
Galápagos było jednym z najważniejszych punktów naszej wyprawy przez Amerykę Łacińską – szczególnie dla Patrycji. Bilety kupiliśmy jeszcze w Kolumbii, niecały tydzień przed wylotem, a 28 maja 2024 roku polecieliśmy z Quito na wyspę Baltra. Zostaliśmy 10 dni, do 6 czerwca, i wszystko zorganizowaliśmy na własną rękę – bez rejsu statkiem, przemieszczając się między wyspami zwykłymi promami. Odwiedziliśmy trzy z czterech zamieszkanych wysp: Santa Cruz, San Cristóbal i Isabelę, a czas rozłożyliśmy między nie mniej więcej po równo.
Wszyscy mówią, że Galápagos jest bardzo drogie. Za ten raj i jego wyjątkowość rzeczywiście trzeba zapłacić – opłaty, promy i wycieczki składają się na sporą sumę. Okazało się jednak, że wyspy da się zwiedzić niskim kosztem, a wiele zwierząt można zobaczyć, a nawet z nimi popływać, zupełnie za darmo. Lwy morskie, iguany i żółwie na wyciągnięcie ręki oraz snorkeling z żółwiami, rekinami i pingwinami to jedno z najpiękniejszych wspomnień z całej dziewięciomiesięcznej podróży. Poniżej opisuję, co zobaczyliśmy na każdej wyspie, a w informacjach praktycznych zebrałem wszystko, co przyda się przy samodzielnej organizacji: loty, opłaty, promy, noclegi, jedzenie i ceny z 2024 roku.
Nasza trasa:
- 28.05 – przylot na Baltrę i przejazd do Puerto Ayora na Santa Cruz,
- 29–31.05 – San Cristóbal: plaże pełne lwów morskich i nurkowanie przy Kicker Rock,
- 1.06 – Santa Cruz: rano Tortuga Bay, po południu prom na Isabelę,
- 2–4.06 – Isabela: szlak żółwi olbrzymich, flamingi, Concha de Perla i Las Tintoreras,
- 5.06 – powrót na Santa Cruz i żółwie olbrzymie na ranczu Primicias,
- 6.06 – wylot z Baltry do Quito.
Interaktywny Spis Treści
- Galápagos w kilku zdaniach – historia i przyroda
- Santa Cruz – przylot, iguany i żółwie w Puerto Ayora
- San Cristóbal – plaże pełne lwów morskich
- Nurkowanie przy Kicker Rock – czy warto?
- Tortuga Bay – małe rekiny młoty przy brzegu
- Isabela – szlak żółwi olbrzymich i flamingi
- Concha de Perla – najlepszy darmowy snorkeling
- Las Tintoreras – pingwiny, głuptaki i rekiny
- Rancho Primicias – żółwie olbrzymie na wolności
- Informacje praktyczne – Galápagos na własną rękę
- Podsumowanie – czy warto?
Galápagos w kilku zdaniach – historia i przyroda
Galápagos to archipelag na Oceanie Spokojnym, leżący w poprzek równika i należący do Ekwadoru. Tworzy go 13 głównych wysp (o powierzchni od 14 do 4588 km²), 6 mniejszych i dziesiątki wysepek oraz skał – zamieszkane są tylko cztery. W 1978 roku wyspy wpisano na listę światowego dziedzictwa UNESCO, bo to prawdziwe sanktuarium przyrody, w którym żyje mnóstwo gatunków niespotykanych nigdzie indziej na Ziemi.
Wyspy odkrył przypadkiem w 1535 roku biskup Panamy Tomás de Berlanga, którego statek w drodze do Peru zboczył z kursu. Nazwał je Las Encantadas („Zaczarowane”) i zachwycał się tysiącami wielkich żółwi. Przez kolejne stulecia zaglądali tu głównie łowcy wielorybów i fok oraz piraci, którzy z wysp napadali na hiszpańskie statki wiozące złoto i srebro z Ameryki Południowej. Ekwador objął archipelag w 1832 roku i wtedy na wyspie Santa María (Floreana) zaczęła się kolonizacja, a trzy lata później przypłynął tu Karol Darwin. W czasie II wojny światowej Stany Zjednoczone miały na wyspach placówkę wojskową, a dziś Galápagos jest parkiem narodowym.
To właśnie tutaj Darwin zauważył, że zięby z różnych wysp – nazwane później ziębami Darwina – mają różne dzioby, przystosowane do innego pokarmu, a żółwie olbrzymie wyglądają inaczej w zależności od wyspy, na której żyją. Te obserwacje zainspirowały go do stworzenia teorii ewolucji. Endemiczne są też iguany, i to aż cztery ich rodzaje: morskie, które nie mogąc znaleźć pożywienia na lądzie, nauczyły się pływać i żerować w morzu, lądowe, iguany z wyspy Santa Fe i różowe. Morskie widzieliśmy na każdej wyspie, a lądową – zaraz po wylądowaniu.
Na Galápagos pierwszeństwo mają zwierzęta. Żyją tuż obok ludzi – śpią na ławkach, wylegują się na pomostach i plażach – i zupełnie nie przejmują się turystami. Można byłoby stać godzinami i robić im zdjęcia, ale w końcu trzeba ruszyć dalej. Do wielu miejsc wolno wejść tylko z przewodnikiem: po części po to, żeby nikt nie zrobił nic głupiego, a po części… to świetny pretekst do zarobku.
Santa Cruz – przylot, iguany i żółwie w Puerto Ayora
Główne lotnisko Galápagos leży na małej wyspie Baltra, tuż obok Santa Cruz. Dojazd z niego do Puerto Ayora, głównego miasta Santa Cruz, jest dość męczący: autobus, prom przez kanał i znowu autobus – razem około godziny i 11 dolarów od osoby. Już pierwszego dnia przekonaliśmy się, że to zwierzęta są tu u siebie: lwy morskie spały, gdzie popadnie, a po brzegu i skałach chodziły iguany morskie i czerwone kraby Sally Lightfoot.


