
Do Stavanger, na zachodnim wybrzeżu Norwegii, wróciłem po czterech latach. Za pierwszym razem, we wrześniu 2017 roku, przylecieliśmy głównie po to, żeby wejść na Preikestolen – samo miasto oglądaliśmy w biegu i w deszczu. W sierpniu 2021 roku poleciałem z Gdańska sam (moja Patrycja musiała wrócić do pracy w Berlinie) i spędziłem tu ponad tydzień u Michała i Patrycji. W ciągu dnia przeważnie pracowałem zdalnie, więc zwiedzałem popołudniami i w ostatnie dni pobytu, a weekend spędziliśmy większą grupą w domku niedaleko Lyngdal, na południu kraju. W czerwcu 2023 roku byliśmy tu znowu razem, przy okazji wyprawy na Trolltungę. Poniżej najciekawsze miejsca ze wszystkich trzech wizyt: pomnik Sverd i fjell, drewniane Gamle Stavanger, Norweskie Muzeum Ropy Naftowej, jeziora z punktem widokowym Vålandstårnet, wejście na Lifjell po drugiej stronie fjordu i Dalsnuten.
Interaktywny Spis Treści
- Sverd i fjell – trzy miecze nad Hafrsfjordem
- Gamle Stavanger i drewniane centrum
- Norweskie Muzeum Ropy Naftowej
- Jeziora i punkt widokowy Vålandstårnet
- Lifjell – widok na Stavanger zza fjordu
- Dalsnuten i wieża Ullandhaugtårnet (2023)
- Informacje praktyczne
Sverd i fjell – trzy miecze nad Hafrsfjordem
Już pierwszego dnia po pracy pojechaliśmy pod Sverd i fjell („Miecze w skale”) – najbardziej rozpoznawalny pomnik Stavanger, kilka kilometrów od centrum, nad zatoką Hafrsfjord. Trzy dziesięciometrowe miecze z brązu wbite w skałę upamiętniają bitwę pod Hafrsfjordem z 872 roku, po której Harald Pięknowłosy zjednoczył Norwegię pod jedną koroną. Największy miecz symbolizuje zwycięskiego króla, dwa mniejsze – pokonanych lokalnych władców. Miecze wbite w litą skałę mają też oznaczać pokój: nikt już ich stamtąd nie wyciągnie.
Pogoda od razu pokazała, czym jest zachodnia Norwegia – słońce kilka razy w ciągu godziny przechodziło w deszcz i z powrotem. W 2017 roku trafiliśmy tu w ulewę (zdjęcie po prawej), w 2021 – na chmury z przebłyskami słońca. Na skale obok pomnika jest tablica: miecze to dzieło rzeźbiarza Fritza Røeda, a odsłonił je król Olaf V w maju 1983 roku.

Gamle Stavanger i drewniane centrum
Najbardziej pocztówkową częścią miasta jest Gamle Stavanger, czyli Stary Stavanger, na zachodnim brzegu portu Vågen. Tworzą go 173 drewniane budynki z przełomu XVIII i XIX wieku – w większości małe, białe domki przy brukowanych uliczkach, z kwiatami w oknach i latarniami przy drzwiach. W 2017 roku chodziliśmy tu pod parasolem, w 2021 – w pełnym słońcu, i to zupełnie inne wrażenie.

Drewniana zabudowa nie kończy się na starówce – całe centrum to domy i kamienice z drewna, często w żywych kolorach. Najbardziej kolorowa jest ulica Øvre Holmegate z kawiarniami, barami i małymi sklepami, a wokół portu jest sporo restauracji z ogródkami. Na ścianach budynków przy porcie trafiają się też grafiki, które dobrze wtapiają się w otoczenie.


Kilka minut od portu, na wzgórzu Valberget, stoi Valbergtårnet – wieża strażnicza z lat 1850–1853. Mieszkali w niej strażnicy, którzy wypatrywali pożarów i alarmowali mieszkańców drewnianego miasta; dziś w środku jest małe muzeum strażników. Obok stoją stare armaty. Wieżę oglądaliśmy przy pierwszej wizycie, w 2017 roku.
W samym środku miasta jest jeszcze jezioro Breiavatnet z fontanną, otoczone parkiem Byparken – dobre miejsce na przerwę w zwiedzaniu. Z jednej strony widać drewniane domy, z drugiej nowoczesne budynki biurowe.
Norweskie Muzeum Ropy Naftowej
Po pierwszej wizycie Michał i Patrycja podpowiedzieli mi, że w Stavanger koniecznie trzeba zobaczyć Norweskie Muzeum Ropy Naftowej (Norsk Oljemuseum) – w 2021 roku w końcu się udało, ostatniego dnia pobytu. Stavanger to naftowa stolica Norwegii, a muzeum otwarte w 1999 roku stoi nad samym portem; od strony morza budynek przypomina małą platformę wiertniczą.

Ekspozycja opowiada o historii wydobycia ropy i gazu spod dna Morza Północnego i o tym, jak cały proces wygląda – od poszukiwań, przez budowę platform, po pracę na morzu. Są modele statków i platform, prawdziwy sprzęt (kapsuła ratunkowa, skafander do prac podwodnych, w którym pracowano przy stawianiu platform) i sporo interaktywnych stanowisk. Spędziliśmy tu dwie i pół godziny i to wciąż było za mało – przy następnej okazji chętnie wrócę.

