak nam się spodobało pływanie przy rafie, że postanowiliśmy zrobić kurs nurkowania, a w Hondurasie są jedne z najtańszych na świecie. Skoro już tu jechaliśmy, chcieliśmy zobaczyć coś więcej niż samą wyspę. Padło na Copán Ruinas – miasteczko na zachodzie kraju, niedaleko granicy z Gwatemalą, tuż obok słynnych ruin Majów.
W Hondurasie spędziliśmy łącznie 20 dni (od 29 lutego do 19 marca 2024 roku) i trzymaliśmy się miejsc uznawanych za bezpieczne: Copán Ruinas, La Ceiby i wyspy Utila. Ten wpis jest o ruinach, miasteczku i dojeździe, a kursowi nurkowania, La Ceibie i promowi na Utilę poświęcony jest oddzielny wpis: Utila – kurs nurkowania, prom z La Ceiby i życie na wyspie. Krótki film z całego pobytu w Hondurasie – Copán Ruinas i Utila:
1:00Interaktywny Spis Treści
- Ruiny Copán – najdalej na wschód wysunięte miasto Majów
- Schody Hieroglifów, stele i rzeźby
- Boisko do gry w piłkę i papugi ara
- Bilety i zwiedzanie
- Miasteczko Copán Ruinas
- Dojazd z Salwadoru przez El Poy
- Bezpieczeństwo w Hondurasie i dalsza podróż
- Informacje praktyczne
Ruiny Copán – najdalej na wschód wysunięte miasto Majów
Ruiny zwiedzaliśmy 1 marca 2024 roku. Według obecnej wiedzy Copán to najdalej wysunięte na wschód miasto Majów. Odkryto je w XVI wieku, a w XIX wieku odkupił je amerykański badacz John Lloyd Stephens – za 50 USD – żeby móc dalej je badać. Szczyt rozwoju miasta przypada na V–VIII wiek, kiedy było stolicą potężnego królestwa Majów. Szacuje się, że mogło je wtedy zamieszkiwać nawet około 200 tysięcy osób.

Dziś to rozległy, zielony park archeologiczny: między piramidami, placami i dawnymi zabudowaniami rosną wielkie drzewa, a dolinę otaczają zalesione góry. Miasta Majów oglądaliśmy już wcześniej, m.in. Tikál w Gwatemali, ale Copán wyróżnia się czymś innym niż wysokość piramid – rzeźbami i inskrypcjami.
Schody Hieroglifów, stele i rzeźby
Co wyróżnia Copán? Przede wszystkim Schody Hieroglifów: 63 stopnie, na których wyryto około 2500 znaków przedstawiających dzieje kolejnych władców miasta. To najdłuższy zabytek tego typu w obu Amerykach i najważniejszy zachowany tekst Majów. Całe schody przykryto dziś wielkim zadaszeniem, które chroni je przed słońcem i deszczem.

Z bliska widać, jak gęsto pokryte są znakami – każdy stopień to kolejny fragment opowieści wykutej w kamieniu.

Drugą wizytówką Copán są stele – kamienne pomniki władców w strojach ceremonialnych. Jest ich tu mnóstwo – są gęsto pokryte rzeźbieniami, a wiele z nich stoi na placach pod osobnymi daszkami.
Rzeźb jest tu znacznie więcej: postaci wmurowane w ściany świątyń, kamienne głowy i maski zwierząt. Na każdym kroku trafia się kolejny kamienny detal.

Boisko do gry w piłkę i papugi ara
„Wisienką na torcie” było dla nas boisko do gry w piłkę (juego de pelota), którego znaczniki mają kształt głowy ary. A o co chodziło w tej grze? Za pomocą bioder i ud trzeba było tak podbijać piłkę, aby przerzucić ją przez jeden z kamiennych pierścieni zawieszonych kilka metrów nad ziemią (takie pierścienie widzieliśmy wcześniej na wielkim boisku w Chichén Itzá). Stawką nierzadko było… życie zawodników.

Ary nie są tu jednak tylko motywem wykutym w kamieniu – te kolorowe papugi żyją na terenie ruin zupełnie swobodnie. Siedzą na drzewach nad placami, a przy budce lęgowej zawieszonej na jednym z pni udało nam się zobaczyć arę z bardzo bliska.
Bilety i zwiedzanie
Bilet wstępu na strefę archeologiczną dla obcokrajowców kosztuje 20 USD / 500 HNL. Za dodatkowe 15 USD można zwiedzić tunele pod piramidami, a za 10 i 5 USD wejść do dwóch muzeów. Uznaliśmy, że to już nie jest tanio, a ze wszystkimi dodatkami wyszłoby bardzo drogo – wybraliśmy więc wersję podstawową. W cenie biletu mieliśmy jeszcze wejście do kompleksu Las Sepulturas, oddalonego od głównej części o około 1,5 km (ceny z marca 2024 roku).

Po drodze mijaliśmy tablice z planem strefy archeologicznej – przydają się, bo placów i budowli jest tu sporo. Na główną część ruin i Las Sepulturas poświęciliśmy kilka godzin: weszliśmy rano, a do miasteczka wróciliśmy wczesnym popołudniem.
Miasteczko Copán Ruinas
Copán Ruinas to niewielkie miasteczko leżące tuż obok ruin – jedno z nielicznych miejsc w Hondurasie uznawanych za bezpieczne. Jest na tyle turystyczne, że nie mieliśmy obaw o bezpieczeństwo. I rzeczywiście: czuliśmy się tu zupełnie jak nie w Hondurasie, nawet po zmroku było w porządku.