Po południu poszliśmy do ośrodka hodowli żółwi olbrzymich Fausto Llerena. Żółwie siedzą tu w zagrodach, po murkach biegają jaszczurki lawowe, a w osobnej sali, za szybą, stoi wypreparowany Samotny George (Lonesome George). Wstęp do ośrodków hodowli na Santa Cruz i na Isabeli kosztował 10 dolarów, z obowiązkowym przewodnikiem. Żółwie żyjące na wolności zobaczyliśmy dopiero pod koniec pobytu – o tym niżej, przy ranczu Primicias.

Pod wieczór nad wodą wygrzewały się całe grupy iguan morskich. Leżą jedna przy drugiej, czasem jedna na drugiej, i ruszają się tylko wtedy, kiedy naprawdę muszą.

San Cristóbal – plaże pełne lwów morskich
29 maja rano popłynęliśmy promem na San Cristóbal. Trudno powiedzieć, która wyspa podobała nam się najbardziej, ale chyba właśnie ta. San Cristóbal to przede wszystkim lwy morskie – leżą dosłownie wszędzie: na plażach, na skałach, w wodzie, a nawet na ławkach w mieście. Najlepsze na nie są plaże Playa Lobería, Playa Mann i Playa Punta Carola, wszystkie bezpłatne.


Między lwami morskimi po plaży spacerują iguany morskie, a w Puerto Baquerizo Moreno, stolicy wyspy, lwy śpią na ławkach przy nabrzeżu i przy ulicach. Jedne ziewają, inne nawet nie otwierają oczu, kiedy ktoś przechodzi obok.


Z lwami morskimi można też popływać – za darmo, wchodząc do wody prosto z plaży. W zaroślach siedziały z kolei fregaty, a jeden z samców nadął swój czerwony worek gardłowy.


