
W połowie grudnia 2021 roku polecieliśmy na weekend do Apulii – regionu na samym „obcasie” włoskiego buta. Pierwotnie mieliśmy lecieć do Odessy, ale przez surowe obostrzenia covidowe wybraliśmy Bari. Był to nasz ostatni zagraniczny wyjazd w tamtym roku i bardzo intensywny: w dwa i pół dnia zobaczyliśmy Alberobello z domkami trulli, nadmorskie Monopoli i Polignano a Mare, Materę w sąsiedniej Basilicacie i samo Bari. Pogoda popsuła się dokładnie w dniu naszego przylotu, a poprawiła w dniu wylotu. Na szczęście podczas zwiedzania nie było dużych opadów – co najwyżej chłód (6–12°C) i silny, dość uciążliwy wiatr. Za to trafiliśmy na okres przedświąteczny: w każdym mieście działały jarmarki, a ulice i budynki były przystrojone, co szczególnie robiło klimat wieczorami, gdy zapalały się wszystkie lampki.
Interaktywny Spis Treści
- Alberobello – miasteczko trulli
- Monopoli – antyczny port i plaża pod murami
- Polignano a Mare – plaża między klifami
- Matera – skalne miasto Sassi
- Wąwóz Gravina, most tybetański i jaskinie
- Bari – świąteczne światła i stare miasto
- Informacje praktyczne
Alberobello – miasteczko trulli
Zwiedzanie zaczęliśmy w sobotę rano od Alberobello – zdecydowanie najbardziej rozpoznawalnego miejsca w okolicy. Miasteczko słynie z trulli: niewielkich, bielonych domów z kamienia wapiennego, przykrytych stożkowym dachem z płaskich kamieni. Zachowało się ich tu około 1500, a w 1996 roku trulle z Alberobello wpisano na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Najwięcej jest ich w dzielnicy Rione Monti, gdzie ciągną się wzdłuż całych uliczek, a na wielu stożkach wymalowano białe symbole.

Wąskie, strome uliczki Rione Monti w grudniu były przystrojone girlandami, bombkami i kwiatami – trudno było przejść kilka kroków bez zatrzymywania się na zdjęcie.

Z górnej części dzielnicy widać, jak trulle mieszają się ze zwykłą, białą zabudową miasteczka. Między nimi ustawiono też świąteczne figury z lampek, które wieczorem musiały wyglądać jeszcze lepiej.


Monopoli – antyczny port i plaża pod murami
Wzdłuż wybrzeża na południe od Bari leży kilka małych, ale bardzo klimatycznych miejscowości. Po Alberobello odwiedziliśmy dwie z nich. Pierwszą było Monopoli z antycznym portem (Porto antico), w którym kołyszą się niebieskie łodzie rybackie, a nad wodą stoją kamienne kamienice starego miasta.

Stare miasto (centro storico) to plątanina białych uliczek, schodków i podwórek ozdobionych roślinami. Tuż pod murami jest niewielka plaża Cala Porta Vecchia – w grudniu oczywiście pusta, za to z widokiem na mury i wieżę katedry.


Polignano a Mare – plaża między klifami
Po południu dotarliśmy do Polignano a Mare, miasteczka zbudowanego na wapiennych klifach nad Adriatykiem. Jego wizytówką jest Lama Monachile – bardzo znana, niewielka plaża wciśnięta między dwa strome klify. Najlepiej widać ją z góry, ale warto też zejść na sam dół, nad wodę – stamtąd domy starego miasta wyglądają, jakby wyrastały prosto ze skały.


W grudniu słońce zachodzi już około 16:30, więc stare miasto Polignano oglądaliśmy o zmierzchu. Wąskie zaułki były pięknie przystrojone na święta – w niektórych rozłożono nawet czerwony dywan. Wieczorem wróciliśmy do Bari i na kolację wzięliśmy przekąski z baru Mastro Ciccio.

Matera – skalne miasto Sassi
Niedzielę przeznaczyliśmy na Materę. Formalnie to już nie Apulia, a sąsiedni region Basilicata, ale z Bari jest tam blisko, więc to naturalny cel jednodniowego wypadu. Matera uchodzi za jedno z najstarszych miast na świecie. Jej historyczna część – Sassi di Matera – to domy, kościoły i piwnice drążone w miękkiej skale nad wąwozem. Jeszcze w połowie XX wieku warunki życia w Sassi były tak złe, że mieszkańców przesiedlono do nowych dzielnic; dziś w skalnych domach działają hotele, restauracje i muzea. Sassi razem ze skalnymi kościołami po drugiej stronie wąwozu są od 1993 roku na Liście UNESCO, a w 2019 roku Matera była Europejską Stolicą Kultury.
Spacer zaczęliśmy w górnym, „zwykłym” mieście. Na jego skraju stoi zamek Tramontano (Castello Tramontano) z XVI wieku, z masywną okrągłą basztą pośrodku – nigdy go nie dokończono.

