
W lutym 2024 roku naszą bazą było Quetzaltenango, przez wszystkich nazywane Xelą – miasto w górach na zachodzie Gwatemali. Nad Xelą góruje wulkan Santa María (3772 m), a niedaleko stoi Tajumulco (4220 m) – dach Gwatemali i całej Ameryki Środkowej. Na oba weszliśmy sami, bez przewodnika: na Tajumulco 12 lutego, a na Santa María dwa razy, ostatni raz 14 lutego. Santa María to nasz ulubiony wulkan w Gwatemali – ze szczytu widać ok. 10 innych wulkanów, a z góry ogląda się regularne wybuchy Santiaguito. Wejście na Tajumulco było z kolei jednym z moich priorytetów w tym kraju i okazało się naszym pierwszym czterotysięcznikiem. Krótki przegląd wszystkich wulkanów, na które weszliśmy w Gwatemali, jest we wpisie Wulkany Gwatemali.
Interaktywny Spis Treści
- Santa María – wulkan nad Xelą
- Wejście przed świtem
- Wybuchy Santiaguito i panorama wulkanów
- Tajumulco – w jeden dzień z Xeli
- Na dachu Ameryki Środkowej
- Informacje praktyczne
Santa María – wulkan nad Xelą
Santa María wyróżnia się tym, że ma aktywne „dziecko”. Wielka erupcja z 1902 roku wyrwała w zboczu wulkanu ogromny krater, a w nim w 1922 roku zaczął rosnąć kompleks kopuł lawowych Santiaguito (2550 m) – właściwie część Santa María. Od tamtej pory Santiaguito stale daje o sobie znać, średnio co pół godziny wyrzucając w powietrze parę wodną i pył. To jeden z trzech stale aktywnych wulkanów Gwatemali, obok Fuego i Pacayi.
Na Santa María weszliśmy dwa razy. Za pierwszym razem ruszyliśmy na szlak o 6:00 i to było trochę za późno: pierwszy wybuch Santiaguito zobaczyliśmy przy dobrej pogodzie, drugi jeszcze znośnie, a trzeci już w chmurach. Tak nam się tam jednak podobało, że wróciliśmy – chciałem też jeszcze raz zrobić zdjęcia. Za drugim razem, 14 lutego, byliśmy na początku szlaku o 4:30.

Wejście przed świtem
Po godzinie 10–11 na tej wysokości regularnie pojawiają się chmury i widoczność mocno spada, dlatego na szlak trzeba wyjść najpóźniej o 6:00. Ciekawą opcją jest wejście na wschód słońca – trzeba się tylko dobrze ubrać, wcześnie wstać i liczyć się z tym, że połowę drogi idzie się po ciemku.

Na wejście potrzebowaliśmy 3,5 godziny (ze zdjęciami i filmami), na szczycie spędziliśmy 3 godziny, a zejście zajęło 2 godziny. Cała trasa ma 11 km i ok. 1300 m przewyższenia. Technicznie nie jest trudna: jest tu mało piasku, na którym można się poślizgnąć, często kilka ścieżek biegnie obok siebie, a zgubić się trudno, bo to praktycznie jedna droga. Ostatni, stromy odcinek jest męczący, ale bezpieczny.
Wybuchy Santiaguito i panorama wulkanów
Z jednej strony szczytu ogląda się z góry – ok. 1200 m wyżej – wybuchy Santiaguito. Wulkan wybucha średnio co pół godziny, więc w ciągu kilku godzin na szczycie zobaczyliśmy kilka erupcji.

Z drugiej strony rozciąga się panorama, dla której Santa María jest naszym ulubionym wulkanem. W pogodny poranek widać stąd wszystkie najważniejsze wulkany kraju: Acatenango (3976 m), Fuego (3763 m), Tolimán (3158 m), Atitlán (3537 m) i San Pedro (3020 m), a na zachodzie dwa najwyższe szczyty Ameryki Środkowej – Tajumulco (4220 m) i graniczny z Meksykiem Tacaná (4060 m).

Po drodze dobrze widać też wulkan Chicabal (2900 m) z laguną w kraterze, wzgórze Cerro Quemado i samo Quetzaltenango w dolinie.
Na szczycie stoi krzyż z tabliczką INRI, a obok kamienny ołtarz, przy którym ktoś zostawił kwiaty.
Tajumulco – w jeden dzień z Xeli
Najlepszą bazą wypadową na Tajumulco jest miasto San Marcos, skąd bus dowozi na początek szlaku w niecałą godzinę. Nie chcieliśmy jednak płacić podwójnie za nocleg ani wozić całego bagażu tam i z powrotem, więc zrobiliśmy wszystko w jeden dzień z Quetzaltenango. To bardziej męcząca wersja – w drodze powrotnej pękała nam głowa.
Pierwszy bus do San Marcos odjeżdża z terminalu Minerva w Xeli o 5:00 (w internecie wyczytaliśmy, że o 4:00). W San Marcos przesiadka i kolejne 45 minut jazdy – na szlak weszliśmy o 8:30, półtorej godziny później, niż planowaliśmy. Dojazd kosztował 35 Q w jedną stronę za osobę. Z powrotem jechaliśmy najpierw miejskim busikiem z San Marcos do San Pedro Sacatepéquez (2 Q), a stamtąd bezpośrednim busem do Xeli (30 Q). W sumie na sam dojazd z Quetzaltenango trzeba liczyć ok. 3 godziny.

