Interaktywny Spis Treści
Droga w góry przez Bursztyn
Jest to kontynuacja wpisu na temat Lwowa – kliknij tutaj, aby przejść do niego.
9 lipca 2017 wyruszyliśmy z Lwowa w stronę gór – Gorganów. Połowa z nas chciała zatrzymać się po drodze nad jeziorem, więc tak też się stało. Przez przypadek wylądowaliśmy w miejscowości Bursztyn. Nad jeziorem widać było z oddali elektrownię węglową – klimat był. Trochę popływaliśmy i poznaliśmy kilku Ukraińców – Eugene’a, Andrzeja i Tarasa. Już na plaży okazało się, że mamy podobny gust muzyczny: pochwalili zespół Hunter, który akurat leciał z mojego telefonu. Zaproponowali nam wieczorem wspólną imprezę. Nasze zdania były podzielone, ale ostatecznie zostaliśmy. Opóźniło nas to o jeden dzień (dla zainteresowanych kliknij poniżej, aby zobaczyć film z Bursztyna).
Większość wieczoru spędziliśmy w lokalnym barze, w którym pracowała jedna z poznanych osób – w ciągu kilku godzin poznaliśmy kolejne. Mieliśmy właściwie prywatną salę, więc mogliśmy puszczać muzykę głośniej, a przy zamkniętych drzwiach urządziliśmy sobie nawet pogo. Leciały m.in. System of a Down, Linkin Park, A Day to Remember, Bullet for My Valentine, Green Day i Sabaton – było śmiesznie. Za pizze i napoje w ilościach bardzo zadowalających zapłaciliśmy po ok. 20 zł na osobę. Później przenieśliśmy się na pobliski plac w centrum, gdzie grano i śpiewano ukraińskie piosenki. Dorzuciliśmy też coś od siebie, więc zabrzmiał tam m.in. „Teksański” zespołu Hey. Noc spędziliśmy u Eugene’a – rano, jeszcze u niego, czytaliśmy z Michałem Biblię po angielsku.
Gorgany
Jabłonica
Następnego dnia jeszcze raz poszliśmy nad jezioro, a potem dalej łapaliśmy stopa w kierunku gór (oglądaj film powyżej od 0:36), a konkretnie do Jabłonicy, gdzie mieliśmy już zarezerwowany nocleg. Do Iwano-Frankiwska pojechaliśmy wszyscy czworo jednym autem – po drodze minęliśmy elektrownię węglową i wielką rozdzielnię prądu. W mieście poszliśmy pieszo na dworzec, skąd autobus dowiózł nas na wylotówkę, i dalej łapaliśmy stopa w kierunku miejscowości Jaremcze. Pierwsze auto, które się zatrzymało, miało tylko dwa wolne miejsca – pojechali nim Patrycja z Wiktorem, a my z Michałem po długim czekaniu wsiedliśmy do marszrutki. W Jaremczach zjedliśmy obiad i w kilka chwil złapaliśmy stopa do Jabłonicy – kierowca podwiózł nas pod sam nocleg. Patrycja z Wiktorem, którzy dotarli tam przed nami, przeprosili już za dzień spóźnienia (nie mieliśmy z tej racji żadnego problemu). Nocleg za dobę kosztował około 15 zł (rok 2017). Warunki były satysfakcjonujące, ale niestety WiFi nie dochodziło do naszego pokoju, a woda była bardzo zażelaziona. Obok naszego hostelu znajdował się bar, w którym właścicielka do przygotowywania posiłków wykorzystywała swojskie jedzenie -swojskie mleko, ser, a herbatę przygotowywała nam z ziół, które sama zebrała. Ponieważ byliśmy tam jedynymi z nielicznych klientów, odpowiednio wcześniej podawaliśmy informacje o wybranym posiłku oraz godzinie jego przyrządzenia.
Nazwa: Mala Odesa Hotel
Adres: ulitsa Geroev Maidana, Uchastok Selo, dom 2, 3, Jabłonica, 78592, Ukraina
Cena: 880 UAH za 4 osoby na 2 dni (około 15 zł za osobę na dzień) – 2017 rok
UWAGA! OD 2017 ROKU CENY POSZŁY ZNACZNIE W GÓRĘ I TERAZ JEST CO NAJMNIEJ OKOŁO TRZY RAZY DROŻEJ
Aby zobaczyć warunki zakwaterowania, obejrzyj film powyżej od 3:03.
Niestety nie udało nam się zdobyć mapy. Otrzymaliśmy za to numer do kogoś kto miał mówić po polsku i znać się na tamtejszych górach. Okazało się, że z polskim u niego było słabo, nie było tam żadnych służb medycznych, a mapę można było uzyskać dopiero w Jaremczach. Jabłonica to jedna z ostatnich miejscowości z dostępem do prądu i wody. Dalej cywilizacja się kończy.