Nurkowanie przy Kicker Rock – czy warto?
Najbardziej znane miejsce do nurkowania na Galápagos to Kicker Rock (po hiszpańsku León Dormido) przy San Cristóbal, gdzie można spotkać m.in. rekiny młoty. Certyfikaty nurkowe zrobiliśmy kilka miesięcy wcześniej na Utili w Hondurasie, więc 31 maja wybraliśmy się tam z firmą Pelican Tours. Zapłaciliśmy po 195 dolarów, a w cenie były dwa nurkowania, obiad, przekąski, coś do picia i godzina na plaży, na którą można dostać się tylko od strony morza.
Pod wodą były żółwie, lwy morskie i dużo kolorowych ryb, ale rekina młota nie zobaczyliśmy i wróciliśmy lekko rozczarowani. Tego dnia było dość średnio w porównaniu z tym, jak to mogło wyglądać, a pochmurny poranek dodatkowo pogorszył widoczność. Każde nurkowanie jest inne – raz widać dużo więcej, raz dużo mniej – i chyba po prostu mieliśmy trochę pecha. Nurkowanie okazało się dla mnie jedynym zawodem na Galápagos: nie warto było wydać na nie 195 dolarów, za to 40–50 dolarów na snorkeling w innym miejscu – jak najbardziej (więcej przy Las Tintoreras).

Nurkowanie przy Kicker Rock trzeba rezerwować co najmniej dwa dni wcześniej – dzień przed trudno już o wolne miejsca. Często oferowana jest też wycieczka Tour 360, czyli rejs dookoła wyspy z krótkim snorkelingiem przy Kicker Rock – na nią nie było problemu z miejscami. Wszystkie firmy oferują w zasadzie to samo, różnią się tylko ceną.
Tortuga Bay – małe rekiny młoty przy brzegu
Z San Cristóbal wróciliśmy na Santa Cruz i 1 czerwca rano poszliśmy na plażę Tortuga Bay. Prowadzi do niej ścieżka wśród drzewiastych opuncji, a na szerokiej plaży z falami spacerują pelikany. Najciekawsze jest jednak odrobinę dalej, w części zatoki, w której można pływać. Żyją tam rekiny – żarłacze, które upodobały sobie zarośla przy brzegu, i małe rekiny młoty. Przy Kicker Rock rekina młota nie zobaczyliśmy, a tutaj, za darmo, wypatrzyliśmy młodego młota w płytkiej wodzie.

Na skałach nad zatoką stała jeszcze czapla modra. Po południu popłynęliśmy promem na Isabelę – bezpośredniego promu z San Cristóbal na Isabelę nie ma, zawsze trzeba płynąć przez Santa Cruz.

Isabela – szlak żółwi olbrzymich i flamingi
Za wstęp na Isabelę płaci się jednorazowo 10 dolarów. Żółwie olbrzymie można tu zobaczyć za darmo na szlaku prowadzącym do Muro de las Lágrimas (Ściany Płaczu) – Camino de Tortugas Gigantes. Nie ma jednak gwarancji: my w jedną stronę spotkaliśmy jednego żółwia, a mijane osoby, które wracały ze szlaku, widziały ich więcej. Po drodze na plaży i na skałach wygrzewały się iguany morskie, a po kamieniach biegały jaszczurki lawowe.

Na Isabeli jest też ośrodek hodowli żółwi olbrzymich Arnaldo Tupiza Chamaidan – tak jak na Santa Cruz wstęp kosztuje 10 dolarów z przewodnikiem, a żółwie są zamknięte w zagrodach. W jednej z nich dorastają dziesiątki małych żółwików.


