
WA-MA, czyli Ogólnopolski Rajd Studencki po Warmii i Mazurach, to największe coroczne wydarzenie Akademickiego Klubu Turystycznego w Olsztynie (AKT Olsztyn). W 2025 roku pojechałem na niego nie tylko jako uczestnik – byłem też kierownikiem trasy „Odkrywcy”, pierwszej w historii rajdu trasy autostopowo-pieszej. Rok później, w maju 2026 roku, wybrałem trasę pieszą „Twardziele” z Kętrzyna nad Mamry. W tym wpisie opisuję obie edycje: zamki krzyżackie zdobywane autostopem, nocny marsz przez las, nocleg w namiocie, rejs na wyspę Wielka Żuława, wędrówkę wzdłuż starych torów i finał, który skończył się dla mnie w jeziorze.
Interaktywny Spis Treści
- Czym jest WA-MA?
- „Odkrywcy” 2025 – trasa autostopowo-piesza
- Autostopem przez Ostródę do Przezmarka
- Meta autostopowa na plaży w Przezmarku
- Nocny marsz nad jezioro Gardzień
- Dzień drugi – do Iławy i łodzią na Wielką Żuławę
- Finał WA-MY 2025 w hipisowskim klimacie
- „Twardziele” 2026 – pieszo z Kętrzyna nad Mamry
- Kanał Mazurski, meta w deszczu i Duża Blacha
- Informacje praktyczne
Czym jest WA-MA?
WA-MA to rajd, na którego wspólną metę można dotrzeć na wiele sposobów. W 2025 roku do wyboru były m.in. trasy żeglarska, rowerowa, kajakowa, piesza, a nawet samochodowa. Każda z nich zmierza w swoim tempie do ośrodka, w którym wszyscy spotykają się na finale: z ogniskiem, konkursami i zabawą do rana. Co roku rajd ma też swój motyw przewodni – w 2025 roku byli to hipisi, a w 2026 roku PRL.
AKT Olsztyn organizuje też zawody autostopowe, więc połączenie rajdu z autostopem nie było przypadkiem. O jednych z nich – pierwszym Kortowskim Rajdzie Autostopowym z 2018 roku – jest oddzielny wpis. Autostopem jeździłem też m.in. na Ukrainę, po Szkocji, przez północ Hiszpanii i po południu Francji.
„Odkrywcy” 2025 – trasa autostopowo-piesza
66. edycja WA-MY odbyła się w weekend 23–25 maja 2025 roku. Metą był ośrodek „Bosman” na wyspie Wielka Żuława na Jezioraku, niedaleko Iławy. Trasę „Odkrywcy” przygotowałem jako zupełnie nowy format: miała połączyć ducha przygody, odkrywania i samodzielnego podróżowania. Składała się z dwóch etapów – w piątek autostop, a zaraz po nim marsz, który kończył się w sobotę na mecie rajdu.
Około 7:30 spotkaliśmy się przy zamku w Olsztynie. Każdy dostał przypinki, naklejki i specjalne inskrypcje z informacjami o trasie, wcześniej publikowanymi na stronie wydarzenia. Celem było zwrócenie uwagi na zamki leżące na trasie w kierunku Iławy. Hasło etapu brzmiało: „Pokojowe zdobywanie zamków krzyżackich przez hipisowe bobry” – idealnie pasowało do hipisowskiego motywu rajdu.

Zasady były proste: za każdy odwiedzony zamek z listy – 1 punkt, maksymalnie 6 punktów z 8 miejsc. To była „trasa wyborów”, a nie liniowy wyścig – każda para sama decydowała, które miejsca odwiedzi, a które odpuści. Liczyło się też punktualne dotarcie na metę autostopowej części, czyli na plażę w Przezmarku. Pełna trasa to ok. 3,5–4 godziny ciągłej jazdy samochodem, a na dotarcie do mety było 8 godzin. Przez drobne opóźnienie na starcie przesunęliśmy godzinę zamknięcia mety z 15:00 na 15:30.
Punkty na trasie autostopowej:
- Olsztyn (start)
- Olsztynek
- Ostróda
- Dzierzgoń
- Sztum
- Kwidzyn
- Prabuty
- Przezmark (meta)

W trasę ruszyło sześć par, łącznie 12 osób: Stachu i Mikołaj, Liśka i Zgredek (Kacper), Paweł i Tomek, Oliwia i Blanka, Iga i Bartek oraz ja z Krzyśkiem.
Autostopem przez Ostródę do Przezmarka
My z Krzyśkiem nie braliśmy udziału w rywalizacji. Naszym celem było jak najszybsze dotarcie na metę, żeby zjeść coś ciepłego, przygotować nagrody i witać kolejne pary. Na wylotówkę dojechaliśmy autobusem miejskim, a potem stanęliśmy z tabliczką przy drodze.
Autostop bywa jednak przewrotny. Na początku popełniliśmy błąd – daliśmy się namówić kierowcy na podwózkę do Tomaszkowa, a ta droga okazała się mało uczęszczana, bo ul. Warszawska była zamknięta. Później poszło już lepiej.