Aby nie tracić reszty dnia, postanowiliśmy udać się wieczorem w góry (oglądaj od 1:21). Myślałem, że przestało już padać – nic bardziej mylnego. Bez kurtki przeciwdeszczowej porządnie zmokłem. Tam też mieliśmy okazję pierwszy raz w życiu ujrzeć początek i koniec tęczy. Niestety nie dogoniliśmy jej i ani na jej początku, ani na jej końcu nie było garnka ze złotem. Zauważyliśmy też prawdopodobnie przedwojenne słupki graniczne z granicy polsko-czechosłowackiej lub polsko-węgierskiej maksymalnie z roku 1939 (choć odmalowane), a także kilka nagrobków.
Chomiak
Tam też mieliśmy okazję przejść się szlakiem prowadzącym na jeden z najwyższych szczytów w okolicy – Chomiak (1542 m n.p.m) – oglądaj od 3:17. Na początek szlaku podjechaliśmy stopem, który złapaliśmy po kilkunastu minutach. Wejście dla studentów kosztowało nas niecałe 2 zł za osobę. Droga prowadziła przez różnego rodzaju lasy, rumowiska skalne i długie, wąskie tunele w kosodrzewinie. Dopiero co powstające szlaki zasponsorowane zostały przez Unię Europejską – minęliśmy po drodze dwa czy trzy takie. Na szczycie stoi posąg Maryi, a widok rozciąga się na inne szczyty w okolicy.
Po zejściu ze szlaku Patrycja z Wiktorem poszli jeszcze do wodospadu Zhenetsʹkyy Huk (oglądaj od 6:24), a my z Michałem, zmęczeni drogą, odpoczęliśmy w lokalnym barze. Ostatnią atrakcją dnia był drewniany, ruchomy most wiszący nad rzeką Prut. Cały szlak to około 13-14 km (zobacz mapę niżej).
Droga do Kijowa
Ostatni dzień przed wylotem to podróż marszrutkami do Czerniowców. Mieliśmy dwie przesiadki. Początkowo jechaliśmy na stojąco – pokonaliśmy zaledwie 160 km w aż 4 godziny. W Czerniowcach czekał zarezerwowany dla nas przejazd BlaBlaCarem do Kijowa (łączna trasa około 700 km). W Jaremczach pożegnaliśmy się z Michałem, który postanowił zrezygnować z samolotu powrotnego do Polski (następnego dnia) i zostać trochę dłużej w Gorganach.
Nazwa: Elegant Apartment on Saksagans’kogo street
Adres: Саксаганского 91, Shevchenkivskyj, Kiev, 01030, Ukraina
Cena: 575 UAH za 3 osoby na 1 nocleg (około 26 zł za osobę na dzień) – 2017 rok
Pomimo upływu czasu (stan na marzec 2021) cena jest taka sama jak w 2017.
Warunki zakwaterowania: prywatna łazienka • balkon • widok na punkt orientacyjny • widok na miasto • kuchnia • pralka • drewniana podłoga lub parkiet • ręczniki • pościel • telewizor • kapcie • lodówka • sprzęt do prasowania • żelazko • kuchenka mikrofalowa • ogrzewanie • przybory kuchenne • czajnik elektryczny • szafa lub garderoba • piekarnik • płyta kuchenna • część jadalna • stół • dojazd windą na wyższe piętra • prywatne mieszkanie w budynku • wieszak na ubrania • łóżko polowe • papier toaletowy
Aby zobaczyć warunki zakwaterowania, obejrzyj film powyżej od 7:09.
Kijów
Do Kijowa trafiliśmy wieczorem (oglądaj od 7:09). Nie mieliśmy niestety już wiele czasu na zwiedzanie, więc zwiedzanie Kijowa – jeden z celów wyprawy – zaliczyliśmy tylko połowicznie. Udaliśmy się na Plac Niepodległości (Majdan), gdzie widać było ślady po kulach i zdjęcia poległych po zamieszkach w styczniu i lutym 2014. Posiedzieliśmy na wyspie za Mostem dla pieszych przez Dniepr, a wracając zahaczyliśmy o rockowy pub. Początkowo planowaliśmy przyjechać tam jakieś dwa dni wcześniej i dodatkowo zwiedzić Czarnobyl, ale nasze plany szybko zostały zweryfikowane. Do strefy wokół elektrowni wolno wjechać tylko z pozwoleniem i przewodnikiem – zorganizowana wycieczka busem kosztowała wtedy ok. 200 dolarów.
Następnego dnia, 13 lipca, wróciliśmy samolotem do Warszawy (oglądaj od 7:52). Wiktor siedział z tyłu samolotu, więc z płyty lotniska zabrał go inny autobus, a że nie zdążył wymienić karty SIM na polską, zgubiliśmy się – zostałem tylko z Patrycją. SKM-ką dojechaliśmy na Dworzec Zachodni, posiedzieliśmy jeszcze w pobliskim barze i na tym wyprawa oficjalnie się skończyła – każdy udał się w swoim kierunku. Całą trasę, koszty i wnioski z tej podróży zebrałem we wpisie Ukraina 2017 w pigułce.

















