
W maju 2023 roku spędziliśmy dwa tygodnie w Irlandii (14–28.05) – głównie u rodziny Patrycji, w dwóch miejscach kraju. Pierwszy tydzień mieszkaliśmy w miejscowości pod Dublinem, skąd było blisko w góry Wicklow, weekend spędziliśmy w samym Dublinie, a ostatni tydzień – w wiosce Borris w hrabstwie Carlow, niedaleko Kilkenny. Wszędzie było bardzo zielono, a pogoda zaskoczyła nas pozytywnie – im dłużej byliśmy, tym było cieplej i słoneczniej.
Interaktywny Spis Treści
- Glendalough – pętla wokół dwóch jezior
- Miasteczko Wicklow – klify nad morzem
- Turlough Hill i Camaderry – mniej uczęszczany szlak
- Wodospad Powerscourt i Maulin
- Dublin w weekend
- Borris, Kilkenny i Carlow
- Informacje praktyczne
Glendalough – pętla wokół dwóch jezior
Zwiedzanie zaczęliśmy 15 maja od najbardziej znanego miejsca w Parku Narodowym Gór Wicklow – doliny Glendalough. Zrobiliśmy tu 15-kilometrową pętlę wzdłuż jezior Lower Lake i Upper Lake. Tuż przy centrum dla odwiedzających stoją zabudowania wczesnośredniowiecznej osady klasztornej założonej przez św. Kevina – kamienny kościółek i smukła okrągła wieża.
Przez większość trasy prowadzi specjalnie przygotowana ścieżka, a na stromszych i podmokłych odcinkach – równo ułożone drewniane deski z antypoślizgową metalową siatką. Na szlaku było wielu turystów, w tym zorganizowane grupy, a parking był pełny.
W drodze powrotnej część trasy prowadzi przez głazy, wzdłuż górskiej rzeki, która tworzy kaskady, po czym wpada do jeziora. Przy Upper Lake mijaliśmy też pozostałości dawnej wioski górniczej. Las kończy się tu dość nisko – niewiele wyżej zaczynają się już trawy i skały.
Pętla zajęła nam 5 godzin, przy niecałych 700 metrach przewyższenia. Z pogodą mieliśmy szczęście: było najwyżej 13–14 stopni i czasem mocno wiało, ale przez większość czasu świeciło słońce.
Miasteczko Wicklow – klify nad morzem
We wtorek (16.05) przeszliśmy się do miasta Wicklow. Najciekawszy był spacer wzdłuż linii brzegowej – klify nie są wysokie, ale bardzo ładne. Nad wodą zachowały się ruiny zamku Black Castle, stare armaty i przystań, a nieco dalej stoją kościół św. Patryka i dawne więzienie. Do tego urocze, typowo irlandzkie uliczki.
Turlough Hill i Camaderry – mniej uczęszczany szlak
W środę (17.05) wybraliśmy się na drugi szlak górski. Pojechaliśmy autobusem jeden przystanek dalej niż do Glendalough – pod przełęcz Wicklow Gap – i z wysokości ok. 470 m weszliśmy na Turlough Hill i Camaderry. Pierwsza część była banalna – asfaltowa droga dla pracowników zbiornika elektrowni szczytowo-pompowej na szczycie Turlough Hill. Potem regularnie pojawiało się błoto, a szlak momentami nie był do końca wyraźny.
Turystów było tu zdecydowanie mniej – większość zatrzymuje się autokarami tylko na punkcie widokowym przy przełęczy. To mniej urodziwy szlak niż Glendalough, ale miał swoje dobre momenty. Bez pośpiechu przeszliśmy ponad 13 km w 5 godzin, przy 550 metrach przewyższenia – w słońcu, przy słabym wietrze i 16–17 stopniach, czyli w idealnych warunkach.
Wodospad Powerscourt i Maulin
W czwartek (18.05) wystartowaliśmy z lasu Djouce Woods. Najpierw zeszliśmy do wodospadu Powerscourt o wysokości 121 m – najwyższego w Irlandii, dużej atrakcji okolicy i popularnego miejsca piknikowego dla rodzin i grup.
Wybierając najkrótsze dojście do głównego szlaku Wicklow Way, musieliśmy przez ponad kilometr podchodzić stromo przez las – dalej było już łatwo. Niedługo później weszliśmy na drugi cel dnia – szczyt Maulin, z którego dobrze widać było miasto Wicklow, część Dublina i półwysep Howth. Wyszło ponad 10 km w 4,5 godziny i prawie 600 m przewyższenia. Po drodze spotkaliśmy też jelenia.
