
W lipcu 2017 roku we czwórkę – z Michałem, Wiktorem i Patrycją (dołączyła do nas we Lwowie) – wybraliśmy się na prawie dwa tygodnie na Ukrainę. Wyprawę nazwaliśmy „Kierunek Ukraina”: powstała z niej seria filmów na YouTube, a w 2018 roku – prelekcja na festiwalu podróżniczym. Szczegółowe relacje z poszczególnych etapów są w osobnych wpisach – tutaj zebrałem wszystko w pigułce: trasę dzień po dniu, koszty, to, jak sprawdził się autostop, praktyczne porady i wnioski, które wynieśliśmy z tej podróży.
0:47Interaktywny Spis Treści
- Plan i cele wyprawy
- Trasa dzień po dniu
- Granica i pierwsze wrażenia
- Lwów i skok ze spadochronem
- Autostop na Ukrainie
- Gorgany – tu kończy się cywilizacja
- Kijów – jeden wieczór na Majdanie
- Koszty (ceny z 2017 roku)
- Porady praktyczne
- Czego nauczyła nas ta wyprawa
- Filmy z wyprawy
Plan i cele wyprawy
Nigdy wcześniej nie byłem na wschodzie i spodziewałem się trochę innego świata. Plany zmieniały się tyle razy, że w końcu przyjęliśmy zasadę: po co planować wszystko. Mieliśmy za to listę celów: polskie Bieszczady, ukraińskie góry, skok ze spadochronem, podróżowanie autostopem, zwiedzanie Lwowa i Kijowa, poznanie życia na Ukrainie i sprawdzenie, ile prawdy jest w stereotypach o stosunku Ukraińców do Polaków. Na liście był też Czarnobyl, ale z niego zrezygnowaliśmy – do strefy wolno wjechać tylko z przewodnikiem, w ramach zorganizowanej wycieczki (wtedy ok. 200 dolarów), a to nie pasowało ani do naszego budżetu, ani do trasy.
Na całe dwa tygodnie każdy miał tylko mały plecak – do domu wracaliśmy samolotem z Kijowa.
Trasa dzień po dniu

- 1–3 lipca – Polska: pociągiem z Olsztyna do Rzeszowa, potem Polańczyk nad Jeziorem Solińskim i Bieszczady – Połonina Caryńska z Kruhlym Wierchem (1297 m) i Tarnica (1346 m). Więcej: Bieszczady – Połonina Caryńska i Tarnica.
- 4 lipca – granica: przejście w Krościenku i autostopem przez Sambor do Lwowa.
- 5–8 lipca – Lwów: centrum i opera, Cmentarz Orląt Lwowskich, skansen w Szewczenkowskim Gaju, Wysoki Zamek, Dom Legend i kilka ciekawych lokali. Więcej: Autostop + zwiedzanie Lwowa.
- 7 lipca – skok ze spadochronem na aerodromie w Cuniowie pod Lwowem. Więcej: Skok ze spadochronem pod Lwowem.
- 9 lipca – Bursztyn: miał być tylko postój nad jeziorem w drodze w góry, a skończył się wieczorem z poznanymi Ukraińcami i noclegiem u jednego z nich.
- 10–11 lipca – Gorgany: autostopem przez Iwano-Frankiwsk i Jaremcze do Jabłonicy, wejście na Chomiak (1542 m).
- 12 lipca – Kijów: marszrutkami do Czerniowców, BlaBlaCarem do Kijowa i wieczór na Majdanie. Więcej o Gorganach i Kijowie: Gorgany + wieczór w Kijowie.
- 13 lipca: samolotem z Kijowa do Warszawy.
Lądem przejechaliśmy w przybliżeniu 1800 km – od Olsztyna aż po Kijów. Dwa dni przed wyjazdem wróciłem jeszcze z rowerowej wycieczki do Piramidy w Rapie, więc lipiec zaczął się bardzo intensywnie.
Ostatni dzień w Polsce spędziliśmy na Tarnicy – z najwyższego szczytu polskich Bieszczad widać już góry po ukraińskiej stronie, dokąd następnego dnia ruszaliśmy.

