Przejdź do treści Przejdź do panelu bocznego Przejdź do stopki
Miejsce: Europa  PolskaRok podróży: 2022

W połowie września 2022 roku wybraliśmy się we czwórkę – z Michałem i Patrycją – na spływ kajakowy Gwdą – rzeką płynącą przez Pomorze Zachodnie i północną Wielkopolskę. Plan zakładał pokonanie ok. 108 km w 5 dni, z Gwdy Wielkiej do Piły, czyli średnio ok. 22 km dziennie. Spływ okazał się dosyć wymagający, głównie przez zwalone drzewa, ale mimo wszystko „ja chcę jeszcze raz”. Poprzedni spływ, po Krutyni, mieliśmy trzy lata wcześniej.

Interaktywny Spis Treści

  1. Organizacja i koszty
  2. Zwalone drzewa i inne przeszkody
  3. Przenoski przy elektrowniach wodnych
  4. Noclegi i zakupy na trasie
  5. Pół-dzika rzeka, pogoda i przyroda
  6. Meta w Krępsku i wieczór w Pile
  7. Informacje praktyczne

Organizacja i koszty

Najpierw trzeba było znaleźć firmę, która wypożyczy kajaki, zawiezie nas na start i odbierze sprzęt z mety. Najkorzystniejszą ofertę dała wypożyczalnia Kajaki4u: dwa kajaki dwuosobowe na 5 dni (z weekendem), transport do Gwdy Wielkiej i odbiór kajaków z Piły kosztowały łącznie 690 zł, czyli ok. 170 zł od osoby.

Musiałem też oszacować, jaki dystans dziennie damy radę pokonać, gdzie po drodze są noclegi – płatne i darmowe pola biwakowe – i sklepy, żeby wiedzieć, na ile dni brać zapasy. W przeddzień spotkaliśmy się w Koszalinie, zrobiliśmy zakupy na dwa pierwsze dni (po drodze miało nie być sklepu) i pojechaliśmy pociągiem do Szczecinka. Stamtąd odebrał nas pracownik wypożyczalni i zawiózł na miejsce wodowania, na granicy Gwdy Małej i Gwdy Wielkiej.

Wróć do spisu treści


Zwalone drzewa i inne przeszkody

Na trasie – zwłaszcza pierwszego i drugiego dnia – czekało nas mnóstwo przeszkód, najczęściej w postaci powalonych konarów. Zwykle dawało się je opłynąć albo przepłynąć pod nimi.

Gorzej, gdy kajak się zaklinował – liczyło się, jak był ustawiony, a czasem na korektę było już za późno. Rekordowo na jednej przeszkodzie straciliśmy ok. pół godziny. Pomógł manewr: my przechodziliśmy górą po konarze, a kajak przepływał pod nim. Raz przepłynięcie było zupełnie niemożliwe – na szczęście dało się przenieść kajak lądem.

Wróć do spisu treści


Przenoski przy elektrowniach wodnych

Łącznie mieliśmy 9 przenosek – miejsc, których nie da się przepłynąć, najczęściej przy elektrowniach i młynach wodnych. Trzeba wtedy dobić do brzegu i przenieść albo przepchać kajak lądem. Najtrudniej było przy elektrowni w Podgajach: 400–500 metrów marszu, a potem sprowadzanie kajaków ze stromej skarpy prosto w błoto. Innym razem jedyna droga prowadziła przez teren elektrowni – oficjalnie tylko w asyście pracownika i w określonych godzinach, co bez wcześniejszej wiedzy trudno spełnić.

Wróć do spisu treści


Noclegi i zakupy na trasie

Noclegów nie rezerwowaliśmy z góry (poza ostatnim, w Pile), bo nie wiedzieliśmy, jak będzie nam szło – wiedzieliśmy tylko, gdzie można przenocować. Wyszły dwie darmowe noce pod namiotem i dwie płatne pod dachem. Za każdym razem trzeba było wypakować z kajaków większość rzeczy, a rano spakować je z powrotem.

Pierwszą noc spędziliśmy pod namiotem przy Spalonym Młynie (na wysokości Czarnego). Niestety rozbite szkło na ziemi przebiło nam namiot i jeden materac – a akurat nie mieliśmy łatek, więc trzeba było kombinować. Drugiego dnia też planowaliśmy namiot, ale niespodziewanie zaproponowano nam domek za 30 zł od osoby – bardzo się przydał, bo nieźle zmokliśmy. Dowiedzieliśmy się tam, że ostatnich kajakarzy widziano dwa tygodnie wcześniej.

