Przejdź do treści Przejdź do panelu bocznego Przejdź do stopki
Miejsce: Ameryka Środkowa  HondurasRok podróży: 2024

Honduras, podobnie jak Salwador, był krajem, którego pierwotnie nie było na naszej liście – głównie ze względów bezpieczeństwa. Mieliśmy go tylko przejechać busem w drodze do Nikaragui. Jak to jednak w podróży bywa, plan uległ zmianie, i to za sprawą snorkelingu w Belize. Tak nam się spodobało pływanie przy rafie, że postanowiliśmy pójść o krok dalej i zrobić kurs nurkowania – akurat w Hondurasie są jedne z najtańszych na świecie. Najwięcej czasu spędziliśmy więc na wyspie Utila, ale zajechaliśmy też do Copán, by zobaczyć słynne ruiny Majów. W sumie byliśmy w Hondurasie 20 dni (marzec 2024) i trzymaliśmy się miejsc uznawanych za bezpieczne: Copán Ruinas, La Ceiby i Utili.

Interaktywny Spis Treści

  1. Copán – ruiny Majów
  2. Utila – kurs nurkowania
  3. Na granicy – ciekawostki
  4. Informacje praktyczne – bezpieczeństwo, dojazd i koszty

Copán – ruiny Majów

Skoro już zdecydowaliśmy się na Honduras, zależało nam, by zobaczyć coś więcej niż tylko wyspę. Padło na ruiny Copán i leżące tuż obok miasteczko Copán Ruinas – jedno z nielicznych miejsc w kraju oznaczonych jako bezpieczne. Miasteczko jest na tyle turystyczne, że nie mieliśmy obaw o bezpieczeństwo. I rzeczywiście: czuliśmy się tu zupełnie jak nie w Hondurasie, nawet po zmroku było w porządku.

Ruiny odwiedziliśmy 1 marca 2024 roku. Według obecnej wiedzy jest to najdalej wysunięte na wschód miasto Majów. Odkryto je w XVI wieku, a w XVIII wieku odkupił je amerykański badacz John Lloyd Stephens (za 50 USD) w celu dalszej eksploracji. Szczyt rozwoju miasta przypada na V–VIII wiek, kiedy było stolicą państwa Majów – szacuje się, że mogło je wtedy zamieszkiwać około 200 tysięcy osób.

Co wyróżnia Copán? Przede wszystkim Schody Hieroglifów – 63 stopnie, na których wyryto 2500 znaków, to najdłuższy i najważniejszy zabytek piśmiennictwa Majów. Można tu też podziwiać mnóstwo pięknych stel – pomników władców w strojach ceremonialnych.

„Wisienką na torcie” były znaczniki boiska do gry w piłkę (juego de pelota) w kształcie głowy ary – te kolorowe papugi żyją zresztą na terenie ruin zupełnie swobodnie. A o co chodziło w tej grze? Za pomocą bioder i ud trzeba było tak podbijać piłkę, aby przerzucić ją przez jeden z kamiennych pierścieni zawieszonych kilka metrów nad ziemią (takie pierścienie widzieliśmy wcześniej na wielkim boisku w Chichén Itzá). Stawką nierzadko było… życie zawodników.

Bilet wstępu na strefę archeologiczną dla obcokrajowców kosztuje 20 USD / 500 HNL. Za dodatkowe 15 USD można zwiedzić tunele pod piramidami, a za 10 i 5 USD wejść do dwóch muzeów. Uznaliśmy, że nie jest już tanio, a ze wszystkimi dodatkami wyszłoby bardzo drogo – wybraliśmy wersję podstawową. W cenie mieliśmy jeszcze wejście na oddalony o ok. 1,5 km kompleks Las Sepulturas.

Żeby zaoszczędzić, z San Salvadoru do Copán Ruinas pojechaliśmy na własną rękę, a nie bezpośrednim shuttlem (choć byłoby dwa razy szybciej). Wyruszyliśmy o 6:30, dojechaliśmy o 18:30 – 210 km, łącznie 4 busami, przez przejście graniczne El Poy. Na granicy trzeba jedynie zapłacić 3 USD za wjazd do Hondurasu. Tym sposobem zamiast 65 USD za shuttle zapłaciliśmy po 15 USD od osoby. Po drodze było bardzo zielono i naprawdę pięknie – krajobrazy przypominały nam Salwador.