Granica i pierwsze wrażenia
Pod przejście graniczne w Krościenku zostaliśmy podwiezieni, a dalej mieliśmy jechać już autostopem. Straż graniczna uprzedziła nas, że w tym miejscu właściwie nie mamy szans na stopa i że nie jest to najbezpieczniejsze rozwiązanie – radzili uważać na pieniądze i nie obnosić się z drogim sprzętem. Kilkanaście minut później zatrzymało się jednak dwóch Ukraińców, którzy wieźli z Polski lodówkę i mikrofalówkę – mimo niekorzystnego kursu hrywny taki sprzęt wciąż bardziej opłaca się im kupować w Polsce. Uwaga na samą okolicę przejścia: rośnie tam ogromnie dużo barszczu Sosnowskiego, którego nie wolno dotykać.

Pierwsze wrażenia po ukraińskiej stronie to fatalne drogi, piękne krajobrazy i cerkwie, a także polskie napisy, które wciąż można dostrzec na starych budynkach.
Na zachodzie kraju co krok widać pomniki i flagi nawiązujące do UPA, co na początku budziło w nas mieszane uczucia. Rozmowy z Ukraińcami pokazały jednak, że nie łączą tego z wrogością wobec Polaków – raczej widzą w nas „starszych braci” i nieraz słyszeliśmy, że fajnie byłoby, gdyby na Ukrainie było jak w Polsce. Najczęściej spotykaliśmy się z ogromną ciekawością i serdecznością; zwłaszcza na prowincji mieliśmy wrażenie, że to my jesteśmy dla miejscowych większą atrakcją niż oni dla nas.
Lwów i skok ze spadochronem
Lwów zachwyca ogromną starówką i pięknymi kamienicami, choć wiele z nich sprawia wrażenie, jakby nikt o nie nie dbał. Na ulicach zdaje się obowiązywać prawo silniejszego, a autobusy bywają wypchane do granic możliwości – do tego stopnia, że pieniądze za bilet podaje się z rąk do rąk aż do kierowcy. I nigdy nie zginęły.


Najlepszy widok na miasto jest z Wysokiego Zamku – wzgórza, na którym przez kilka wieków stał zamek królewski, a dziś wznosi się usypany w XIX wieku Kopiec Unii Lubelskiej (413 m n.p.m.).


Najmocniejszym punktem całej wyprawy był dla mnie skok ze spadochronem. W Polsce skok z instruktorem kosztował wtedy ok. 800 zł, a pod Lwowem cały dzień – z dojazdem, szkoleniem i certyfikatem – kosztował nas ok. 130 zł. Skakaliśmy samodzielnie, z ok. 800 m, w systemie wojskowym: spadochron otwiera się automatycznie po 2–3 sekundach. Szkolenie odbywało się po ukraińsku, ale ukraiński jest na tyle podobny do polskiego, że najważniejsze rzeczy zrozumieliśmy, a lądowanie i tak ćwiczyliśmy do skutku.

Autostop na Ukrainie
Autostop był jednym z celów wyprawy i sprawdził się lepiej, niż się spodziewaliśmy – choć Ukraińcy w większości nie znają tej idei. Ludzie regularnie podchodzili do nas, żeby pokazać drogę na najbliższy przystanek autobusowy albo dworzec, a kierowcy marszrutek patrzyli na nas jak na zjawisko. Kilka razy ktoś zaproponował płatną podwózkę, a gdy odmawialiśmy, patrzył na nas jak na dziwaków i jechał dalej. Za to wielu kierowców brało nas wszystkich naraz – nie sądzę, żeby w Polsce ktoś tak łatwo zabrał cztery osoby z plecakami. Czasem trzeba się było jednak podzielić na dwie grupy.

Z Sambora do Lwowa czekaliśmy ok. pół godziny, a kierowca dowiózł nas pod sam apartament. Z Bursztyna do Iwano-Frankiwska pojechaliśmy w cztery osoby jednym autem, potem autobusem na wylotówkę i znów stopem w stronę Jaremcza. Gdy przez dłuższy czas nikt się nie zatrzymywał, przesiadaliśmy się do marszrutki – to tani i wszechobecny transport, choć nie najwygodniejszy.


Gorgany – tu kończy się cywilizacja
Jabłonica to jedna z ostatnich miejscowości w Gorganach z prądem i bieżącą wodą – dalej cywilizacja się kończy. Nocleg kosztował ok. 15 zł za dobę, a w barze obok gospodyni gotowała ze swojskich produktów i parzyła herbatę z samodzielnie zebranych ziół. W okolicy natrafiliśmy na przedwojenne słupki graniczne – pamiątkę po czasach, gdy przebiegała tu granica Polski.


