
Po ponad tygodniu nad jeziorem Atitlán przyjechaliśmy 5 lutego 2024 roku do Quetzaltenango, które wszyscy nazywają po prostu Xelą. To miasto w górach na zachodzie Gwatemali, nad którym góruje wulkan Santa María, było naszą bazą przez dziesięć dni. Wchodziliśmy stąd na wulkany, ale Quetzaltenango i jego okolice to także miejsca, w których można z bliska poznać kulturę Majów. Na świętym wzgórzu Cerro Quemado i nad laguną Chicabal w kraterze wulkanu Gwatemalczycy składają kwiaty, modlą się – nieraz bardzo emocjonalnie – śpiewają i odprawiają obrzędy. Czuliśmy się tam, jakbyśmy cofnęli się w czasie.
Interaktywny Spis Treści
- Xela – chicken busem do miasta pod wulkanem
- Cerro Quemado – święte wzgórze Majów
- Modlitwy i śpiew – w niedzielę i w tygodniu
- Flagi, ołtarze i pole lawy na szczycie
- Laguna Chicabal – jezioro w kraterze wulkanu
- Kwiaty i ołtarze nad brzegiem laguny
- Informacje praktyczne
Xela – chicken busem do miasta pod wulkanem
Z San Pedro La Laguna nad jeziorem Atitlán pojechaliśmy do Xeli chicken busem – przerobionym starym amerykańskim autobusem szkolnym. To była nasza pierwsza jazda takim autobusem i od razu z przygodami. Droga przez cały czas pnie się pod górę, a gdyby nie ciężarówka, która chyba zepsuła się po drodze, poszłoby sprawnie. Pomocnik kierowcy chodził po dachu w trakcie jazdy – niestety nie było jak tego nagrać. Niezapomniane przeżycie, choć chyba jednak wolimy shuttle. Do Quetzaltenango dotarliśmy wieczorem.
Noclegi były tu najtańsze w całej Gwatemali – za pokój dwuosobowy płaciliśmy niecałe 50 Q za noc, a najdrożej było w Antigui. W wolnych chwilach spacerowaliśmy po centrum, m.in. po parku z okrągłą kolumnadą, i po cmentarzu z kolorowymi niszami grobowymi.
Z pierwszych dni w Xeli nie mamy niestety zdjęć – przepadły razem z innymi zdjęciami z telefonu z początku lutego. Następnego dnia po przyjeździe wybraliśmy się na Cerro el Baúl, wzgórze z punktem widokowym nad miastem. Z kolei 10 lutego pojechaliśmy z wycieczką na gorące źródła. Byliśmy na Aguas Amargas (popularniejsze są Fuentes Georginas): są tam dwa baseny na zewnątrz – w jednym woda jest cieplejsza, w drugim chłodniejsza – i mnóstwo mniejszych basenów w pomieszczeniach. Za wstęp zapłaciliśmy 25 Q.
Górujący nad miastem wulkan Santa María (3772 m) to naszym zdaniem wulkan z najpiękniejszymi widokami ze szczytu. Weszliśmy na niego dwa razy, a z Xeli pojechaliśmy też na Tajumulco (4220 m), najwyższy szczyt Ameryki Środkowej. Oba wejścia opisuję we wpisie Santa María i Tajumulco, a wszystkie wulkany, na które weszliśmy w Gwatemali, zebrałem we wpisie Wulkany Gwatemali.
Cerro Quemado – święte wzgórze Majów
Cerro Quemado, czyli „Spalone Wzgórze”, to wulkaniczne wzgórze kilka kilometrów od centrum Quetzaltenango. Będąc w Xeli, nie sposób go pominąć, bo to samo serce wierzeń i kultury Majów. Wierzą oni, że wulkany są jednymi z najlepszych miejsc, by zbliżyć się do Boga. Rozmawia się tu nie tylko z Bogiem, ale też z przodkami, bo według wierzeń na wzgórzu mogą mieszkać duchy. Dlatego każdego dnia przyjeżdża tu wielu Gwatemalczyków – zarówno z okolicy, jak i z różnych części kraju – żeby się modlić i odprawiać obrzędy.

Choć brzmi to zaskakująco, obrzędy są dziś głównie chrześcijańskie. Kiedyś Majowie wierzyli w wielu bogów i składali im dary, a wśród najcenniejszych ofiar były te z ludzi. Dziś Gwatemalczycy są chrześcijanami, ale wpływy religii Majów wciąż są tu wyraźne. Na skałach wymalowano cytaty z Biblii – jak „Jam jest Alfa i Omega” z Apokalipsy św. Jana – i hasła o Jezusie, a gdzieniegdzie także dni, w które spotykają się grupy modlitewne.

W ofierze zostawia się dziś kwiaty, a czasem także jedzenie i napoje. Całe wzgórze było nimi pokryte – przy niektórych skałach stały całe wiadra chryzantem i lilii.