Wróć do spisu treści


Utila – kurs nurkowania

Podczas snorkelingu na Caye Caulker w Belize Patrycja zainteresowała się kursem nurkowania w Hondurasie. Od słowa do słowa zdecydowaliśmy się zrealizować go na wyspie Utila. To niewielka wyspa, którą zamieszkuje około 5000 osób – głównie pochodzenia afrykańskiego (Garífuna), angielskiego i holenderskiego. Większość mieszkańców zna angielski, więc łatwo się dogadać, a do tego jest tu bezpiecznie – wszyscy się znają, więc w razie jakiegokolwiek przestępstwa łatwo kogoś namierzyć. Ani razu nie czuliśmy się zagrożeni, a z tyloma turystami wokół i angielskim na każdym kroku w ogóle nie czuć, że to Honduras.

Promy na Utilę odpływają z La Ceiby na karaibskim wybrzeżu, więc z Copán Ruinas pojechaliśmy dalej busami właśnie tam. Na tym odcinku był moment, kiedy poczuliśmy się nieswojo – po zmroku w La Ceibie wszystko się zamknęło, na ulicach było bardzo mało ludzi i od razu wiedzieliśmy, że to nie jest miejsce, w którym chcielibyśmy spacerować po ciemku. Następnego dnia popłynęliśmy promem na wyspę.

Dlaczego akurat Utila? Leży przy drugim największym systemie rafy koralowej na świecie i ma około 80 miejsc nurkowych, a przy tym słynie z jednych z najtańszych kursów. Wyspa jest na tyle mała, że większość dostępnego turystom obszaru przeszliśmy pieszo – z jednego końca miejscowości na drugi szło się około godziny. Domy stoją tu często na podwyższeniu – na wypadek zalania czy nawet tsunami.

Skorzystaliśmy z oferty szkoły Paradise Divers i podstawowego kursu Open Water. W cenie (288 USD) mieliśmy test pływania i naukę składania sprzętu, dwie sesje na płytkiej, spokojnej wodzie przy brzegu i cztery nurkowania na otwartym morzu (wszystkie z instruktorem, maksymalnie do 18 m), a po ukończeniu kursu – dwa nurkowania rekreacyjne. Teorię przerabia się samodzielnie i na koniec zdaje egzamin pisemny. Przewidziany czas to 4 dni z zakwaterowaniem w cenie (potem dopłata 8 USD za noc). Nam zeszło trochę dłużej, bo niemal od początku miałem problemy z wyrównaniem ciśnienia i bólem w uszach – czekaliśmy na poprawę. Dziś możemy już nurkować z partnerem do 18 m głębokości.

Zdjęć spod wody mamy niestety niewiele – kamerka GoPro zepsuła się nam krótko po przyjeździe na wyspę. Przez całą Nikaraguę radziliśmy sobie bez niej, a zamówioną kamerkę odebraliśmy dopiero w San José w Kostaryce.

Na wyspie przeszliśmy około 30 km. Weszliśmy na jej najwyższy punkt – wzgórze Pumpkin Hill (74 m) ze starą latarnią, odwiedziliśmy kilka plaż i jaskinie ze słodką wodą (fresh water caves). Odrobinę za centrum panuje już zupełnie inny, wiejski klimat – ludzie żyją tu jeszcze spokojniej.

Najczęściej spotykanymi zwierzętami na wyspie są iguany – choć zdecydowanie bardziej płochliwe niż te, które widywaliśmy w Meksyku.

Nasza szkoła/hotel miała klimat backpackerski – poza nurkowaniami regularnie organizowano wydarzenia, a każdego wieczoru można było wziąć piwo i spędzić miło czas we wspólnym gronie. Jak to wyspa – było drogo (ceny w sklepach i restauracjach bywały dwa razy wyższe niż na lądzie), więc najczęściej gotowaliśmy z prostych składników albo jedliśmy baleady – tradycyjne honduraskie placki z różnym nadzieniem, zdecydowanie tańsze od innych dań.

Z planowanego tygodnia zrobiły się dwa i – szczerze – pierwszy raz było nam żal opuszczać dane miejsce: po dwóch tygodniach poczuliśmy przynależność do tutejszej społeczności. Na pożegnanie popłynęliśmy ze szkołą na Water Cay – małą, niezamieszkaną wysepkę idealną na relaks i pływanie.