Na Chomiak (1542 m) prowadziły świeżo wytyczone szlaki – przez lasy, rumowiska skalne i długie tunele w kosodrzewinie. Wstęp na szlak kosztował dla studentów niecałe 2 zł. Warto pamiętać, że w okolicy nie było żadnych służb medycznych, a mapę można było kupić najwyżej w Jaremczu – na miejscu już nie.

Kijów – jeden wieczór na Majdanie
Z Jabłonicy marszrutkami dojechaliśmy do Czerniowców (ok. 160 km w 4 godziny), a stamtąd BlaBlaCarem do Kijowa – kolejne ok. 700 km. Dotarliśmy wieczorem, więc zdążyliśmy zobaczyć głównie Plac Niepodległości (Majdan), gdzie wciąż widać było ślady po kulach i zdjęcia poległych podczas protestów zimą 2014 roku, a potem posiedzieć na wyspie na Dnieprze. To za mało na osobny wpis.



Koszty (ceny z 2017 roku)
Dla nas – przy ówczesnym kursie hrywny – Ukraina była bardzo tania. Kilka przykładowych cen w przeliczeniu na złotówki:
- Jedzenie we Lwowie: pizza – kilkanaście złotych, litrowe piwo – ok. 5 zł; w naszym ulubionym barze za kilkanaście złotych była pizza, piwo i duży kawałek ciasta.
- Wieczór w Bursztynie: pizza i napoje w ilościach więcej niż zadowalających – ok. 20 zł na osobę.
- Uber we Lwowie: ok. 5 zł za kurs ponad 2 km dla czterech osób; taksówki też były bardzo tanie.
- Skok ze spadochronem: ok. 130 zł razem z dojazdem na aerodrom i certyfikatem.
- Nocleg w Jabłonicy: ok. 15 zł za dobę; we Lwowie wynajęliśmy niedrogi apartament.
- Wejście na szlak w Gorganach: niecałe 2 zł (bilet studencki).
Porady praktyczne
- Granica: na przejściu trzeba liczyć się z długim czekaniem – Patrycja, która dołączyła do nas dwa dni później, stała na granicy pięć godzin.
- Pieniądze i bezpieczeństwo: nie obnosiliśmy się z drogimi rzeczami, ale ani razu nie byliśmy świadkami niebezpiecznej sytuacji – również w okolicy, przed którą ostrzegał nas kierowca.
- Transport: w miastach najtańsze i najwygodniejsze są Uber i taksówki, między miastami – autostop, marszrutki i BlaBlaCar. Przydaje się tabliczka z nazwą miasta napisaną cyrylicą – my takich używaliśmy.
- Język: ukraiński jest na tyle podobny do polskiego, że sporo da się zrozumieć; z angielskim bywa trudniej – nawet szkolenie na aerodromie, mimo angielskiej strony internetowej, było tylko po ukraińsku.
- Bagaż: wracając samolotem, wystarczy mały plecak – my mieliśmy go na całe dwa tygodnie.
- Góry: mapę warto mieć ze sobą, a na wejście w Gorgany zabrać kurtkę przeciwdeszczową – przekonałem się o tym, mocno moknąc już pierwszego wieczoru w Jabłonicy.
Czego nauczyła nas ta wyprawa
- Autostop działa – także na większe odległości i nawet w kraju, w którym mało kto zna tę ideę.
- Lęk wysokości da się pokonać – skok ze spadochronem był dla mnie wygraną walką z samym sobą.
- Stereotypy warto sprawdzać na miejscu – stosunek Ukraińców do Polaków okazał się zupełnie inny, niż się obawialiśmy, a przy okazji poznaliśmy wiele miejscowych zwyczajów.
- Przygoda jest blisko – żeby przeżyć coś ciekawego, nie trzeba wyjeżdżać daleko od Polski.
- Spontaniczna zmiana planów może wyjść na dobre – tak było z nieplanowanym dniem i wieczorem w Bursztynie.
Ta podróż jest dla nas wyjątkowa jeszcze z jednego powodu – to po niej zostaliśmy z Patrycją parą. Pięć lat później miejsca, przez które przejeżdżaliśmy, pojawiły się w wiadomościach o wojnie, a ludzi, których spotkaliśmy po drodze – kierowców, którzy zabierali nas na stopa, i nowych znajomych z Bursztyna – wspominamy z ogromną sympatią.
Filmy z wyprawy
Całą wyprawę nagrywaliśmy kamerkami sportowymi – powstało z tego sześć odcinków „Kierunku Ukraina”:
8:57
5:58
8:51
4:01
4:23
8:18