Po brukowanych uliczkach jeżdżą czerwone mototaksówki, na murach wiszą kolorowe malunki z papugami ara, a w centrum jest park z białym kościołem i palmami. Spaliśmy tu dwie noce – przyjechaliśmy wieczorem 29 lutego, a 2 marca rano ruszyliśmy dalej.

Dojazd z Salwadoru przez El Poy
Do Copán Ruinas przyjechaliśmy z Salwadoru. Żeby zaoszczędzić, z San Salvadoru pojechaliśmy na własną rękę, a nie bezpośrednim shuttlem (choć byłoby dwa razy szybciej). Wyruszyliśmy o 6:30, dojechaliśmy o 18:30 – 210 km, łącznie 4 busami, przez przejście graniczne El Poy. Na granicy nie mieliśmy żadnych problemów, trzeba jedynie zapłacić 3 USD za wjazd do Hondurasu. Tym sposobem zamiast 65 USD za shuttle zapłaciliśmy po 15 USD od osoby. Od samej granicy było bardzo zielono i naprawdę pięknie – krajobrazami Honduras bardzo przypominał nam Salwador.

Jak przypadkiem „nielegalnie” przekroczyłem granicę
Po przejściu z Salwadoru do Hondurasu, już w kolejnej miejscowości za granicą zorientowałem się, że zostawiłem nerkę w toalecie na stacji benzynowej po stronie salwadorskiej. Szybko wsiadłem w busa powrotnego. Na granicy tłumaczyłem sytuację: najpierw usłyszałem, że w honduraskim urzędzie migracyjnym nie muszę nic załatwiać, potem to samo wyjaśniałem osobom, które zbierały kwitki za opłatę wyjazdową z Salwadoru. W salwadorskim urzędzie migracyjnym bardzo się zdziwili, gdy znów mnie zobaczyli – zostawiłem im paszport na przechowanie i na szczęście nerka się znalazła.
Po stronie salwadorskiej wszystko poszło już bez problemu, ale po honduraskiej mnie zatrzymali: najpierw miałem iść do biura migracyjnego. Wyjaśniłem sytuację i pokazałem kwitki z Hondurasu. Urzędniczka powiedziała, że „tak nie można”, ale nie wiedziała, co ze mną zrobić, więc w końcu mnie puściła. Potem jeszcze trochę się obawiałem, bo policja dwa razy kontrolowała naszego busa i za każdym razem ten sam policjant brał do ręki właśnie mój paszport.
Bezpieczeństwo w Hondurasie i dalsza podróż
Honduras nie należy do bezpiecznych krajów. Najbardziej odradza się odwiedzanie San Pedro Sula i Tegucigalpy, bo właśnie tam najsilniej działają gangi. My byliśmy tylko w Copán Ruinas, La Ceibie i na Utili, więc o reszcie kraju nie możemy się wypowiadać. Przejazd autobusami publicznymi od granicy w El Poy do Copán Ruinas, a potem dalej do La Ceiby był bezproblemowy. W porównaniu z sąsiednimi krajami lokale zamyka się tu jednak wcześnie, a w La Ceibie po zmroku prawie wszystko było zamknięte i na ulicach było pusto. Dla porównania: w Salwadorze, mimo jego złej sławy, czuliśmy się bezpieczniej niż w Gwatemali czy Hondurasie.
Z Copán Ruinas wyjechaliśmy 2 marca rano – busami do La Ceiby na karaibskim wybrzeżu, skąd następnego dnia popłynęliśmy promem na Utilę. Tam zrobiliśmy kurs nurkowania i zamiast tygodnia zostaliśmy dwa – wszystko opisuję we wpisie o Utili. Z Hondurasu pojechaliśmy potem prosto do Nikaragui.

Informacje praktyczne
Najważniejsze informacje w pigułce (ceny z przełomu lutego i marca 2024 roku):
- Trasa: San Salvador → przejście graniczne El Poy → Copán Ruinas (29.02) → La Ceiba (2.03) → prom na Utilę (3.03), a po dwóch tygodniach nocnym shuttlem z La Ceiby do León w Nikaragui.
- Wjazd do Hondurasu: 3 USD na granicy. Jako Polacy nie potrzebowaliśmy wizy – w Gwatemali, Salwadorze, Hondurasie i Nikaragui można przebywać łącznie do 90 dni. Jak przedłużyliśmy pobyt, piszę we wpisie o Utili.
- Ruiny Copán: 20 USD / 500 HNL (z Las Sepulturas), tunele pod piramidami +15 USD, muzea 10 i 5 USD.
- Waluta: lempira (HNL); w marcu 2024 roku za 1 USD dostawało się ok. 25 HNL.
- Koszty: przez 20 dni w Hondurasie wydawaliśmy średnio 19 USD na osobę dziennie (nocleg, jedzenie, lokalny transport i atrakcje), a licząc kurs nurkowania – 33,5 USD.
- Jedzenie: podobnie jak w Gwatemali i Salwadorze popularne są placki z różnym nadzieniem i sieciówki z kurczakiem, a typowy obiad to czerwona fasola, ryż i kurczak. Najtańsze są baleady – tradycyjne honduraskie placki pszenne z nadzieniem.
- Bezpieczeństwo: Copán Ruinas, La Ceiba i Utila uchodzą za bezpieczne; San Pedro Sula i Tegucigalpę lepiej omijać, a po zmroku nie spacerować po pustych ulicach.

