Wróć do spisu treści


Na granicy – ciekawostki

Z Hondurasem wiążą się dwie graniczne anegdoty. Pierwsza – jak przypadkiem „nielegalnie” przekroczyłem granicę. Po przejściu z Salwadoru do Hondurasu, już w kolejnej miejscowości zorientowałem się, że zostawiłem nerkę w toalecie na stacji po stronie salwadorskiej. Wskoczyłem w powrotnego busa, na granicy tłumaczyłem sytuację kolejnym urzędnikom (zostawiając paszport na przechowanie) i odzyskałem zgubę – a przy powrocie honduraska urzędniczka trochę się zżymała, że „tak nie można”, ale nie wiedząc, co zrobić, ostatecznie mnie puściła. Potem jeszcze trochę się obawiałem, bo policja dwa razy kontrolowała naszego busa i za każdym razem ten sam policjant brał do ręki mój paszport.

Druga dotyczy wizy. W Gwatemali, Salwadorze, Hondurasie i Nikaragui można przebywać łącznie do 90 dni. Limit upływał nam akurat w dniu przekraczania granicy z Nikaraguą, więc w Hondurasie musieliśmy przedłużyć pobyt. Załatwiliśmy to na Utili, w punkcie, który pośredniczy w takich sprawach: urzędowi migracyjnemu zapłaciliśmy w przeliczeniu ok. 20 USD od osoby, a osobie, która wszystkim się zajęła – 12 USD. Potrzebne były kopie paszportów (zrobione na miejscu), potwierdzenie wpłaty opłaty migracyjnej w pobliskim banku i powód przedłużenia – u nas ukończenie kursu nurkowania, więc szef szkoły podpisał dokument, że rzeczywiście robimy u niego kurs. Dokumenty poszły do urzędu przez internet, a po kilku dniach (wypadł weekend) dostaliśmy wizę w wersji elektronicznej. W większych miastach są urzędy migracyjne, w których można to załatwić bez dopłaty dla pośrednika.

Celnicy na granicy z Nikaraguą najpierw twierdzili, że wiza jest tylko na Honduras, potem – że brakuje pieczątki (której przy wizie online być nie mogło). Po dłuższym oczekiwaniu ostatecznie nas wpuścili.

Na koniec mniej przyjemna ciekawostka: na Utili Patrycja nabawiła się pcheł piaskowych. Na wyspie myślała, że gryzą ją komary, w Nikaragui – że mrówki w namiocie. Dopiero w Kostaryce, gdy swędzenie wciąż wracało, zorientowaliśmy się, o co chodzi. Pchły piaskowe żyją w klimacie tropikalnym, wskakują zwykle na nogi i ręce, rozmnażają się w skórze i opuszczają ją dopiero po kilku tygodniach – a przez cały ten czas skóra niesamowicie swędzi. Ja, choć bywałem w tych samych miejscach, wyszedłem z tego bez szwanku.

Wróć do spisu treści


Informacje praktyczne – bezpieczeństwo, dojazd i koszty

Honduras nie należy do bezpiecznych krajów – szczególnie odradzane są wizyty w San Pedro Sula i Tegucigalpie, bo to tam działają głównie gangi. My byliśmy tylko w Copán Ruinas, La Ceibie i na Utili, więc o reszcie kraju nie możemy się wypowiadać. Przejazd autobusami publicznymi od granicy w El Poy przez Copán Ruinas do La Ceiby był bezproblemowy. Warto tylko pamiętać, że lokale zamyka się tu wcześnie, a w La Ceibie po zmroku prawie wszystko było zamknięte.

Nasza trasa: San Salvador → przejście graniczne El Poy → Copán Ruinas → La Ceiba → prom na Utilę. Za wjazd do Hondurasu płaci się 3 USD, a na promie – jak na wielu promach w regionie – doliczany jest osobny podatek. Z Utili wróciliśmy do La Ceiby, skąd nocnym shuttlem pojechaliśmy prosto do León w Nikaragui. Te busy nie kursują codziennie, więc termin wyjazdu warto sprawdzić z wyprzedzeniem.

Mimo że na Utili bywało drogo, w skali całego kraju Honduras okazał się jednym z najtańszych w regionie: przez 20 dni wydawaliśmy średnio 19 USD na osobę dziennie (nocleg, jedzenie, lokalny transport i atrakcje), a z kursem nurkowania – 33,5 USD. Sam kurs z dwoma tygodniami noclegów na Utili kosztował nas ok. 333 USD od osoby. Walutą jest lempira (HNL); w marcu 2024 roku za 1 USD dostawało się ok. 25 HNL. Najtańszym jedzeniem są baleady.

Wróć do spisu treści


Spodobał Ci się artykuł?

Zostań ze mną w podróży – obserwuj mnie tam, gdzie lubisz najbardziej.