Dalej przeszliśmy obok fontanny Ferdinandea i kościoła San Domenico, przy którym stała rzeźba słonia na długich, cienkich nogach, do punktu widokowego Belvedere dei Tre Archi. Stąd po raz pierwszy zobaczyliśmy Sassi w całej okazałości.


Potem zeszliśmy w głąb Sassi. Kamienne uliczki i schody prowadzą raz w górę, raz w dół, a domy wyrastają jeden nad drugim – dach jednego bywa ulicą dla następnego. Po drodze zajrzeliśmy do skalnego kościoła Sant’Antonio Abate w Sasso Barisano, z figurą świętego w niszy i resztkami fresków na ścianach.

Wąwóz Gravina, most tybetański i jaskinie
Skalne miasto stoi na krawędzi głębokiego wąwozu, którym płynie potok Torrente Gravina. Po drugiej stronie rozciąga się dziki, skalisty płaskowyż – teren parku Murgia Materana – z dziesiątkami jaskiń i skalnych kościołów.

Po obiedzie zeszliśmy niżej, na dno wąwozu, do mostu tybetańskiego (Ponte Tibetano della Gravina) – wiszącej kładki nad potokiem. Z góry wygląda niepozornie, ale przejście po niej daje frajdę.


Za mostem zaczyna się górska ścieżka, która prowadzi zboczem do wielu jaskiń. Część z nich służyła kiedyś za schronienie pasterzom i zwierzętom, inne były kościołami – jak skalny kościół Sant’Agnese.


To z tej strony wąwozu jest najpiękniejszy widok na Materę – całe Sassi widać jak na dłoni, także przez otwór jaskini. Do Bari wróciliśmy wieczorem.


Bari – świąteczne światła i stare miasto
W niedzielę wieczorem przeszliśmy się po Bari. Miasto było pięknie oświetlone: na placu Umberto I stała wielka choinka z lampek i napis „I ❤ Bari”, nad główną ulicą handlową, Via Sparano, wisiały kurtyny świateł, a nawet wąskie uliczki starego miasta (Bari Vecchia), takie jak Strada Boccapianola, były przystrojone lampkami.


W poniedziałek rano, przed wylotem, zdążyliśmy jeszcze zobaczyć najważniejsze zabytki – i to w pełnym słońcu. Na skraju starego miasta stoi zamek normańsko-szwabski (Castello Normanno-Svevo), przebudowany w XIII wieku za cesarza Fryderyka II.

W sercu Bari Vecchia stoi romańska katedra San Sabino, a kilka uliczek dalej – bazylika św. Mikołaja (Basilica di San Nicola), w której od XI wieku przechowywane są relikwie świętego.


Od strony morza stare miasto otaczają mury, wzdłuż których biegnie Via Venezia – z widokiem na Adriatyk i z kolorowymi, ukwieconymi domami. Spacer skończyliśmy przy Teatro Margherita, teatrze zbudowanym na palach nad morzem, w którym dziś odbywają się wystawy.


Informacje praktyczne
- Ile czasu – mieliśmy zaledwie dwa i pół dnia i wycisnęliśmy z nich maksimum: pierwszy dzień na Alberobello, Monopoli i Polignano a Mare, drugi na Materę, pół trzeciego na Bari. To plan intensywny, zwłaszcza zimą.
- Pogoda w grudniu – 6–12°C, często pochmurno i wietrznie; słońce zachodzi około 16:30, więc dzień na zwiedzanie jest krótki. W zamian wieczorami można podziwiać świąteczne światła i jarmarki na starówkach.
- Matera – leży już w Basilicacie, ale blisko Bari. Na Sassi i zejście do wąwozu z mostem tybetańskim warto przeznaczyć cały dzień i wziąć wygodne buty – ścieżki po drugiej stronie są kamieniste i strome.
- Stare miasta – każda z odwiedzonych miejscowości ma starówkę z wąskimi uliczkami i wieloma kościołami; najlepiej zwiedzać je pieszo.
- Loty – do Bari lata m.in. Ryanair, więc da się znaleźć bilety w korzystnej cenie. Ciekawostka: lotnisko w Bari nosi imię Karola Wojtyły.
- Transport – nie wynajmowaliśmy auta: między Bari, Alberobello, Monopoli, Polignano a Mare i Materą jeździliśmy autobusami.
- Covid (grudzień 2021) – przy wejściu do zamkniętych pomieszczeń trzeba było pokazać dowód szczepienia, a krótko po naszym powrocie Włosi wprowadzili też obowiązek testu przed wylotem.

Na blogu jest też wpis z wcześniejszej podróży po północy kraju: Z Bergamo do Lublany przez jezioro Garda i Wenecję.