Dojechaliśmy do Ostródy, gdzie zdążyliśmy podejść pod zamek krzyżacki i przejść się nad Jezioro Drwęckie.


Z Ostródy pojechaliśmy dalej przez Małdyty i Zalewo do Przezmarka. Łącznie zabrało nas sześciu różnych kierowców.


Meta autostopowa na plaży w Przezmarku
Do Przezmarka dotarliśmy wczesnym popołudniem – pamiątkowe zdjęcie z tabliczką zrobiliśmy przy wieży ruin tamtejszego zamku. Meta autostopowej części była na plaży, gdzie czekały zadaszone ławki, miejsce na grilla, toi-toie i sporo dobrej atmosfery.


Pozostałe pary miały trudniejszy dzień. Prabuty zapisały się w pamięci niektórych jako miejsce, z którego bardzo trudno się wydostać. Część par zaliczyła po drodze długie spacery, inni utknęli na dłużej, a dwóm parom udało się podróżować razem, w czwórkę. Wiele osób próbowało autostopu pierwszy raz – i choć bywało trudno, to zawsze kolejne doświadczenie. Te rozmowy z kierowcami i opowieści z drogi są bezcenne. Wiemy już też, że stopa da się złapać nawet na autobus szkolny.

Na czas dotarły dwie pary: Liśka i Zgredek (2. miejsce, 3 punkty) oraz – z lekkim kwadransem studenckim – Oliwia i Blanka (1. miejsce, 5 punktów). Czas oczekiwania umilaliśmy sobie grą na gitarze, grą w „czółko” i muzyką. Pozostałe pary dotarły około 18:00 – wszystkie z 5 punktami, ale spóźnienie wykluczało je z walki o dwa pierwsze miejsca. Dla trzech najlepszych par przygotowaliśmy symboliczne nagrody – coś na gardło i coś na skórę.

Nocny marsz nad jezioro Gardzień
Z plaży w Przezmarku wyruszyliśmy pieszo około 18:30, mając już trzy i pół godziny opóźnienia względem planu. Początek był magiczny: niskie słońce, wioski, śpiewy, rozmowy i śmiech.



Po zmroku zaczęła się trudniejsza część – marsz w ciemności, czyli po prostu klepanie kilometrów. Widoków już nie było, ale były gwiazdy – piękne, choć nie zawsze mieliśmy czas je podziwiać. Tempo spadało, morale też. Krzysiek wcielił się w rolę duchowego wsparcia, a mnie pod koniec zaczęły dokuczać plecy od ciężkiego plecaka.

Po 1:00 w nocy rozbiliśmy namioty w lesie przy jeziorze Gardzień. To miejsce jest oficjalnie zgłoszone w programie „Zanocuj w lesie”, więc nocowaliśmy całkowicie legalnie. Temperatura spadła wtedy do 4–5°C, ale daliśmy radę. Pierwszego dnia szliśmy głównie leśnymi ścieżkami, asfaltu było niewiele. Cały odcinek (23 km) zajął ok. 7 godzin, z czego efektywnego marszu było 5,25 godziny – średnio ok. 4,4 km/h.
Dzień drugi – do Iławy i łodzią na Wielką Żuławę
Noc była zimna, a spanie na nierównym terenie nie należało do najwygodniejszych, ale poranek przyniósł piękne słońce i znacznie lepsze nastroje.

Drugiego dnia przeszliśmy ok. 19 km w nieco ponad 5 godzin marszu (średnio 3,8 km/h). Tym razem część trasy przez las prowadziła po trudniejszym terenie, a wszyscy wciąż czuli w nogach dzień poprzedni. Tekst dnia? „To już za tą wydmą!” – co rzadko kiedy się sprawdzało. Mimo to wszyscy dzielnie przeszli całą trasę.

Po drodze zrobiliśmy kilka dłuższych przerw – na stacji benzynowej, w Lidlu i w marinie w Iławie.


Na Wielką Żuławę płynęliśmy z mariny w Iławie łódką, w dwóch turach, bo miała ograniczoną pojemność. Spóźnieni, tak jak kilka innych tras, dotarliśmy na wyspę około 17:00 – akurat na oficjalne rozpoczęcie WA-MY, które przesunięto o dwie godziny.