Na Isabeli żyją także flamingi. Oglądaliśmy je w lagunie Poza de los Flamingos, gdzie brodziły w płytkiej wodzie i szukały pożywienia.
Concha de Perla – najlepszy darmowy snorkeling
Najlepszy darmowy snorkeling na Galápagos mieliśmy na Isabeli, w zatoczce Concha de Perla (Pearl Shell). Prowadzi do niej drewniany pomost, na którym wylegują się iguany morskie i kraby. W wodzie można pływać z większością tutejszych zwierząt: lwami morskimi, iguanami, żółwiami i kolorowymi rybami. Może trafić się też rozgwiazda czy płaszczka, ale nic nie jest pewne na 100%. Nas najbardziej zachwyciły lwy morskie, które bawiły się w wodzie tuż obok.


Las Tintoreras – pingwiny, głuptaki i rekiny
Z płatnych wycieczek na snorkeling nie można odpuścić Las Tintoreras – wysepki przy Isabeli. Popłynęliśmy tam 4 czerwca z firmą Blue Sky. Ceny wahały się od 45 do 60 dolarów; my zapłaciliśmy 45 dolarów i pianka była już w cenie, a w innych firmach trzeba było za nią dopłacić 5 dolarów (krótki rękaw) albo 10 dolarów (długi).
Najpierw z łodzi oglądaliśmy kilka skalistych wysepek z ptakami, m.in. z głuptakami niebieskonogimi, i pingwiny. Potem był spacer z przewodnikiem po jednej z wysepek, gdzie wśród skał lawowych wygrzewały się iguany, a w wąskim kanale pływał rekin.



Na koniec był snorkeling. Choć dość krótki, byliśmy bardzo zadowoleni, bo w jednym miejscu pływaliśmy z lwami morskimi, żółwiami, pingwinami i rekinami – rekinami rafowymi z białymi końcówkami płetw. Na płatnych wycieczkach widzieliśmy więcej ryb, żółwi i rekinów niż na własną rękę, do tego pływające pingwiny i ptaki, do których sami byśmy nie dotarli.


Rancho Primicias – żółwie olbrzymie na wolności
5 czerwca wcześnie rano wróciliśmy promem na Santa Cruz, żeby jeszcze raz zobaczyć żółwie olbrzymie – tym razem na wolności. Zdecydowanie najlepszym miejscem jest Rancho Primicias (Giant Tortoise Reserve) w wyżynach Santa Cruz, gdzie żółwie chodzą zupełnie swobodnie. Z Puerto Ayora można pojechać taksówką za 20 dolarów, ale dużo taniej jest wziąć autobus za 1 dolara (odjeżdża naprzeciwko Mercado Municipal) do miejscowości Santa Rosa, a stamtąd iść około godziny pieszo. W Santa Rosa żółwie są nawet na muralu.

Wiele żółwi można spotkać już po drodze – przechodzą przez drogi, a przy łąkach stoją znaki „Tortoises crossing”. Wstęp na ranczo kosztuje 8,5 dolara, a w cenie jest oprowadzanie z przewodnikiem i przejście tunelem lawowym. W tunelu, na jednej z lamp, siedziała sowa płomykówka.

Żółwie olbrzymie na wolności to zupełnie co innego niż w zagrodach ośrodków hodowli. Spacerują po łąkach i drogach, wyciągają szyje i nic sobie nie robią z ludzi, którzy przykucają obok nich do zdjęcia.



