
Na początku października 2024 roku (1–11.10) byłem kolejny raz w Hiszpanii, na Costa Blanca. Podobnie jak rok wcześniej, gdy pojechaliśmy w okolice Madrytu – do El Escorial, Segowii i Toledo, razem z siostrą Kasią i ciocią Teresą zaplanowaliśmy kilkudniową wycieczkę prywatnym autem. Termin trzeba było dogadać tak, żeby pasował wszystkim, a do tego żebym zdążył wrócić do Polski przed Zaniemyskim Dniem Podróżnika, na którym miałem prelekcję.
Wybór padł na wschodnią część Andaluzji. Głównym punktem miała być Grenada, a po drodze Lorca. W drodze powrotnej zajechaliśmy do wioski czarownic Soportújar w górach Sierra Nevada, przenocowaliśmy w Almerii, przeszliśmy pętlę po pustyni Tabernas, a na koniec zatrzymaliśmy się w arabskiej herbaciarni Carmen del Campillo niedaleko Elche. Łącznie wyszło nam ok. 900 km autem w 4 dni (6–9 października).
Andaluzję zwiedzałem już wcześniej, zimą 2020 roku – plan tamtej trasy w pigułce obejmował m.in. Malagę, Sewillę, Kadyks i Rondę. Zabrakło wtedy czasu na Grenadę, Sierra Nevada i okolice Almerii. Tym razem częściowo nadrobiłem zaległości – częściowo, bo do Grenady i tak będę musiał prędzej czy później wrócić (dlaczego – w części o Alhambrze).
Interaktywny Spis Treści
- Lorca – przystanek w drodze do Grenady
- Grenada – centrum miasta
- Albaicín – arabska dzielnica Grenady
- Alhambra – bilety trzeba kupić dużo wcześniej
- Soportújar – wioska czarownic w Sierra Nevada
- Almería
- Pustynia Tabernas – pętla wśród księżycowego krajobrazu
- Herbaciarnia Carmen del Campillo
- Torrevieja – spokojne dni nad morzem
- Informacje praktyczne
Lorca – przystanek w drodze do Grenady
Pierwszy przystanek w drodze do Grenady zrobiliśmy w Lorce. Formalnie to jeszcze nie Andaluzja, tylko region Murcji, ale leży na naszej trasie. Rano przeszliśmy się po centrum. Jego sercem jest Plaza de España, przy której stoją ratusz z arkadami i kolegiata San Patricio.


Nad miastem, na skalistym wzgórzu, góruje zamek – Castillo de Lorca. Widać go z wielu uliczek centrum, nad dachami kamienic z balkonami pełnymi kwiatów.
Zajrzeliśmy też na dziedziniec z kamiennymi arkadami w jednym z historycznych budynków w centrum.

Grenada – centrum miasta
Po południu dotarliśmy do Grenady. To tutaj było centrum ostatniego państwa muzułmańskiego na Półwyspie Iberyjskim – Emiratu Grenady – i wpływ kultury arabskiej widać na każdym kroku. Atrakcji jest sporo, więc nawet bez Alhambry mieliśmy co robić. Wystarczyło przejść się po centrum.
W samym środku miasta stoi katedra, której monumentalna fasada zamyka wąską uliczkę, przystrojoną akurat biało-niebieskimi girlandami. Tuż obok jest gotycka Kaplica Królewska (Capilla Real), a przed nią plac wyłożony mozaiką z kamyków.


W uliczkach wokół katedry ciągną się kramy z pamiątkami w arabskim stylu – dywanami, torbami, lampami i ubraniami.

W przerwie w zwiedzaniu znalazł się czas na hiszpańskie przekąski, a wieczorem zajrzeliśmy jeszcze do jednego z kościołów w centrum.

Albaicín – arabska dzielnica Grenady
Drugiego dnia ruszyliśmy do dzielnicy Albaicín, położonej na wzgórzu naprzeciwko Alhambry. Część drogi pokonaliśmy turystyczną kolejką Granada City Tour, działającą w systemie hop on – hop off.

Albaicín to labirynt wąskich, krętych uliczek między białymi domami, nad którymi wyrastają dzwonnice kościołów. Tu także widać duży wpływ kultury arabskiej.
Z punktów widokowych na wzgórzu rozciąga się panorama na dachy Grenady, a po drugiej stronie doliny widać Alhambrę.

U stóp wzgórza, na którym stoi Alhambra, mijaliśmy kolejne kościoły – zza drzew wystawały już wieże twierdzy.

Wieczór zakończyliśmy w herbaciarni urządzonej w arabskim stylu, z kolorowymi tkaninami na ścianach i ażurowymi lampami – był to przedsmak tego, co czekało nas ostatniego dnia pod Elche.

Alhambra – bilety trzeba kupić dużo wcześniej
Alhambra – zespół pałaców i twierdzy na wzgórzu nad Grenadą – to zdecydowanie największa atrakcja miasta i jeden z najbardziej znanych zabytków Hiszpanii. Niestety, nie zwiedziliśmy jej. Bilety próbowaliśmy kupić na dwa tygodnie przed przyjazdem i było już za późno: wszystkie terminy były wyprzedane aż do pierwszych dni listopada. Dlatego Alhambrę oglądaliśmy tylko z zewnątrz, z Albaicín – i dlatego do Grenady prędzej czy później będę musiał wrócić.