Na początku szlaku minęliśmy kilka domów, w których czas zatrzymał się dawno temu, i pasterza z owcami.
Na dachu Ameryki Środkowej
Tajumulco to dach Ameryki Środkowej – wyżej w tym regionie wejść się już nie da. W przeciwieństwie do Santa María od razu pokazuje swój majestat – szczyt o dość oryginalnym kształcie widać przez dużą część drogi. Drzewa są tu mocno przerzedzone, więc większość trasy idzie się w pełnym słońcu. Mając auto (najlepiej terenowe), można sporo marszu skrócić.

Łącznie przeszliśmy ok. 15 km i ok. 1300 m w górę w 7,5 godziny: 4,5 godziny wejścia, 2 godziny zejścia i do tego pętla wokół krateru. Inaczej niż na pozostałych wulkanach tutaj można pomylić drogę, więc idąc samemu, warto mieć aplikację z trasą (my używamy AllTrails). Najbardziej strome podejście – jak zwykle na końcu – prowadzi obok kapliczek drogi krzyżowej (niektóre są puste albo zniszczone), a na szczycie stoi krzyż.


Jedynymi osobami, które tego dnia wchodziły na Tajumulco, było pięciu policjantów – spotkaliśmy ich na szczycie. Jeszcze kilka lat temu wejście tutaj, a tym bardziej bez przewodnika, było nie do pomyślenia: na tych terenach działały kartele narkotykowe, a policja toczyła z nimi walkę. Dziś jest względnie bezpiecznie, ale okolica wciąż jest pilnie monitorowana – po zejściu minęliśmy wojsko, i to zarówno gwatemalskie, jak i meksykańskie.

Ruszając tak późno, nie liczyliśmy na świetne widoki, ale przez większość czasu widoczność była naprawdę dobra – widać było nawet Fuego. Przy dobrej pogodzie ze szczytu widać wulkany przy Antigui, nad jeziorem Atitlán i przy Xeli, a także Meksyk. Ok. 13:00 większość przykryły chmury, za to został ładny widok na graniczny z Meksykiem wulkan Tacaná (4060 m) – drugi najwyższy w Ameryce Środkowej – i na okoliczne wzgórza i miejscowości.

Tajumulco to nasze życiowe osiągnięcie: pierwszy zdobyty czterotysięcznik, który zdetronizował South Teton (3814 m) z 2018 roku. To prawdopodobnie jeden z łatwiejszych czterotysięczników, ale na szczycie czułem podwójną radość – kolejna granica została przekroczona.
Informacje praktyczne
- Baza – Quetzaltenango (Xela). Najtańszy pokój dwuosobowy kosztował nas poniżej 50 Q za noc (luty 2024) – noclegi były tu najtańsze w całej Gwatemali.
- Santa María – dojazd – najlepiej Uberem z centrum Xeli do miejscowości Llano del Pinal (ok. 8 km, 35–40 Q w jedną stronę). Chicken busy jeżdżą tam dopiero od 6:00, co jest trochę za późno. Na powrót Ubera warto zamawiać ok. 20 minut przed zejściem – kierowców jest tam mało, długo dojeżdżają, a z centrum nie każdy chce jechać.
- Santa María – trasa – 11 km i ok. 1300 m przewyższenia; nam wejście zajęło 3,5 godziny, a zejście 2 godziny. Start najpóźniej o 6:00.
- Tajumulco – dojazd – bus z terminalu Minerva do San Marcos (pierwszy o 5:00), przesiadka i 45 minut dalej; 35 Q w jedną stronę. Powrót: San Marcos – San Pedro Sacatepéquez 2 Q, potem bus do Xeli 30 Q (luty 2024).
- Tajumulco – trasa – ok. 15 km i ok. 1300 m przewyższenia, 7,5 godziny z pętlą wokół krateru. Większość drogi w słońcu; można zabłądzić, więc przyda się aplikacja z trasą.
- Przewodnik – na oba wulkany weszliśmy sami.
- Temperatura – w dzień w Xeli było do 23°C, ale noce w górach są zimne (od kilku do kilkunastu stopni), a na szczytach jeszcze zimniej – na start przed świtem trzeba się ciepło ubrać.





