Informacje praktyczne – Galápagos na własną rękę
Poniżej wszystko, co warto wiedzieć, planując Galápagos na własną rękę. Ceny są z przełomu maja i czerwca 2024 roku (dolar kosztował wtedy ok. 4 zł) – część z nich, jak opłata za wstęp na wyspy, od tamtej pory wzrosła.
Loty na Galápagos
Z Ekwadoru kontynentalnego lata się z Quito na Baltrę (lotnisko dla Santa Cruz) albo z Guayaquil – lub z Quito z przesiadką – na San Cristóbal. Za lot z Quito w dwie strony zapłaciliśmy ok. 250 dolarów od osoby, co jak na ten kierunek jest mało, bo zwykle trzeba liczyć 300–500 dolarów. Polecieliśmy tylko z bagażem podręcznym, żeby bilety były tańsze – duże plecaki zostawiliśmy w Quito u Edwina, u którego nocowaliśmy przez Couchsurfing.
Jeśli ceny lotów nie różnią się bardzo, warto przylecieć na jedną wyspę, a wylecieć z innej – na przykład przylecieć na San Cristóbal i wrócić z Baltry (albo odwrotnie). Oszczędza się wtedy pieniądze i czas na jeden prom. Lotnisko na San Cristóbal jest w odległości spaceru od miasta. Z Isabeli są loty tylko na inne wyspy archipelagu i są bardzo drogie.
Z lotniska Baltra do Puerto Ayora
Trzeba wziąć autobus, prom przez kanał i drugi autobus – łącznie 11 dolarów od osoby (autobus 5 dolarów, prom 1 dolar) i około godziny drogi. Zamiast autobusu znad kanału można wziąć taksówkę za 25 dolarów, ale wcale nie oszczędza się na tym dużo czasu.
Opłaty za wjazd
- Karta tranzytowa – 20 USD, płatna przed wylotem z Ekwadoru kontynentalnego.
- Opłata za wstęp na Galápagos – w maju 2024 roku 100 USD od osoby, od sierpnia 2024 roku 200 USD. Uprawnia do pobytu na wyspach do dwóch miesięcy.
- Wstęp na Isabelę – jednorazowo 10 USD.
- Molo w Puerto Ayora – 1 USD przy każdym wypłynięciu i przypłynięciu.
W ten sposób władze chcą sprawić, żeby na wyspy nie trafiali przypadkowi turyści.
Promy między wyspami
Prom między wyspami kosztuje 30 USD w jedną stronę. Przy każdym rejsie płaci się też za taksówkę wodną, która dowozi z mola do promu, a na drugiej wyspie z promu na molo – po 1 USD, czyli 2 USD za rejs. Do tego dochodzi 1 USD za molo w Puerto Ayora, więc w praktyce każdy prom kosztuje 33 USD od osoby. Bezpośredniego promu między San Cristóbal i Isabelą nie ma – trzeba płynąć przez Santa Cruz, czyli zapłacić dwa razy. My płynęliśmy promem cztery razy: z Santa Cruz na San Cristóbal, z powrotem na Santa Cruz, na Isabelę i znów na Santa Cruz.
Noclegi
Żaden z naszych noclegów nie kosztował więcej niż 25 dolarów za pokój dla dwóch osób, a warunki były przyzwoite. Oczywiście można wydać dużo więcej – poznaliśmy na wyspach starsze małżeństwo, które płaciło 300 dolarów za noc w hotelu i 30–40 dolarów za obiad. Wszystko zależy od tego, kto jak chce wydawać pieniądze. Na wyspach jest przy tym bardzo spokojnie i bardzo bezpiecznie.