Dublin w weekend
Weekend 19–21 maja spędziliśmy w stolicy, gdzie dołączyli do nas Robert i Asia. W Dublinie warto zobaczyć przede wszystkim katedry: św. Patryka (z 1191 roku, największą świątynię w Irlandii) i Kościoła Chrystusowego. W centrum stoi też Zamek Dubliński – symbol czasów panowania brytyjskiego.
Dublin to jednak przede wszystkim puby. Odwiedziliśmy m.in. pub w przerobionym kościele, The Palace Bar, The Temple Bar i The Brazen Head, uważany za najstarszy pub w Irlandii – mimo wczesnej pory ciężko było o wolne miejsca.
Byliśmy też w Muzeum Browaru Guinnessa (Guinness Storehouse), które pokazuje historię i proces produkcji najbardziej znanego irlandzkiego piwa – na samej górze dostaje się piwo wliczone w cenę biletu. Fajne miejsce, ale drogie (standardowy bilet ok. 26 euro, w zależności od terminu 20–30 euro) i szczerze mówiąc spodziewaliśmy się czegoś więcej. Nad rzeką Liffey stoi most Samuela Becketta w kształcie harfy – symbolu Irlandii, a trochę dalej od centrum rozciąga się ogromny Phoenix Park z pomnikami, stawami i zoo.

Dojazdy w góry z Dublina są problematyczne, więc wybraliśmy szlak w najbliższej okolicy – na Fairy Castle (536 m), skąd widać południową część miasta. Pojechaliśmy też do Hill of Tara za miastem, gdzie stoi Lia Fáil – jeden z dwóch kamieni koronacyjnych, który według mitologii celtyckiej miał magiczne moce.

Sam Dublin nas nie urzekł. Wielkim minusem są drogie atrakcje i noclegi w cenach jak w Skandynawii – nasz apartament dla 4 osób na 2 noce kosztował 490 euro i była to najlepsza oferta poza pokojami wieloosobowymi.
Borris, Kilkenny i Carlow
Ostatni tydzień (21–28.05) spędziliśmy u rodziny Patrycji w wiosce Borris w hrabstwie Carlow. Miało być spokojnie, a wyszło jak zwykle bardzo aktywnie. W samym Borris stoi XIX-wieczny kamienny wiadukt kolejowy, a wzdłuż rzeki Barrow przejechaliśmy się rowerami. Udało się też popływać na desce po rzece i zagrać w siatkówkę z miejscowymi.
Weszliśmy na dwa okoliczne szczyty. Pierwszy szlak, ok. 12 km, prowadził na Knockroe (ok. 540 m) i Mount Leinster (ok. 800 m) z masztem nadawczym – technicznie łatwy, ale z całkiem sporym przewyższeniem (ok. 850 m) i przy bardzo silnym wietrze.
Na Brandon Hill (515 m) mieliśmy już bezchmurne niebo i słaby wiatr. Wciąż nie były to wybitne odległości, ale wyszedł nasz najdłuższy szlak w Irlandii – ok. 16 km i 840 m przewyższenia. To niskie góry, ale widoki są wystarczająco ładne – tylko im bliżej szczytu, tym mocniej wieje i robi się zimno.
Zwiedziliśmy też miasta Carlow i Kilkenny – to drugie słynie z zamku nad rzeką Nore i z piwa, którego oczywiście spróbowaliśmy. Byliśmy również w ogrodach Woodstock Gardens & Arboretum.
Informacje praktyczne
- Kiedy: byliśmy w drugiej połowie maja. Padało tylko przez dwa dni, temperatura rosła z 13–14 do kilkunastu stopni, a słońca było coraz więcej – wiosną trafiło nam się „irlandzkie lato”. W górach na szczytach mocno wieje.
- Transport: to największy minus zwiedzania Irlandii – do wielu ciekawych miejsc trudno dojechać komunikacją publiczną, a wynajem auta jest bardzo drogi. Do gór Wicklow (Glendalough, Wicklow Gap) dojechaliśmy autobusem; w okolice Borris czasem podwoziła nas rodzina Patrycji.
- Ceny: wysokie – zarówno w sklepach, jak i za noclegi (standardem jest blisko 100 euro za osobę za noc). Bilet do Guinness Storehouse kosztował ok. 26 euro.
- Szlaki: w górach Wicklow szlaki bywają błotniste i nie zawsze dobrze oznaczone (poza Glendalough i Wicklow Way) – warto mieć mapę w telefonie i nieprzemakalne buty.





