Po quizie na jednym ze stanowisk można zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie z dymkiem „I want my part of the petroleum fund now” („chcę już swoją część funduszu naftowego”) – to nawiązanie do państwowego funduszu, do którego Norwegia odkłada dochody z ropy.

Jeziora i punkt widokowy Vålandstårnet
Stavanger ma w granicach miasta kilka jezior z wygodnymi ścieżkami dookoła – po pracy to najlepszy sposób na spacer. Największe jest Stora Stokkavatnet na zachodzie miasta; pętla wokół niego ma ok. 8,6 km. Przy ładniejszej pogodzie posiedzieliśmy po prostu nad brzegiem.

Przedostatniego dnia obeszliśmy jezioro Mosvatnet, bliżej centrum, i weszliśmy na wzgórze Våland, do wieży Vålandstårnet. Wieża z 1895 roku była kiedyś częścią miejskich wodociągów, a dziś to punkt widokowy. Przez lunety obserwacyjne widać port, mosty i wyspy wokół miasta, a przy dobrej pogodzie także dalekie tereny w głębi lądu.

Lifjell – widok na Stavanger zza fjordu
Najlepszy widok na Stavanger miałem jednak z drugiej strony fjordu. W czwartek pojechaliśmy komunikacją miejską (ok. godziny) do miejscowości Dale nad Gandsfjordem, skąd wchodzi się na Lifjell – wzniesienie niespełna 300 m n.p.m., uważane za jeden z najlepszych punktów widokowych w okolicy. Szlak zaczyna się w wysokim lesie i od razu daje w kość: podejścia są strome, po kamieniach i korzeniach, a po deszczu bywa ślisko.


Wyżej las się kończy i zaczyna skalisty płaskowyż z trawami, wrzosowiskami i małymi jeziorkami, a przy szczycie stoi maszt z anteną. Po drodze co chwilę otwierały się widoki na fjord i miasto – to stąd jest zdjęcie na otwarcie wpisu.
Ze szczytu Lifjellvarden, przy dużym kamiennym kopcu, widać jak na dłoni Stavanger po przeciwnej stronie fjordu, wyspy i otwarte morze. Mieliśmy trochę szczęścia – deszcz złapał nas dopiero w drodze powrotnej.


W samym Dale stoi ogromny budynek dawnego szpitala psychiatrycznego – dziś opuszczony i szczelnie zabity deskami, więc oglądaliśmy go tylko z zewnątrz.

Dalsnuten i wieża Ullandhaugtårnet (2023)
W czerwcu 2023 roku przylecieliśmy do Stavanger razem, znowu w gościnę do Michała i Patrycji – głównie po to, żeby przejść szlak na Trolltungę. Innego dnia weszliśmy na Dalsnuten (324 m n.p.m.) – niewielką górę w pobliżu Stavanger, na którą prowadzi ok. dwugodzinny (w obie strony) szlak. Po drodze mija się szczyt Øvre Eikenuten (239 m), z widokiem na fiord.

Później pogoda się popsuła i deszcz pokrzyżował część planów trekkingowych – zastąpiliśmy je w dużej mierze wspólnym graniem w planszówki (też wyszło dobrze). Pospacerowaliśmy też po centrum, a miasto zobaczyliśmy z góry z wieży Ullandhaugtårnet.
Informacje praktyczne
- Pogoda – w Stavanger panuje klimat oceaniczny: deszcz pada o każdej porze roku, a słońce i ulewa potrafią się zmieniać kilka razy w ciągu godziny. Kurtka przeciwdeszczowa przyda się także w sierpniu.
- Ceny – Norwegia jest droga, a alkohol szczególnie. W supermarketach sprzedaje się tylko piwo i napoje do 4,7% alkoholu, w ograniczonych godzinach; mocniejsze kupicie wyłącznie w państwowych sklepach Vinmonopolet. Ceny noclegów i jedzenia z 2017 roku opisałem we wpisie o Preikestolen i Stavanger.
- Dojazd – do Stavanger latają tanie linie z Polski (ja leciałem z Gdańska). Lotnisko Sola leży kilkanaście kilometrów od centrum, kursuje tam autobus. Po mieście i okolicy, także do Dale, wygodnie dojedziecie komunikacją miejską Kolumbus.
- Muzeum Ropy Naftowej – zarezerwujcie co najmniej trzy godziny; ekspozycja jest duża i w dużej części interaktywna.
- Lifjell – szlak z Dale ma strome i śliskie po deszczu odcinki, więc przydadzą się buty z dobrą podeszwą. Pełna oznakowana pętla z Dale przez Lifjell zajmuje ponad pięć godzin.

Wnioski? W Norwegii często pada i jest drogo, ale też pięknie. Mieszkać tu na stałe bym nie chciał, ale na tydzień – z fjordem, górami i drewnianym miastem pod ręką – Stavanger sprawdza się świetnie.
