Trzecią noc rozbiliśmy się na darmowym polu biwakowym przy elektrowni wodnej w Jastrowiu, a czwartą spędziliśmy w agroturystyce w Ptuszy – do której kajaki trzeba było przenieść przez pole. Tam cena okazała się wyraźnie wyższa niż na stronie internetowej (70 zł zamiast 35–40 zł od osoby); ostatecznie zapłaciliśmy po 60 zł, a cennik w internecie wkrótce zaktualizowano. Warto więc potwierdzać cenę przed przypłynięciem.

Poza zakupami z Koszalina trzeciego dnia można było uzupełnić zapasy w małym sklepiku w Lędyczku i w Jastrowiu – z pola biwakowego do supermarketu szło się ok. 45 minut w jedną stronę, ale udało się jeszcze złapać kebab tuż przed zamknięciem budki.

Wróć do spisu treści


Pół-dzika rzeka, pogoda i przyroda

Z biegiem rzeki Gwda się poszerza, a po drodze przepływa się przez kilka jezior. Minęliśmy też dwa stare mosty kolejowe – jeden z nich wysadzono w 1945 roku podczas wycofywania się wojsk niemieckich. Tereny wzdłuż rzeki są słabo zagospodarowane turystycznie, więc trasę oceniam jako pół-dziką – co ma też swoje zalety. We wrześniu nie spotkaliśmy żadnych innych kajakarzy, za to mnóstwo wędkarzy.

Pogoda była w porządku: za dnia do 15–16 stopni, czasem słońce, częściej chmury, słaby wiatr i lekkie opady niemal codziennie. Dwa razy padało mocniej – pod koniec drugiego dnia nieźle nas zmoczyło. Przy lekkim deszczu płynęliśmy dalej, przy większym chowaliśmy się pod drzewami.

Po drodze trafiliśmy też na tablice z edukacyjnymi komiksami o rzece – uczą i bawią.

Wróć do spisu treści


Meta w Krępsku i wieczór w Pile

Ostatecznie w 5 dni przepłynęliśmy trasę zaplanowaną na 4 – ok. 90 km. Spowolniły nas przede wszystkim przeszkody na wodzie, w drugiej kolejności przenoski przy elektrowniach i deszcz. Myślałem, że największym problemem będą bolące ramiona, ale pod tym względem szło nam bardzo dobrze. Dopłynęliśmy do Krępska (za transport stamtąd dopłaciliśmy 30 zł), skąd zawieziono nas do Piły.

W Pile spokojnie spędziliśmy wieczór, spacerując po centrum, a noc – w wynajętym apartamencie. Zrozumieliśmy też, co miał na myśli Grabarz, śpiewając „Rogaczem na wieżowcu Piła witała jeleni” – na jednym z wieżowców w centrum świeci neon „Piła wita” z jeleniem.

Wróć do spisu treści


Informacje praktyczne

  • Trasa: Gwda Wielka – Krępsko (ok. 90 km w 5 dni); plan do Piły to ok. 108 km. Średnio wychodziło ok. 18 km dziennie.
  • Kajaki: wypożyczalnia Kajaki4u – 2 kajaki dwuosobowe na 5 dni z transportem na start i odbiorem z mety: 690 zł (ok. 170 zł/os., 2022); dowóz z Krępska do Piły +30 zł.
  • Dojazd: pociągiem do Szczecinka, dalej transport z wypożyczalni do Gwdy Wielkiej.
  • Noclegi: darmowe miejsca biwakowe (Spalony Młyn koło Czarnego, pole przy elektrowni w Jastrowiu), domek za 30 zł/os., agroturystyka w Ptuszy (60 zł/os. po negocjacji) – ceny z 2022 r.; zabierzcie łatki do namiotu i materaca.
  • Zakupy: na pierwsze dwa dni trzeba mieć własne zapasy; sklepy dopiero w Lędyczku i Jastrowiu.
  • Przenoski: 9, głównie przy elektrowniach wodnych; najtrudniejsza w Podgajach (400–500 m i stroma skarpa).
  • Przeszkody: na górnym odcinku liczcie się z wieloma zwalonymi drzewami – zaplanujcie krótsze dzienne odcinki niż na „czystej” rzece.

Wróć do spisu treści


Spodobał Ci się artykuł?

Zostań ze mną w podróży – obserwuj mnie tam, gdzie lubisz najbardziej.