To nie jest miejsce turystyczne – na setki Gwatemalczyków widzieliśmy tylko kilku obcokrajowców. My jednak chcieliśmy znaleźć się bliżej tutejszej kultury. Warto pamiętać, że to przede wszystkim miejsce modlitwy, a nie atrakcja – i zachowywać się tu jak w świątyni.
Modlitwy i śpiew – w niedzielę i w tygodniu
Przechadzając się po wzgórzu, wciąż natrafialiśmy na modlących się ludzi – byli niemal wszędzie. Niektórzy klęczeli w ciszy, inni modlili się głośno, płakali albo krzyczeli, jeszcze inni razem, radośnie śpiewali. W jednej grupie ktoś przemawiał przez mikrofon, a w dużym namiocie odbywał się koncert pieśni przerywany emocjonalnymi przemowami. Widzieliśmy też szamanów – nic dziwnego, skoro wciąż odprawia się tu ceremonie.


Na Cerro Quemado byliśmy dwa razy: w środku tygodnia (to była chyba środa albo czwartek) i w niedzielę 11 lutego – z tego dnia są zdjęcia. W niedzielę przyjechało więcej ludzi, ale bardziej intensywnie było w tygodniu. Reguły chyba jednak nie ma – wszystko zależy od tego, kto danego dnia przyjedzie i co zaplanował na modlitwy. Ważne, żeby nie przyjechać za późno, najlepiej najpóźniej ok. 10:00.
Mieliśmy mieszane uczucia. Z jednej strony trochę nas to przerażało, z drugiej podziwialiśmy, jak mocno żyją tu wierzenia Majów, wciąż ściśle związane z naturą. Patrycji przypomniały się słowa mezoamerykanistki, prof. Elżbiety Siarkiewicz: „dzisiejsi Majowie Quiché z Chichicastenango (w Gwatemali) wierzą, że kukurydza boi się trzęsienia ziemi, i gdy to zjawisko ma miejsce, rozmawiają z nią, by podtrzymać ją na duchu”.
Flagi, ołtarze i pole lawy na szczycie
Na szczycie powiewają flagi – Gwatemali, Meksyku i USA, a także Izraela, obok metalowej gwiazdy Dawida i menory – a między skałami stoją ołtarzyki z kwiatów.


Do niektórych ołtarzy prowadzą strome ścieżki – miejscami trzeba się podciągać na linie.
Dalej rozciąga się pole lawy z widokiem na wulkan Santa María. Niestety oprócz kwiatów na wzgórzu jest też mnóstwo śmieci, a pole lawy stało się miejscami zwyczajnie polem śmieci.

Laguna Chicabal – jezioro w kraterze wulkanu
Laguna Chicabal leży trochę dalej od Quetzaltenango – ok. 25 km, czyli 45 minut jazdy – w kraterze wulkanu Chicabal (2900 m). Pojechaliśmy tam 13 lutego.

Przejście z miejscowości San Martín Sacatepéquez na punkt widokowy wraz z pętlą wokół laguny to ok. 10 km i 700 m przewyższenia. Zawsze można próbować autostopu (zatrzymują się tylko auta terenowe), bo czas goni: od ok. 10:00 pogarsza się widoczność. Właśnie tak ominęliśmy najbardziej piaszczysty odcinek drogi.
Choć byliśmy tu o dobrej porze, widok mieliśmy tylko na samą lagunę – okolicznych wulkanów nie było widać wcale, a ok. 11:00 nad wodę napłynęła mgła. Pogoda zmienia się tu z dnia na dzień.

Kwiaty i ołtarze nad brzegiem laguny
Laguna Chicabal to także święte miejsce Majów. Wokół niej Gwatemalczycy składają kwiaty – na brzegu i prosto do wody. Słyszeliśmy też ich śpiewy i widzieliśmy wiele ołtarzy.


Ponieważ to święte miejsce, obowiązuje tu zakaz kąpieli.


Informacje praktyczne
- Dojazd do Xeli – z San Pedro La Laguna nad jeziorem Atitlán chicken busem; droga cały czas pod górę.
- Nocleg – najtańszą opcją w mieście był Rio Rooms & Apartment (Diagonal 5 9-77): pokój dwuosobowy za niecałe 50 Q za noc, dobre warunki (luty 2024). W całej Gwatemali za noc dla dwóch osób w najtańszym hostelu płaciliśmy 5–10 euro, a w Quetzaltenango było najtaniej.
- Cerro Quemado – ok. 5 km od centrum. Najszybciej i całkiem tanio dojechać Uberem (ok. 20–25 Q). Za wejście na teren Cantón Chicuá płaci się 2 Q od osoby. Najlepiej być na miejscu najpóźniej ok. 10:00; w niedzielę jest więcej ludzi, a w tygodniu modlitwy bywają bardziej intensywne.
- Laguna Chicabal – ok. 25 km od Xeli (45 minut jazdy); dojazd Uberem kosztował 80 Q. Wstęp dla obcokrajowców 50 Q. Z San Martín Sacatepéquez na punkt widokowy i z pętlą wokół laguny ok. 10 km i 700 m przewyższenia; można łapać stopa (tylko auta terenowe). Widoczność psuje się od ok. 10:00. Kąpiel jest zabroniona.
- Gorące źródła Aguas Amargas – wstęp 25 Q; popularniejsze są Fuentes Georginas.
- Pogoda – w lutym w dzień do 23°C, w nocy od kilku do kilkunastu stopni; na szczytach jeszcze zimniej.
- Waluta – quetzal (Q); 1 Q to ok. 0,5 zł, więc łatwo przeliczać.
- Dalej – 15 lutego pojechaliśmy z Xeli do Salwadoru. Bezpośredniego autobusu nie było, więc jechaliśmy przez stolicę Gwatemali.