Finał WA-MY 2025 w hipisowskim klimacie
Finał WA-MY to wielkie święto. Najpierw wręczono klubowe odznaczenia i podziękowano kierownikom tras. Potem przyszedł czas na konkurs na najlepsze przebranie w hipisowskim stylu, zawody we flanki (my, „Odkrywcy”, zajęliśmy 2. miejsce!) i przeciąganie liny. Do tego siatkówka, śpiewy, tańce i ognisko do białego rana.


To były dwa intensywne, pełne emocji dni – czasem ciężko, czasem zabawnie, ale na pewno niezapomnianie. Przeszliśmy 42 km, a przejechaliśmy zdecydowanie więcej. Jako kierownik trasy byłem dumny ze wszystkich uczestników. Już wtedy wiedziałem, że do autostopowo-pieszej formuły chcę jeszcze wrócić.

„Twardziele” 2026 – pieszo z Kętrzyna nad Mamry
Rok później, w weekend 15–17 maja 2026 roku, meta rajdu była w „Kętrzyńskiej Przystani” pod Węgorzewem. Do wyboru były trasy żeglarska, rowerowa, kajakowa i dwie piesze. Tym razem wybrałem pieszą trasę „Twardziele”. W piątek rano wsiedliśmy w pociąg z Olsztyna do Kętrzyna i stamtąd, w 11 osób, ruszyliśmy w teren.


Tego dnia przeszliśmy 31 km – głównie wzdłuż torów, po chodnikach i przez lasy. Po drodze minęliśmy m.in. Wilczy Szaniec – oglądaliśmy go jednak tylko zza płotu.





Planowaliśmy „dziki” nocleg przy byłej kwaterze Hansa Lammersa, ale okazał się niewypałem – teren był zarośnięty gęstymi chaszczami. Nadrobiliśmy więc dodatkowe 6 km i dołączyliśmy na noc do ekipy żeglarskiej w stanicy w Kietlicach nad jeziorem Mamry. Normalne łazienki i ognisko z gitarą wynagrodziły nam ten dystans!

Kanał Mazurski, meta w deszczu i Duża Blacha
Sobota była luźniejsza – dzięki wieczornemu nadłożeniu drogi, do celu zostało nam tylko ok. 9 km marszu. Zahaczyliśmy o Kanał Mazurski i stary most kolejowy.



Na metę w „Kętrzyńskiej Przystani” wchodziliśmy w deszczu, ale nie zepsuło to rajdu. Finał WA-MY, na którym tym razem królował motyw PRL-u, to główna część imprezy. Czekały na nas m.in. ognisko, zawody we flanki i przeciąganie liny.

Dla mnie ten finał był wyjątkowy z jeszcze jednego powodu: jako jedna z czterech nowych osób odebrałem odznaczenie klubowe, czyli tzw. Dużą Blachę. Skończyło się to dla nas tradycyjnym „lotem” – zostaliśmy wrzuceni prosto do jeziora.

Zdjęcia z finału zrobili fotografowie rajdu: Adam Jadczak i Daniel Klach.
Informacje praktyczne
- Organizator – Akademicki Klub Turystyczny w Olsztynie (AKT Olsztyn). WA-MA odbywa się co roku w maju: 66. edycja – 23–25 maja 2025 roku (meta na Wielkiej Żuławie koło Iławy), kolejna – 15–17 maja 2026 roku (meta w „Kętrzyńskiej Przystani” pod Węgorzewem).
- Trasy – na wspólną metę prowadzi kilka tras: żeglarska, rowerowa, kajakowa, piesze, a w 2025 roku także samochodowa i autostopowo-piesza „Odkrywcy”.
- Koszt – w 2025 roku za wynajem ośrodka „Bosman” płaciło się 60 zł od osoby za cały pobyt. W cenie był nocleg w domku albo w namiocie, toalety i prysznice, miejsce na ognisko i możliwość cumowania.
- Dystanse – „Odkrywcy” 2025: autostopem z Olsztyna do Przezmarka, potem pieszo 23 km pierwszego dnia (w tym nocą) i ok. 19 km drugiego dnia, razem 42 km (zapis trasy w AllTrails: dzień 1, dzień 2). „Twardziele” 2026: 31 + 6 km w piątek i ok. 9 km w sobotę.
- Nocleg w lesie – w 2025 roku spaliśmy w miejscu zgłoszonym w programie „Zanocuj w lesie”, gdzie można legalnie rozbić namiot. Pod koniec maja noc potrafi być zimna (u nas 4–5°C), więc warto mieć ciepły śpiwór.
- Autostop – najtrudniej było wydostać się z Prabut. Warto sprawdzić, czy droga wylotowa nie jest zamknięta albo mało uczęszczana – nam podwózka do Tomaszkowa na początku kosztowała sporo czasu.

































