
Saksońska Szwajcaria to niemiecki park narodowy w górach przy granicy z Czechami, po obu brzegach Łaby. Wzniesienia sięgają tu 400–500 m n.p.m. (najwyższy szczyt ma 562 m), ale na niewielkim obszarze jest wyjątkowo dużo form skalnych: pojedyncze piaskowcowe turnie, na które prowadzą schodki i drabinki, jaskinie, bramy skalne, wodospady, wąskie przejścia oraz stare twierdze i ich ruiny. Krajobraz przypomina nasze Góry Stołowe. Spędziliśmy tu pięć dni – od 27 września do 1 października 2020 roku – i każdego dnia przechodziliśmy kolejne zaplanowane szlaki, łącznie ok. 65 km. Wcześniej, w drodze, zwiedziliśmy Drezno.
Interaktywny Spis Treści
- Pogoda – największym wrogiem była mgła
- Most Bastei i ruiny twierdzy Neurathen
- Lilienstein i Königstein
- Schrammsteine we mgle
- Winterstein, jaskinie i wodospad
- Informacje praktyczne – nocleg, transport, zakupy
Pogoda – największym wrogiem była mgła
Przed wyjazdem mieliśmy fatalną prognozę, choć kilka dni wcześniej było ponad 20 stopni i słońce. Na szczęście poprawiła się na tyle, że tylko jednego dnia przez ok. 3 godziny lekko padało, a innego pokropiło. Temperatura była całkiem w porządku: najzimniejszego dnia 13°C, najcieplejszego 18°C. Naszym największym wrogiem okazała się mgła – przez nią nie zobaczyliśmy m.in. całego kompleksu skalnego Schrammsteine. Rozwiązaniem byłoby wychodzenie na szlak później, a w konsekwencji jego skrócenie i powrót ok. zachodu słońca.


Most Bastei i ruiny twierdzy Neurathen
Najbardziej znanym miejscem Saksońskiej Szwajcarii nie jest konkretna skała, tylko most Bastei (Basteibrücke) łączący piaskowcowe turnie wysoko nad Łabą. Pierwszy, drewniany most powstał tu w 1824 roku; obecny, kamienny, ma prawie 77 m długości. Na szlak do niego ruszyliśmy z drugiego brzegu Łaby – przeprawiliśmy się promem do Niederrathen (części uzdrowiska Kurort Rathen), a po drodze w górę mijaliśmy punkty widokowe na rzekę i oba brzegi Rathen.


Tuż obok mostu leżą ruiny średniowiecznej skalnej twierdzy Neurathen, które można odpłatnie zwiedzić – kładkami i schodami wśród skał. Niespodzianką były opisy miejsc po polsku. Z twierdzy jest jeden z najlepszych widoków na sam most.

Lilienstein i Königstein
Lilienstein (415 m) to samotna stołowa góra po prawej stronie Łaby, widoczna z daleka – także z naszej bazy w Bad Schandau. Na szczyt prowadzą strome schody, a z góry oglądaliśmy dolinę Łaby zatopioną we mgle.

Po zejściu z Lilienstein mieliśmy przed sobą widok na twierdzę Königstein – jedną z największych górskich fortyfikacji w Europie, wznoszącą się na płaskowyżu po drugiej stronie rzeki – i na miasteczko Königstein nad Łabą.


Schrammsteine we mgle
Schrammsteine to rozległa grupa skalnych turni na wschód od Bad Schandau, z widokami na dolinę Łaby i pobliskie stołowe góry. My mieliśmy pecha: tego dnia mgła utrzymywała się aż do naszego zejścia z gór, więc z punktów widokowych widzieliśmy głównie biel. Tym bardziej warto obserwować prognozę i ewentualnie wyjść na szlak później.

Winterstein, jaskinie i wodospad
W tylnej części Saksońskiej Szwajcarii weszliśmy na Winterstein (389 m) – prowadzą na niego strome schody i liczne drabiny, a na szczycie zachowały się pozostałości średniowiecznego zamku.


W okolicy jest też kilka jaskiń. Jaskinia złodzieja (Diebskeller) jest całkiem głęboka, a w środku stoi kamienny stolik. Z jaskini krawca (Schneiderloch) rozciąga się widok na skalne turnie.


W dolinie potoku Kirnitzsch zajrzeliśmy jeszcze do wodospadu Lichtenhainer Wasserfall, spływającego po omszałych głazach.

Informacje praktyczne – nocleg, transport, zakupy
- Baza – nocowaliśmy w Bad Schandau, uzdrowisku nad Łabą, między dwiema częściami parku. Znaleźliśmy miejsce w dobrej lokalizacji, dużo tańsze od konkurencji. Minusem był brak chodnika do obiektu (kawałek drogi szło się ulicą) i brak normalnego ogrzewania – próbowaliśmy ogrzać się, paląc w kominku.
- Transport – komunikacja publiczna (pociągi, autobusy, promy przez Łabę) jest tu bardzo dobrze zorganizowana. Z Drezna do Kurort Rathen i Bad Schandau dojeżdża pociąg podmiejski (S-Bahn).
- Zakupy – co w Niemczech rzadkie, w Lidlu można było zrobić zakupy w niedzielę – pewnie ze względu na turystów.
- Kiedy – pod koniec września mieliśmy 13–18°C, ale rano często mgłę. Jeśli prognoza ją zapowiada, lepiej wyjść później i zostać do zachodu słońca.
- Szlaki – większość szczytów to pojedyncze skały, na które prowadzą schodki, kładki i drabinki – przyda się dobra kondycja i brak lęku wysokości. My przez pięć dni przeszliśmy ok. 65 km.

Wypad uważamy za bardzo udany – zaliczyliśmy zdecydowaną większość punktów, które chcieliśmy zobaczyć, a mimo zapowiedzi pogoda okazała się dla nas dość łaskawa. Po czeskiej stronie granicy park ma kontynuację – Czeską Szwajcarię.