Jeśli planujecie wyjazd do Grenady, bilety do Alhambry kupcie z dużym wyprzedzeniem. Kilka zasad z oficjalnej strony sprzedaży tickets.alhambra-patronato.es (stan na październik 2026 roku):
- ze względu na ograniczoną liczbę miejsc zaleca się zakup biletów z wyprzedzeniem, najlepiej na oficjalnej stronie – inne sposoby zakupu nie gwarantują, że bilety będą dostępne;
- bilety są imienne – przy zakupie podaje się numer dowodu osobistego albo paszportu, a przy wejściu trzeba okazać oryginał dokumentu;
- do Pałaców Nasrydów wchodzi się o godzinie wyznaczonej na bilecie – kto się spóźni, traci prawo do zwiedzania tej części; pozostałe części (Alcazabę, Partal i Generalife) zwiedza się bez wyznaczonej godziny;
- po zakupie nie można zmienić daty ani godziny wizyty, a biletów się nie zwraca.
Soportújar – wioska czarownic w Sierra Nevada
Trzeciego dnia wyruszyliśmy z Grenady w góry Sierra Nevada, w region Alpujarras, gdzie na zboczach leżą białe miasteczka.

Zajechaliśmy do miejscowości Soportújar. Ktoś wpadł kiedyś na pomysł, aby zrobić z niej atrakcję turystyczną w klimacie czarownic. Przechadzając się po uliczkach, można natrafić na chatkę Baby Jagi, chatkę z piernika, dużego pająka, węża, a nawet smoka, kociołki i miotłę do latania.

Ja przysiadłem na ogromnym ślimaku, którego pilnuje czarny kot.

Almería
Kolejny nocleg mieliśmy w Almerii. To również całkiem spore miasto, z twierdzą na wzgórzu – Alcazabą. Do środka nie weszliśmy: twierdza była w przebudowie, a poza tym dotarliśmy już po godzinach zwiedzania. Turystów było zdecydowanie mniej niż w Grenadzie, miasto wydawało się wręcz wymarłe, a wszystkie główne atrakcje dało się szybko obejść.
W centrum stoi katedra, która z zewnątrz bardziej przypomina warownię niż kościół – z masywnymi murami i wieżami.


Pustynia Tabernas – pętla wśród księżycowego krajobrazu
Rano ostatniego dnia objazdu pojechaliśmy na pustynię Tabernas, niedaleko Almerii. To tutaj kręcono wiele westernów, a w okolicy działa kilka parków rozrywki w stylu Dzikiego Zachodu. Na nie tym razem nie starczyło czasu – w przyszłości wypadałoby któryś odwiedzić.

Zamiast tego zrobiliśmy 6-kilometrową pętlę pieszą wśród suchych wzgórz i wąwozów. Krajobraz jest piękny, wręcz księżycowy: nagie zbocza, wyschnięte koryta i tylko gdzieniegdzie kępy krzewów.

Na stromsze zbocza prowadzą drewniane schody i kładki z barierkami.

Miejscami widać pofałdowane warstwy skał, a u stóp jednego ze wzgórz stoją indiańskie tipi – jak na planie westernu.
Herbaciarnia Carmen del Campillo
Ostatnią atrakcją była herbaciarnia Carmen del Campillo w Crevillent, niedaleko Elche. Ponad 40 lat przed naszą wizytą jej właściciele kupili duży teren i powoli zaczęli go ozdabiać, tworząc wiele pomieszczeń w stylu arabskim.


Każde pomieszczenie wygląda inaczej: są salony z niskimi kanapami, poduchami i dywanami, łuki zdobione stiukami, kolorowe kafle i lampy.
Herbatę podaje się w metalowych dzbankach, z małymi szklankami. Zdecydowanie warto tu zajrzeć.

Do Torrevieja wracaliśmy już o zachodzie słońca.

Torrevieja – spokojne dni nad morzem
Pozostały czas, przed objazdem i po nim, spędziliśmy na spokojnie w Torrevieja. Jednego wieczoru na ulicy grał zespół mariachi.
Więcej o samym mieście – różowej lagunie, promenadzie i klifach – jest w części o Torrevieja we wpisie o Costa Blanca zimą, a o Elche i jego gaju palmowym – w części o Elche tego samego wpisu. Kolejny pobyt na Costa Blanca, na przełomie 2025 i 2026 roku, opisuję we wpisie o zamku w Almansie, Noveldzie i Caldera del Gigante.
Po powrocie do Polski musiałem tego samego dnia pojechać z lotniska w Gdańsku do Olsztyna, a następnie jeszcze do Poznania, żeby zdążyć do Zaniemyśla. Było na styk, ale się udało.
Informacje praktyczne
- Termin: 1–11 października 2024 roku na Costa Blanca, w tym 4 dni objazdu prywatnym autem (6–9 października).
- Noclegi: dwie noce w Grenadzie i jedna w Almerii.
- Trasa: Torrevieja – Lorca – Grenada – Soportújar – Almería – pustynia Tabernas – Carmen del Campillo – Torrevieja, łącznie ok. 900 km.
- Alhambra: bilety trzeba kupić z dużym wyprzedzeniem – my na dwa tygodnie przed przyjazdem nie znaleźliśmy już wolnych terminów aż do początku listopada. Zasady zakupu są w części o Alhambrze.
- Almería: w październiku 2024 roku Alcazaba była w przebudowie – warto sprawdzić godziny zwiedzania przed przyjazdem.
- Pustynia Tabernas: przeszliśmy pętlę pieszą o długości ok. 6 km. Parki westernowe to osobna atrakcja, na którą nie starczyło nam czasu.
- Inne wpisy z Andaluzji (zima 2020): Caminito del Rey, Torcal de Antequera oraz miasta zebrane w planie zwiedzania Andaluzji w pigułce.





