Jedzenie i ceny w sklepach
Najlepszym budżetowym rozwiązaniem – co nie znaczy, że niesmacznym czy skromnym – jest menú del día, dostępne na każdej z trzech wysp. Na obiad (almuerzo) to zwykle zupa lub inna przystawka, konkretne drugie danie i napój za 4–10 USD. My najtaniej jedliśmy za 5, a najdrożej za 8 dolarów:
- Santa Cruz – ciąg tanich lokali przy ulicy Charles Binford, niedaleko skrzyżowania z Avenida Baltra: obiad za 5 USD, podobnie tanie śniadania.
- San Cristóbal – najtaniej w Restaurante Maria (5 USD), w okolicy bez problemu za 6–7 USD.
- Isabela – najtaniej w Hornados Albita (6 USD), przy głównym placu ok. 10 USD.
W sklepach jest drożej niż na kontynencie, ale da się przeżyć – za dolara kupowaliśmy na przykład 5 jajek albo trzy platany. Rozsądne ceny mają piekarnie; polecamy Panadería Rico Pan na Santa Cruz. Obiad ugotowany samodzielnie (ziemniaki, jajka, platany) kosztował nas ok. 2 USD. Drogi jest za to alkohol: piwo 0,5 l w butelce kosztowało w sklepie ok. 3 USD, a w knajpie 6 USD. Dla porównania, w knajpach i sklepach i tak było taniej niż na „rajskich” wyspach Belize i Hondurasu.
Co za darmo, a za co trzeba zapłacić
Za darmo:
- snorkeling w Concha de Perla na Isabeli – lwy morskie, iguany, żółwie i kolorowe ryby,
- plaże z lwami morskimi na San Cristóbal – Playa Lobería, Playa Mann i Playa Punta Carola (można też z nimi pływać),
- Tortuga Bay na Santa Cruz – rekiny przy zaroślach i małe rekiny młoty,
- szlak Camino de Tortugas Gigantes do Muro de las Lágrimas na Isabeli – dzikie żółwie olbrzymie, ale bez gwarancji,
- flamingi w lagunie Poza de los Flamingos na Isabeli.
Płatne (ceny od osoby, czerwiec 2024):
- wycieczki – od ok. 40 USD za snorkeling do 250 USD za nurkowanie,
- nurkowanie przy Kicker Rock – 195 USD (Pelican Tours, dwa nurkowania z obiadem; rezerwacja co najmniej dwa dni wcześniej),
- snorkeling na Las Tintoreras – 45–60 USD (Blue Sky – 45 USD z pianką); wypożyczenie pianki 5 USD (krótki rękaw) lub 10 USD (długi),
- ośrodki hodowli żółwi Fausto Llerena (Santa Cruz) i Arnaldo Tupiza Chamaidan (Isabela) – 10 USD z obowiązkowym przewodnikiem,
- Rancho Primicias – 8,5 USD z przewodnikiem i tunelem lawowym; dojazd taksówką 20 USD albo autobusem do Santa Rosa za 1 USD i godzina pieszo.
Ile kosztuje Galápagos na własną rękę?
Nasze stałe koszty na osobę (maj–czerwiec 2024):
- lot Quito – Baltra – Quito: ok. 250 USD,
- karta tranzytowa i opłata za wstęp: 20 + 100 USD (od sierpnia 2024 roku 20 + 200 USD),
- dojazd z lotniska Baltra do Puerto Ayora i z powrotem: 2 × 11 USD,
- cztery promy z taksówkami wodnymi i molo: 4 × 33 USD,
- wstęp na Isabelę: 10 USD.
Razem około 530 USD na sam transport i opłaty (przy dzisiejszej opłacie za wstęp – około 630 USD). Do tego dochodzą noclegi (do 12,5 USD za osobę za noc), jedzenie (obiad za 5–8 USD albo za 2 USD z własnej kuchni) i wycieczki – my wydaliśmy 195 USD na nurkowanie i 45 USD na Las Tintoreras, a do tego kilka drobnych wstępów.
Podsumowanie – czy warto?
Czy warto było wydać na Galápagos tyle pieniędzy? Zdecydowanie tak. Prawie wszystko było na plus: zwierzęta na wyciągnięcie ręki – iguany, lwy morskie i żółwie – oraz snorkeling z żółwiami, rekinami i pingwinami. Jedynym zawodem było nurkowanie przy Kicker Rock. Nie zobaczyliśmy też wszystkiego – odpuściliśmy na przykład trekking na wulkan, który i tak codziennie tonął w chmurach. Wyspy da się zwiedzić bez drogiego rejsu: z tanimi noclegami, menú del día i darmowymi plażami największe wydatki to lot, opłaty, promy i wycieczki.
6 czerwca wróciliśmy do Quito i jeszcze tego samego dnia pojechaliśmy do Latacungi, skąd ruszyliśmy na trzydniowy trekking Quilotoa Loop.

















































